Te samochody polscy złodzieje lubią najbardziej. Emerytowany policjant radzi, jak nie dać się okraść

W roku 2017 w całej Polsce swoje auta straciło niewiele ponad 10 tys. osób
W roku 2017 w całej Polsce swoje auta straciło niewiele ponad 10 tys. osób Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Jeśli myślisz, że kradzieże samochodów są w Polsce plagą, to znaczy, że nie masz pojęcia o pięknych i ciekawych latach 90. ubiegłego wieku. Dzisiejsi złodzieje w porównaniu do ówczesnych są łagodni jak baranki, mili i uprzejmi a na dodatek mają wiedzę i wsparcie bardzo dobrych inżynierów. Jakie auta kradną?


– Jeśli nie chcesz, żeby twój samochód skradziono, kup sobie taki, którego złodzieje po prostu nie wezmą – radzi emerytowany policjant, w latach 90. członek elitarnej grupy walczącej ze złodziejami samochodów. Walczącej dosłownie – wtedy jeszcze na ulicach stolicy regularnie odbywały się pościgi, strzelaniny, byli ranni i zabici.

Jeśli myślicie, że takie sceny z filmów Patryka Vegi, jak kradzież samochodu z dzieckiem w środku i zostawienie fotelika z nim na skrzyżowaniu albo zawinięcie auta zagranicznym policjantom to fikcja, jesteście w błędzie. Tak po prostu było.

W 1998 roku złodzieje ukradli w Polsce prawie 72 tysiące samochodów osobowych i kilka tysięcy dostawczaków, ciężarówek i motocykli. W roku 2017 w całej Polsce swoje auta straciło niewiele ponad 10 tys. osób. To o wiele mniej, niż w 1998 w samym województwie warszawskim (ponad 16 tysięcy). Postęp jest wyraźny, tym bardziej, że liczba kradzieży spada z roku na rok.

Czego złodziej nie weźmie?
– On przede wszystkim nie ukradnie tego, co będzie mu ciężko sprzedać. W tej chwili większość samochodów idzie od razu na części, więc praktycznie nie opłaca się mieć takiego samochodu, jak wszyscy. Im więcej takich samych modeli jeździ po drogach, tym większe zapotrzebowanie na używane części. W tym nietrudno się zorientować – wystarczy popatrzeć na ulice i parkingi – mówi były policjant.


Warto zauważyć, że rankingach bezawaryjności aut Alfa Romeo znacznie wyprzedza niemiecką konkurencję.

Brzmi logicznie i tak jest w rzeczywistości. Niestety, od kilku lat policja nie podaje już oficjalnych danych dotyczących tego, jakie modele są popularne wśród złodziei. Koncerny motoryzacyjne i sieci dealerskie piekliły się, że to im psuje biznes. Bo nikt nie kupi np. nowego Golfa czy Toyoty Yaris, jeśli statystyka wskazuje, że w dzień po kupieniu może zastać puste miejsce na parkingu.
Nie jest jednak tajemnicą, że najczęściej kradzione są auta niemieckie, zaś w stolicy i okolicach – japońskie. W Warszawie aż połowa kradzionych aut to „japończyki”. Stosunkowo niedawno blady strach padł na przykład na ludzi, którzy kupili Mazdę serii 6 – cieszyły się one olbrzymią popularnością wśród złodziei.

– W przypadku wielu japońskich aut chodzi nawet nie tyle o ich popularność, co dostępność części. Nie mówię, że to spotkało Mazdę, ale jeśli jakieś auta stają się popularne a na naprawy trzeba czekać tygodniami czy miesiącami, bo części dopiero płyną z Japonii, to ten, kto może je dostarczyć od razu, rozbija bank – mówi nam ekspolicjant.

To co kupować? Wcale nie trzeba jakoś specjalnie kombinować albo przepłacać, wystarczy znaleźć auto dobrej jakości, ale niezbyt popularnej marki. Nissan, Mitsubishi, Fiat – tych aut jest niewiele, nie są przesadnie drogie, a ich jakość nie pozostawia wiele do życzenia.

Nietrudno też domyślić się, kto mógł najbardziej protestować przeciwko publikowaniu danych o skradzionych modelach samochodów. Z wyjątkiem Warszawy prym wiodą auta koncernu Volkswagena – VW, Skody, Seaty, Audi. Jest ich dużo, cieszą się opinią trwałych i ekonomicznych, a na dodatek mają wiele wspólnych części. Przez to są też łakomym kąskiem dla złodziei.

Jak uchronić auto przed kradzieżą?
Policjant radzi, by uważać przede wszystkim na zbliżeniowe metody otwierania samochodu. Złodzieje mogą łatwo przechwycić albo wzmocnić sygnał z karty czy kluczyka, otworzyć samochód i odjechać w siną dal. To rozwiązanie zaawansowane technologicznie, ale piekielnie skuteczne. Auto samo się otwiera, wystarczy wsiąść i zniknąć.

Jego zdaniem dobrą metodą są też zabezpieczenia mechaniczne i ukryte przyciski odłączające zapłon. Jeśli chodzi o te pierwsze, to najlepiej prezentują się mechaniczne blokady skrzyni biegów, umieszczane w tunelu centralnym.

Nie mają nic wspólnego z wielkimi kłódkami, w jakie kiedyś zakuwano dźwignię zmiany biegów – są ukryte, a odblokować je można albo specjalnym kluczykiem, albo elektroniczną pestką, którą przykłada się do czytnika w aucie. Złodziej teoretycznie mógłby sforsować to zabezpieczenie, ale traci na to dużo czasu. Pójdzie po inny samochód.

Równie skuteczny jest przycisk – może być to ich kombinacja, np. trzeba naraz dotknąć dźwigni wycieraczek i włączyć światła. Złodziej może się włamać, ale auto nie odpala, więc rezygnuje.

– Warto też uważać na to, gdzie zostawiamy samochód. Wbrew pozorom podziemne garaże w blokach nie gwarantują żadnego bezpieczeństwa. Często mówi się, że to wręcz supermarket dla złodzieja. Łatwo wejść, w środku nocy nikt mu nie przeszkadza, nie widać go z okien. Kaptur i czapka z daszkiem wystarczy, żeby nie dać się rozpoznać na filmie z monitoringu – przypomina policjant.

Reasumując – kupujemy auto, które nie okupuje szczytów list sprzedaży, najlepiej w jakimś oryginalnym kolorze, może być rzucające się w oczy, pilnujemy kluczyków i montujemy blokadę skrzyni biegów. Powinno wystarczyć, ale trzeba mieć świadomość, że jak złodziej się uprze, to i tak buchnie nam auto.

– No niestety, nie unikniemy tego. Auta kradzione rzadko najczęściej są „robione” na specjalne zlecenie, bo ktoś gdzieś potrzebuje części albo nawet konkretnego samochodu. Ale dotyczy to raczej droższych modeli – mówi były mundurowy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.