
Starając się o nowe kredyty od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rząd w Kijowie nie miał innego wyjścia: już od 1 listopada Ukraińcy będą płacić za gaz znacznie więcej. Podwyżka wyniesie 23 procent.
REKLAMA
Po nadzwyczajnym piątkowym posiedzeniu swojego gabinetu premier Wołodymyr Hrojsman usprawiedliwiał się koniecznością finansowania kraju pożyczkami MFW. Podniesienie cen gazu – prawda, że od lat bardzo niskich – było jednym z warunków, jakie stawiał Fundusz, choć wiadomo było też, że decyzja ta jest na krawędzi „politycznego samobójstwa”.
Ba, ukraiński rząd chce przekuć to ustępstwo w triumf. – Kredytodawcy domagali się zrównania ceny gazu dla ludności z cenami dla przemysłu (te ustalają dostawcy i mają one charakter rynkowy – przyp. red.) – cytuje „Gazeta Wyborcza” oświadczenie władz w Kijowie. – W takich warunkach rachunek przeciętnego Ukraińca za ogrzewanie powinien wzrosnąć o 60 proc. – podkreśla rząd.
– Rząd nie zgadzał się na to, wskazując jako główny argument to, że dochody Ukraińców nie pozwalają im na razie płacić rynkowej ceny za gaz – dodano w komunikacie.
Hrojsman nie miał jednak wyjścia. Ukraina ma 50 mld dol. długów, z czego 30 mld dol. musi zwrócić w ciągu najbliższych pięciu lat. Bez finansowania MFW tego nie zrobi, co oznaczałoby na początek bankructwo. – Zacząłby się dolarowy chaos i galopada cen towarów i usług. Państwo musiałoby ograniczyć programy socjalne i wypłaty pensji i emerytur – przypomina rząd Hrojsmana.
Jak podkreśla „Gazeta Wyborcza”, Kreml czeka na upadek gabinetu Hrojsmana. – Trzeba poczekać aż zakończy się wewnątrzpolityczny cykl i bardzo liczę na to, że z nowym kierownictwem Ukrainy uda się budować jakieś relacje i w czymś porozumieć. Chcemy tego – miał dowodzić podczas czwartkowego wystąpienia prezydent Władimir Putin.
