Nowa unijna dyrektywa przeraziła internautów. "Koniec wolnego internetu"

Nowa dyrektywa wprowadziła panikę wśród internautów. Sytuacja przypomina kontrowersyjne ACTA sprzed kilku lat
Nowa dyrektywa wprowadziła panikę wśród internautów. Sytuacja przypomina kontrowersyjne ACTA sprzed kilku lat fot. Łukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta
Internauci są przerażeni, że nowa dyrektywa Unii Europejskiej będzie oznaczać cenzurę internetu na olbrzymią skalę. Publikowanie linków może zostać opodatkowane, a zdjęcia i filmy będą poddawane szczegółowej kontroli pod kątem praw autorskich. Nawet memy znalazły się na celowniku. Nowe prawo zostanie poddane głosowaniu w Parlamencie Europejskim pod koniec czerwca.

Forum Wykop.pl zadrżało w posadach, kiedy jeden z jego użytkowników udostępnił pewien link i ogłosił „zniszczenie Internetu w Europie”. Link prowadzi do artykułu eurodeputowanej Julii Redy z niemieckiej Partii Piratów, która aktywnie walczy z europejską dyrektywą mogącą położyć kres internetowi, jaki znamy.

Już 20 lub 21 czerwca w Parlamencie Europejskim dojdzie do głosowania nad dyrektywą w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Julia Reda alarmuje, że nowe prawo zmusi internetowe platformy do wprowadzenia cenzury i zniszczy możliwość darmowego dzielenia się linkami z internetu.

„Czyżby możliwy koniec wykopu?” – pisze jeden z użytkowników popularnego serwisu. , „Jak to wjedzie to przecież będzie praktyczny koniec wolnego internetu” – martwi się inny. „Socjalistyczne rządy chcą niszczyć indywidualną wolność?” – pyta kolejny.

Opodatkowanie linków
Najwięcej kontrowersji budzą artykuł 11 i 13. Jak podaje Wirtualna Polska, pierwszy zakazuje bezpłatnego udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych jak Facebook czy Twitter, agregatorach linków, np. Google News i Wykop, czy aplikacjach newsowych, takich jak Squid.


Obecnie linkami można się dzielić do woli i nikt nie pobiera za to opłaty. Jednak przez nową dyrektywę ma to ulec zmianie, albowiem udostępnianie materiałów portali informacyjnych ma stać się płatne.

W praktyce oznaczałoby to, że wszystkie wymienione wcześniej strony musiałyby zawierać rozliczne umowy licencyjne, aby ich użytkownicy mogli udostępniać publikowane przez nich informacje. Dodatkowo proponowany jest długi, bo aż 20-letni, okres ochrony treści należących do wydawców.

Według Instytutu Ochrony Praw Konsumentów, skutki będą katastrofalne. – Będzie to miało konsekwencje dla konkurencji, gdyż może faworyzować dużych wydawców, ze szkodą dla małych europejskich przedsiębiorstw – ostrzegają przedstawiciele Instytut.

Podobne prawo wprowadzone kilka lat temu w Hiszpanii doprowadziło firmę NiagaRank do zamknięcia. Tworzyli oni aplikację analizującą serwisy społecznościowe w celu tworzenia list najlepszych newsów na dany temat.

Aby uświadomić skalę problemu, przedstawiciele fundacji Instytutu skierowali pismo do wszystkich polskich instytucji rządowych i parlamentarnych, które uczestniczą w pracach nad reformą dyrektywy. Tłumaczą w nim, dlaczego wejście w życie nowych przepisów będzie krzywdzące.

– Nowe przepisy mogą nawet uniemożliwić udostępnianie hiperłączy, co znacznie ograniczy internautom możliwość udostępniania oryginalnych wiadomości i informacji online – można przeczytać na stronie Instytutu.

To lobbing branży wydawniczej, która szuka sposobu na zrekompensowanie sobie strat wynikających z błyskawicznego rozwoju cyfrowych środków dystrybucji treści (pozostających w znacznej mierze poza jej kontrolą) – pisze w komentarzach pod słynnym postem jeden z użytkowników Wykopu.

Autocenzura publikowanych zdjęć, filmów i muzyki
Artykuł 13 proponuje, by właściciele stron internetowych, na których użytkownicy mogą udostępniać zdjęcia, filmy i muzykę, musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał pod kątem naruszania praw autorskich.

Taką praktykę prowadzi już na przykład YouTube, którego algorytmy usuwają filmy, w których bezprawnie wykorzystano materiał należący do kogoś innego.

Julia Reda przytacza liczne przykłady blokowania filmów, które nie naruszały praw autorskich, a i tak zostały uznane za plagiaty. Dobitnym przykładem niesprawiedliwego działania algorytmu było zablokowania tysięcy filmów dokumentujących wojnę w Syrii, które uznano za materiały terrorystyczne.

– Wprowadzenie cenzury, która obserwuje wszystko, co ludzie udostępniają i pozwalanie algorytmowi na ostateczną decyzję w sprawie tego, co możemy, a czego nie możemy powiedzieć online, jest atakiem na nasze podstawowe prawa – ostrzega Julia Reda. Według eurodeputowanej, brak zgody na wykorzystywanie fragmentów lub przerabianie cudzych materiałów, godzi w wolność wypowiedzi.

Pazerność wydawców i sprytne manewry Google
Pomysł dyrektywy nie jest nowy. Podobne prawo wprowadzono już m. in. w Niemczech, Hiszpanii i Francji.

Po wprowadzeniu nowego prawa w Niemczech Google po prostu ograniczyło widoczność treści wydawców, czyli zaprzestało wyświetlania w wynikach fragmentów tekstów znanych stron informacyjnych. W wyniku ograniczeń wprowadzonych przez Google, Axel Springer, jeden z największych niemieckich wydawców, odnotował 40 proc. spadek ruchu na swoich stronach. Ostatecznie Google odniosło spektakularne zwycięstwo, bo wydawca zdecydował się udzielić firmie darmowej licencji na korzystanie z jego treści.

Mimo sprzeciwów i złych doświadczeń z „opodatkowaniem linków” wydawcy nadal wierzą w powodzenie nowej dyrektywy. Klęski, jakie spotkały niemieckich i hiszpańskich wydawców tłumaczą tym, że podatek został wprowadzony na zbyt małą skalę. Jeżeli ma zadziałać, to musi być wprowadzony w całej Unii Europejskiej. Czy zadziała - dowiemy się już 20 lub 21 czerwca, kiedy europejscy parlamentarzyści zdecydują, czy dyrektywa w życie wejdzie, czy nie.

Czy ucierpią na tym zwykli użytkownicy Internetu? Patryk Słowik, dziennikarz Gazety Prawnej, przekonuje, że nie. – Nadal będziecie mogli umieszczać memy z kotami, spokojnie. I linkować do głupich tweetów też – napisał na swoim Twitterze.
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.