Apple przekracza granicę absurdu. Sprzedaje komputery w cenie kawalerki w Wałbrzychu

Apple pod przewodnictwem Tima Cooka sprzedaje coraz droższe sprzęty. Gdzie jest granica absurdu?
Apple pod przewodnictwem Tima Cooka sprzedaje coraz droższe sprzęty. Gdzie jest granica absurdu? Foto: Mike Deerkoski - Flickr user Mike Deerkoski., CC BY 2.0, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=48770962
Tak, tak, w sumie trochę drogo, ale to przecież Apple. No a jak Apple to drogo być musi. Są chyba jednak jakieś granice szaleństwa, bo oferowanie klientom tabletu za prawie 10 tysięcy oraz laptopa czy stacjonarnego komputerka za 20 tysięcy nie jest jakąś rewelacyjną ofertą, nawet jeśli mówimy o najwyższej specyfikacji.


Apple właśnie zaprezentował swoje nowe sprzęty – to przede wszystkim Mac mini i McBook Air. Pierwszy to niewielki komputer stacjonarny, upakowany w zgrabną kostkę o rozmiarach pudełka na kanapki. Drugi to kolejna wersja bardzo fajnego, również niewielkiego laptopa – przekątna urządzenia to 13 cali.


Mac mini wszedł na rynek w 2014 roku i właśnie doczekał się kolejnej wersji. Nowy kosztuje w najtańszej wersji 3999 złotych, ale powiedzmy szczerze – konfiguracja jakoś nie powala na kolana.

Czterordzeniowy procesor Intel Core i3, 8 GB pamięci RAM i dysk o pojemności. Czyli 4 rdzenie procesora mniej i 2 GB RAM więcej niż, telefon, który leży na moim biurku. A ten był sporo tańszy i przynajmniej ma ekran – bo Mac mini jest sprzedawany jako "golas" – kostka, zasilacz i kabel.


Przyzwoita pod względem parametrów konfiguracja kosztuje dwa razy więcej, maksymalna – dokładnie 20 379 zł. Za tę cenę dostaniemy maszynę z 6-rdzeniowym procesorem i7, 64 GB RAM (co samo w sobie kosztuje 6720 zł), dyskiem SSD o pojemności 2TB (kolejne 6720 zł). To naprawdę dużo.


Podobnie jest w przypadku McBooka Air. Nikt nie mówi, że to złe komputery – wręcz przeciwnie, wiele osób chwali je za wydajność i solidność, połączoną z wygodą. Problem w tym, że podstawowa wersja kosztuje prawie 7 tysięcy złotych polskich (bez złotówki). A za tę cenę ciągle mamy 13-calowego laptopa z procesorem Intel i5, 8 GB RAM-u i dyskiem 128 GB, czyli ze specyfikacją dobrą dla smartfona.

Najbardziej wypasiona wersja kosztuje dokładnie 12 959 zł. Procesor ten sam, za to dostajemy 16 GB RAM-u i dysk SSD o pojemności 1,5 TB. To przyzwoity komputer – sęk w tym, że markowe sprzęty PC w konfiguracji zbliżonej do podstawowej można kupić o połowę taniej.

Równie absurdalne są ceny nowych iPadów. Model Pro o przekątnej 11 cali i 64 GB miejsca na dysku kosztuje 3799 złotych, wersja z 1 TB pamięci – 7599 złotych. A nieco większy z ekranem 12,9 cala wymaga wyłożenia od 4799 do 8599 złotych.

Uwaga – mówimy o modelach bez obsługi LTE, jeśli chcemy mieć w środku kartę SIM, dołożymy do tego 800 złotych. Wychodzi na to, że najbogatsza wersja kosztuje 9399 złotych.

Co możemy kupić zamiast sprzętu Apple?
Niedawno Xiaomi w genialny sposób podsumowało ceny urządzeń z Kalifornii, wyliczając jakie ich sprzęty można kupić za cenę jednego iPhone’a. My rzućmy okiem na coś innego.

Za cenę wypasionego Maca mini – czyli nieco ponad 20 tysięcy złotych, możemy sobie kupić na przykład 13-letnie Audi A6, 8-letniego VW Passata albo Forda Mondeo. Albo na przykład 6-metrową łódź żaglową, z kabiną na 6 osób. Za te same pieniądze kupimy też domek holenderski – wielką przyczepę kempingową z dwoma sypialniami, łazienką, lodówką i kuchenką.

Nie wspominajmy już o tym, że najdroższy komputer w ofercie Apple (iMac Pro) kosztuje tyle, ile 90-metrowe mieszkanie w Białogardzie – prawie 65 tysięcy złotych.