Firmy oszalały, a Polacy skarżą się, że RODO rodzi absurd za absurdem. "Wybuchła panika"

RODO to dzisiaj termin, który w wyszukiwarkach zdobył większą popularność niż „seks” a to niemałe wyzwanie
RODO to dzisiaj termin, który w wyszukiwarkach zdobył większą popularność niż „seks” a to niemałe wyzwanie Adam Stępień/Agencja Gazeta
RODO utrudnia korzystanie z przychodni czy hoteli. To termin, który w wyszukiwarkach zdobył większą popularność niż „seks”, a to niemały wyczyn. Przedsiębiorcy są przerażeni, bo media od miesięcy straszą ich milionowymi karami za niedopełnienie obowiązków. Wdrażają unijną regulacje z bardzo dużą skrupulatnością. Zdaniem wielu klientów – zbyt dużą. Po Polsce niesie się odgłos pukania w głowę – czy firmy nad Wisłą wpadły w psychozę?

Unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) miało w zamyśle pomóc mieszkańcom Europy odzyskać kontrolę nad tym, jakie dane na swój temat przekazują prywatnym podmiotom. Choć wydawałoby się, że afery takie jak ta związana z wyciekiem informacji o użytkownikach z Facebooka, uczulają ludzi na kwestię ochrony danych osobowych, pierwsze dni jego obowiązywania wywołują masowe niezadowolenie.

"Te działania nie były konieczne"
Dzieje się tak ponieważ firmy działające w Polsce bardzo skrupulatnie podeszły do tematu wdrożenia nowego rozporządzenia. Nic dziwnego, media od miesięcy donosiły, że kary za naruszenie poszczególnych artykułów wynoszą od 10 do 20 milionów euro i od 2 do 4 proc. wartości rocznego obrotu przedsiębiorstwa. Przedsiębiorcy ruszyli więc do wprowadzania zmian i wydaje się, że wylali dziecko z kąpielą.

– Wokół RODO wybuchła w ostatnim czasie panika, choć tylko część przedsiębiorców orientuje się, o co w ogóle chodzi z nowym rozporządzeniem. Całą resztę motywuje perspektywa kary za brak wdrożenia. Jeszcze 15 maja odbierałam telefony z pytaniem, czy damy radę wdrożyć RODO przez 25 maja – tłumaczy nam Julia Kamińska-Kasjaniuk, radca prawny z kancelarii JDS Consulting.


Ekspertka tłumaczy, że nerwowe ruchy firm w ostatnich dniach są w pewnej mierze uzasadnione. – Obowiązek udzielania informacji wydłuża komunikat kierowany do klienta, ale trzeba go zrealizować – podkreśla.

Zaczęło się więc od fali maili informujących, że firmy przetwarzają nasze dane osobowe. Niektóre z nich wymagały od internautów zgody na dalsze przetrzymywanie danych w bazie. - W innym wypadku będziemy zmuszeni zaprzestać wysyłania korespondencji - groziły. Każdy z nas dostał takich informacji co najmniej kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt.

Kamińska-Kasjaniuk zauważa, że wynika to z tego, że część przedsiębiorstw zaczęło stosować przepisy w maksymalnym zakresie, by nie narazić się na odpowiedzialność. – Te działania w wielu wypadkach nie były konieczne. Przepisy mówią, że zgoda na przetwarzanie danych osobowych musi być zaktualizowana tylko wtedy, gdy wcześniej została pozyskana na innych warunkach, niż to jest określone w RODO – opowiada. Wydawało się jednak, że szturmujące naszą skrzynkę maile, to najgorsze co może przytrafić się przeciętnemu Kowalskiemu w związku z wprowadzeniem rozporządzenia. Ale nie, to był dopiero początek.

– Dzisiaj meldowałem się w hotelu. Żeby ta operacja doszła do skutku, musiałem zakreślić "X" kratek, potwierdzając, że rzeczywiście pozwalam na zameldowanie się w hotelu. Usłyszałem, że to w związku z RODO – przytacza w rozmowie z INN:Poland jedną z takich nietypowych historii Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.
By znaleźć kolejne, nie trzeba jednak daleko szukać. – Usłyszałem w przychodni, że nie mogą potwierdzić mojej wizyty w ubezpieczalni, bo jeżeli wymówią na głos moje nazwisko przez telefon, to usłyszą je inni pacjenci – usłyszałem niedawno od znajomego.

Czy to nie przesada? Julia Kamińska-Kasjaniuk unika jednoznacznej odpowiedzi, wskazując, że cały problem z RODO polega na tym, że prawo jest w tej materii bardzo skomplikowane. – Nie da się na te pytania odpowiedzieć sensownie, a zarazem zgodnie z prawem w jednym zdaniu czy nawet w krótkiej wypowiedzi – zauważa.

Stracone sanatorium
Od absurdalnych historii zaroiło się również w internecie. I tutaj wyłowić można prawdziwe perełki. Teresa Bochwic, członkini Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji skarżyła się np. na utratę terminu wizyty w sanatorium. – Powinni jednak kasować czy gdzieś upychać stare dane. Przepadło mi sanatorium po dwóch latach czekania bo system trzy razy przywrócił mój stary adres, mimo zmian, i wysyłał wezwania na stary adres. To jest konkret i poważna strata – napisała na Twitterze.


Maciej Kacymirow, prawnik i doradca podatkowy z GreenberTraurig, zwrócił natomiast uwagę na niespodziewane utrudnienia w obsłudze klienta. Okazało się, że prawnik został zmuszony do posługiwania się numerem klienta, zamiast, jak do tej pory, imieniem i nazwiskiem. Wszystko oczywiście w trosce o zgodność z wymogami RODO.
Natalia Grębowicz-Kamińska, autorka bloga podróżniczego miss-gaijin.pl miała za to problemy z dodzwonieniem się do swojego dostawcy prądu. Przez niemal 10 minut wysłuchiwała bowiem automatycznego komunikatu o zmianach wywołanych wejściem RODO w życie.

Przeglądając wpisy internautów można również natrafić m.in. na historię o zdejmowaniu tablicy ze zdjęciami ze szkolnego korytarza (nie było zgody fotografowanych). RODO dotknęło również europejskich czytelników „LA Times” i „Chicago Tribune”. Od piątku serwisy tych tytułów są dla mieszkańców Starego Kontynentu niedostępne, choć wydawcy obiecują, że sytuacja jest przejściowa.

– Jadę właśnie na Białoruś, gdzie RODO nie ma. Tam wszystkie amerykańskie portale chodzą bez problemu – ironizuje Kaźmierczak.
Prezes ZPP dodaje jednak po chwili, że trudno mieć do polskich przedsiębiorców pretensje. - Obawiają się bezwzględnego, represyjnego państwa. Boją się bezwzględnych szaleńców – dorzuca.

On sam nie widzi korzyści, z wprowadzenia RODO. – UE sama z siebie niszczy konkurencyjność firm wobec rywali z Azji czy Ameryki. W imię czego? Podpisywania oświadczeń o tym, że mamy dostęp do danych wrażliwych klientów? Przecież wszyscy to wiedzą. To jak udowadnianie, że czarne jest czarne, a białe jest białe – dowodzi.

Julia Kamińska-Kasjaniuk jest jednak przekonana, że po początkowym zamieszaniu, kurz bitewny opadnie, a sytuacja związana z przetwarzaniem danych osobowych ulegnie unormowaniu.
- Na początku przedsiębiorcy będą się przyglądać, jak Urząd Ochrony Danych Osobowych interpretuje ich działania, czy nakłada kary i w jakiej wysokości. Stan wzmożenia może się utrzymać przez najbliższe 3-4 lata - prognozuje ekspertka.

Koniec z telefonami od telemarketerów?
Z wdrożeniem RODO miała wiązać się jednak jedna, konkretna korzyść – koniec z męczącymi telefonami od telemarketerów, reprezentujących firmy, o których słyszymy pierwszy raz w życiu. Jak wyszło? Początki wskazują, że rozporządzenie najbardziej do serca wzięły jednak podmioty, które do tej pory miały najmniej na sumieniu. A co z tymi, przed którymi RODO miało nas chronić? Patrz poniżej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.