Niby flirtujesz z facetem, a tak naprawdę to cała firma. Nowy "zawód" na Tinderze

Flirtujesz w sieci? Po drugiej stronie może być nie człowiek, a specjalistyczna firma.
Flirtujesz w sieci? Po drugiej stronie może być nie człowiek, a specjalistyczna firma. Flickr.com / freestocks.org / (CC0 1.0)
Jesteś zapracowanym singlem, który nie ma czasu na chodzenie wieczorem po barach i dyskotekach, a korzystanie z mobilnych aplikacji randkowych okazało się tak nieskuteczne, że nie możesz na nie patrzeć… Ale mimo to ciągle masz nadzieję na znalezienie drugiej połówki. Co zrobić? Nic prostszego, są już specjalne firmy, które znajdą ci dziewczynę albo chłopaka.

Takiej właśnie firmie poświęcony jest obszerny artykuł na portalu Quartz. Dzięki niemu mamy możliwość poznania firmy, która specjalizuje się w podszywaniu się pod ciebie, a ty jeszcze musisz jej za to zapłacić.

Nie trać czasu na flirt, firma zrobi to za ciebie
Jak wspomina autorka, praca tam nie jest aż tak łatwa jakby mogło się wydawać. Pracownicy podzieleni są ściśle według specjalizacji. Jedni wybierają najlepsze zdjęcia klientów, które następnie zostaną umieszczone na profilu, zadaniem innych jest stworzenie takiego profilu, żeby potencjalni zainteresowani sami się zgłaszali (dopuszczalne są drobne oszustwa, jak dodanie sobie kilku centymetrów wzrostu, czy uszczuplenie metryki o rok czy dwa), a zadaniem ostatnich jest przeprowadzenie jak najkrótszej rozmowy, ale tak skutecznie, by szybko dostać numer telefonu do potencjalnej drugiej połowy.

Najtrudniejsze zadanie mają właśnie ci flirtujący, którzy muszą ściśle przestrzegać zasad narzuconych przez właściciela firmy. Przede wszystkim muszą oni pokazać swojej rozmówczyni, że są samcami alfa i zdobywcami. To ma ułatwić zdobycie numeru telefonu. Trochę inaczej sytuacja wygląda, gdy podszywają się pod kobiety, ale tutaj też najważniejsze jest zdecydowanie.

Dlaczego jego zdobycie jest tak ważne? Bo właśnie za to mają płacone. Za każdy uzyskany kontakt dostają 1,75 dol. I właściwie na tym ich praca się kończy. Mogą brać się za „obróbkę” następnej potencjalnej „zdobyczy”. Wyszukują ich przeważnie po słowach kluczowych związanych z zainteresowaniami klienta, pod którego się podszywają.


Telefon nie dzwoni
Zdarza się, że klient nie skorzysta z któregoś z kontaktów. Co wtedy? Właściwie nic – „flirciarze” już się do takiej osoby nie odezwą, bo im nie wolno. Poza tym i tak nie mieli by po co, bo wraz z uzyskaniem numeru kontaktu ich praca się zakończyła i za dłuższą rozmowę już nikt im nie zapłaci. Tak samo nie należy zbyt długo rozmawiać z kimś, kto numeru telefonu nie chce dać, bo traci się wtedy czas zarówno swój, jak i klienta.

Od pracowników nie wymaga się kreatywności, ba jest nawet nie wskazana. Mają działać według wyuczonego w czasie szkoleń scenariusza. Wszystkie swoje spostrzeżenia i przemyślenia mają raportować mailem, a raz w miesiącu spotykają się na zebraniu podczas którego dzielą się swoimi doświadczeniami.

To nieetyczne? Może, ale za to legalne
Ależ skąd, pracownicy mają świetną wymówkę – pomagają ludziom. Klienci firmy to ludzie w przedziale 28-52, ale przeważająca większość to trzydziestokilkulatkowie, przeważnie zajmujący wysokie stanowiska, spędzający w pracy mnóstwo czasu i nie mający go na tak przyziemne sprawy jak flirt w Internecie. Dlatego podpisują specjalne dokumenty, w których udzielają zgody na podszywanie się pod nich pracowników profesjonalnej firmy, której celem jest znalezienie potencjalnych kandydatów na miłość życie. Dysproporcja płci klientów jest widoczna, po około 2/3 klientów to mężczyźni.

Właściciel twierdzi, że nie robi nie niemoralnego. Z jego wyliczeń wynika, że na znalezienie partnera w sieci trzeba poświęcić nawet 10 godzin tygodniowo, a jego klienci tyle czasu po prostu nie mają. Dlatego też uważa się za współczesną swatkę.
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.