Skąd wpływowy senator PiS miał 70 mln zł na lokatę? "Taśma Czarneckiego" pogrąża SKOK-i

Grzegorz Bierecki (w środku) miał szukać u Leszka Czarneckiego miejsca na ulokowanie 70 mln zł
Grzegorz Bierecki (w środku) miał szukać u Leszka Czarneckiego miejsca na ulokowanie 70 mln zł Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Na stenogramie z nagrania, które Leszek Czarnecki przekazał prokuraturze, pojawia się bardzo ciekawa informacja o wpływowym senatorze Prawa i Sprawiedliwości, Grzegorzu Biereckim. Ze słów Czarneckiego wynika, że Bierecki szukał miejsca, w którym mógłby bezpiecznie ulokować sumę 60 bądź 70 milionów złotych. Rodzi się pytanie, skąd – bardzo zresztą bogaty – polityk miał aż tak dużą sumę w gotówce?


Aferę jako pierwsza ujawniła Gazeta Wyborcza. Opisywaliśmy już cały kontekst tej korupcyjnej propozycji, warto jednak przyjrzeć się wątkom pobocznym – również bardzo ciekawym. Jednym z najbardziej bulwersujących jest opowieść Leszka Czarneckiego o senatorze Biereckim. Ze stenogramu wynika, że sytuacja miała miejsce ok. 3 lat temu.


– On przyszedł do nas do banku z prośbą włożenia depozytu. Już w tej chwili nie pamiętam, 60-70 mln zł. Na początku powiedzieliśmy mu, że to za duży depozyt. Ostatnia rzecz, jakiej chciałem, to przyjmować depozyt od Biereckiego, to był szczyt tej całej awantury, widocznie chodził po wszystkich bankach – opowiadał Czarnecki swojemu rozmówcy.


Dodawał, że dla jego banku był to spory problem, bo zgodnie z prawem nie mógł odmówić przyjęcia depozytu. Czarnecki miał jednak poważne obawy co do pochodzenia tych pieniędzy i po prostu nie chciał ich przyjąć. Twierdzi, że napisał pismo do KNF, w którym uzasadniał fakt, że nie przyjął do swojego banku tak dużego depozytu, bo nie chciał być ewentualnie wiązany z procederem prania brudnych pieniędzy.


Co ciekawe, były już szef KNF, Marek Chrzanowski, nie był słowami Czarneckiego zupełnie poruszony, chociaż informacja o kilkudziesięciu milionach krążących po rynku powinna była wzbudzić jego ciekawość.
Skąd Bierecki mógł mieć 70 mln zł?
Według oświadczenia majątkowego, złożonego na koniec 2017 roku, Grzegorz Bierecki jest milionerem. Ma na kontach ok. 5,45 mln zł, 1,38 mln dolarów, ponad 243 tys. funtów i 1,43 miliona euro. Do tego dochodzi 11,43 mln zł w obligacjach. Większość z tych pieniędzy może pochodzić z różnych biznesów senatora, wszak od lat szefuje SKOK-om, ma też akcje innych spółek, w tym wydawniczych.

Bierecki deklaruje też, że ma mieszkanie o powierzchni 63,5 m kw. i auto – Fiata 126p z 1998 roku (wartego ok. 15 tys. zł). Ciągle daleko do 70 czy nawet 60 mln złotych w gotówce, które można złożyć jako depozyt w banku.

Czarnecki podaje jednak pewien trop – otóż mniej więcej w tamtym czasie z systemu SKOK-ów wyprowadzono ok. 77 mln złotych. Jak to możliwe?

W latach 90. ubiegłego wieku do polskiej fundacji trafiło 70 tys. dolarów od międzynarodowej organizacji wspierającej spółdzielczość na świecie. Ta suma miała wspomóc rozwój SKOK-ów. Po 20 latach okazało się, że ta suma urosła do 77 mln zł.

A prezes fundacji, Grzegorz Bierecki dostał od darczyńcy pozwolenie na przelanie tych pieniędzy do spółdzielni pracy. Niedługo potem owa spółdzielnia przekształciła się w spółkę, której głównym udziałowcem jest Grzegorz Bierecki. W ten sposób ślad po 77 milionach złotych po prostu się rozpłynął.
W 2015 roku ówczesny szef Komisji Nadzoru Finansowego alarmował, że wart kilkadziesiąt milionów złotych majątek wyprowadzono poza struktury SKOK i że pieniądze te trafiły prawdopodobnie do spółki będącej własnością kilku osób, w tym Biereckiego i jego brata, którzy mieli największe udziały. Chodzi o zlikwidowaną w 2010 roku fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych, której szefował Grzegorz Bierecki.

Sprawa była podmiotem zainteresowania prokuratury, ale po tym, jak do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość, śledztwo zostało umorzone. Sam Bierecki argumentował, że owe 77 mln zł nigdy nie było w posiadaniu SKOK-ów, że to po prostu fundusz, z którym mógł zrobić co chciał.

Afera nie zyskałaby pewnie takiego rozgłosu, gdyby SKOK-i radziły sobie świetnie. Ale akurat w tym czasie Bankowy Fundusz Gwarancyjny wpompował w nie ok. 3 mld złotych, tylko po to, by pieniądze ludzi, którzy mieli rachunki w upadających kasach, nie przepadły.

Bierecki zaprzecza
Jak na razie senator Bierecki zdobył się jedynie na udzielenie krótkiego wywiadu portalowi wPolityce.pl. Dziwnym trafem jest on prowadzony przez spółkę Fratria, której największym udziałowcem jest senator Bierecki. Można się domyślać, że pytania, które zadał mu dziennikarz, nie były specjalnie dociekliwe.

Bierecki oświadczył, że nigdy nie był w żadnym Getinie, że to wszystko kłamstwa i nie wykluczył, że pozwie Leszka Czarneckiego.

– Według tego zapisu, miałem przyjść do Getin Banku i próbować ulokować w nim 70 mln zł. To jest całkowicie wyssana z palca historyjka. Nigdy nie byłem w Getin Banku. A środki, którymi dysponuję, od 7 lat są w całości ujawniane w moim oświadczeniu majątkowym, które składam jako senator. Takich lokat nie posiadam i nigdy nie posiadałem. Tego typu próby rzucania błotem na wszystkie strony zawsze podejmowane są przez ludzi, którzy mają kłopoty – mówi Bierecki swojemu portalowi.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Wciąż dość powszechnym jest przeświadczenie o tym, że multitasking przynosi korzyści, szczególnie w zakresie naszej produktywności. Jak natomiast wskazują autorzy książki "Umysł Lidera" jest to przeświadczenie błędne.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Marta KarpińskaMarta Karpińska

Spółka Good Safe otrzymała milion złotych od Funduszu SPINAKER alfa finansującego projekt, którego istotą jest możliwość cyfrowego zapisu postanowień różnego rodzaju dokumentów.