Google wie o mnie 30 RAZY WIĘCEJ niż Facebook. Pokazujemy, jak wyłączyć śledzenie i zbieranie danych

Google zbiera o nas o wiele więcej danych, niż Facebook. Jak to ograniczyć?
Google zbiera o nas o wiele więcej danych, niż Facebook. Jak to ograniczyć? Pexels.com
W modzie stało się marudzenie, że Facebook wie o nas więcej, niż my sami, że gromadzi nasze dane i nimi handluje. Okazuje się, że ten serwis społecznościowy mógłby być niemal wzorem dla innych firm. Najłatwiej sprawdzić, ile wie o nas Google.

Mark Zuckerberg za wyciek, ale i zbieranie danych użytkowników, trafił pod ostrzał amerykańskiego Senatu. Wydaje się jednak, że razem z nim w szeregu powinni stanąć szefowie innych firm technologicznych, kolekcjonujący o wiele więcej danych, niż Facebook. Pewnie nie wiesz, ile wie o tobie Google. Możesz to łatwo sprawdzić – ilość danych jeży włosy na głowie.

Pobieranie pliku z naszymi danymi z Google
W witrynie Google można znaleźć podobną opcję, co na Facebooku – umożliwia ona pobranie naszych danych. Jest tam wszystko, co firma zgromadziła na nasz temat.

Ściągnięcie swoich danych z Facebooka jest moim zdaniem prostsze – aby dobrać się do tej opcji, wystarczą dosłownie dwa kliknięcia. W przypadku Google trzeba się trochę namęczyć – najłatwiej jest dostać się tam przez stronę pomocy albo przez witrynę Takeout. W kolejnym kroku trzeba zaznaczyć, jakie dane o sobie chcemy ściągnąć i poczekać, aż archiwum zostanie utworzone.
Portal DailyMail opisuje przypadek Dylana Currana, programisty, który postanowił sprawdzić, ile danych na jego temat ma Google. Po ściągnięciu danych okazało się, że archiwum waży ok. 5,5 GB. To dziesięciokrotnie większa ilość danych, niż na temat Currana wiedział Facebook. Ilość i rodzaj danych w jego pliku, twierdzi Curran, sugeruje, że Google nie tylko stale śledzi nasze ruchy w internecie, ale może również monitorować nasze fizyczne lokalizacje.

Filmy, zdjęcia, informacje osobiste
Postanowiłem to sprawdzić na własnym przykładzie. Po zalogowaniu się w Google i wejściu w zakładkę „Moje konto” jakoś udało mi się odnaleźć opcję ściągania archiwum. W dość rozbudowanym menu można pozaznaczać, jakiego rodzaju dane chcemy ściągnąć. Jest tu absolutnie wszystko, co kiedykolwiek wrzucaliśmy do Google.


Mamy na przykład „Zdjęcia Google” – z tej opcji korzysta wiele osób, bo jest bardzo wygodna. Zrobione telefonem zdjęcia można od razu ładować do chmury, tworzyć z nich albumy, udostępniać innym. Już wiem, że będzie tego sporo, ale przecież Facebook też trzyma nasze zdjęcia. Na dodatek staram się utrzymywać porządek w swoim internetowym albumie i wyrzucam to, co niepotrzebne.

Google pobierze także filmy, które opublikowaliśmy na YouTube. Nie jest to moje ulubione medium, filmów opublikowałem ledwie kilka. Ale jak wszystko, to wszystko.

Jest też cała poczta, którą trzymam na Gmailu oraz Google Drive, z którego rzecz jasna korzystam. Na razie postanawiam odznaczyć obie te opcje, podobnie jak Zdjęcia – przecież wiem, ile ich jest.

Świadomie zgodziłem się na warunki Google’a, które przedstawił mi podczas zakładania konta i logowania się do kolejnych usług… Żartuję – nie przeczytałem regulaminu, pewnie jak 99,9 proc. pozostałych użytkowników.

Tworzę archiwum i po chwili wytrzeszczam oczy ze zdumienia. Bez Google Drive, poczty i zdjęć mam do pobrania prawie 2 GB danych. Po rozpakowaniu będzie o wiele więcej.
Google wie o mnie więcej niż Facebook
W przypadku Facebooka, wszystkie moje dane spakowane w archiwum ważą 562 MB – i w to wlicza się wszystko. Są tu zdjęcia, filmy i kilkadziesiąt (jak nie kilkaset tysięcy) wiadomości z Messengera, wiele z nich ze zdjęciami czy filmami. Po rozpakowaniu robi się z tego 606 MB.

Google’owi zebranie wszystkich moich danych w jedno archiwum zajęło ponad godzinę. Okazało się, że całe waży dokładnie 18,34 GB. To prawie 33 razy więcej, niż w przypadku Facebooka. Rezygnuję z pobierania.

A może porównamy jedynie dane, które nie zawierają wiadomości lub plików wideo, zdjęć czy muzyki? Po wypakowaniu archiwum Facebooka, okazuje się, że foldery z osobistymi informacjami są śmiesznie małe – ważą jedynie 1,86 MB.

Google zebrał o mnie ponad 55 MB danych, z czego najwięcej waży historia lokalizacji – prawie 43 MB. A jest to opcja, którą regularnie czyszczę, podobnie jak większość danych, jakie zbiera o mnie Google. Okazuje się jednak, że jest tego również prawie 30 razy więcej, niż w przypadku Facebooka.

Co zbiera Google?
Dylan Curran przeanalizował swoje dane. Twierdzi, że raport Google'a zawiera niewiarygodną ilość dokumentacji na temat jego działalności internetowej, która trwa już ponad dziesięć lat. Być może ważniejsze jest to, że Google śledził także jego rzeczywiste ruchy za pomocą smartfona lub tabletu.

Obejmowało to dość przypadkowe miejsca, w których bywał, wiele zagranicznych krajów i miast, które odwiedził, bary i restauracje, do których jeździł w tych krajach, ilość czasu, który tam spędził, a nawet drogę, którą obrał, aby się tam dostać.

Inny użytkownik Google, który pobrał swoje archiwum, odkrył, że firma archiwizowała jego dane, nawet gdy przeglądał strony w trybie incognito. A więc tym, który podobno nie zapisuje historii przeglądania.

Jak wyłączyć śledzenie i zbieranie danych przez Google?
Podobnie jak Facebook, Google gromadzi dane użytkowników, które wykorzystuje potem do sprzedaży reklam. Jeśli nie zmienisz zasad udostępniania tych informacji, śledzone będzie niemal wszystko, co robisz online.
Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Warto wejść na zakładkę "Moje konto" w serwisie Google i odnaleźć tam ustawienia prywatności a następnie powyłączać to, co wydaje nam się niepotrzebne.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.