Antysmogowe wynalazki to w większości pic na wodę. Bardziej reklama niż rozwiązanie realnych problemów

Strach przed smogiem sprawił, że za prywatne firmy uznały go za niezłą formę reklamy.
Strach przed smogiem sprawił, że za prywatne firmy uznały go za niezłą formę reklamy. Jędrzej Nowicki/Agencja Gazeta
Zachwycacie się antysmogowymi instalacjami w mieście? Mamy złą wiadomość. Większość z nich nie ma odczuwalnego wpływu na warunki życia w polskich miastach. Strach przed smogiem sprawił za to, że za prywatne firmy uznały je za niezłą formę reklamy, dzięki czemu możemy przeczytać o coraz dziwniejszych pomysłach oczyszczania powietrza. Obrandowanych logotypami konkretnych marek rzecz jasna.


Widok iglicy umieszczonej na Pałacu Kultury w Warszawie to w zimowe poranki raczej rzadkość. Zazwyczaj góra jednego z największych budynków w stolicy zasnuta jest smogiem. Taki widok działa na wyobraźnię. Nic dziwnego, że w celach marketingowych strach przed pyłem PM 2.5 starają się wykorzystać kolejne prywatne firmy.

Reklama czy ochrona środowiska?
W Warszawie medialną furorę robił antysmogowy billboardu, który stanął przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic – Alejach Jerozolimskich. Został ta ustawiony przez Avivę. Złośliwi twierdzili, że to fantastyczna reklama i nic poza tym. I w sporej mierze mieli rację. Firma chwaliła się wprawdzie, że powierzchnia reklamy pochłania cząstki zanieczyszczeń benzenu C6H6, tlenków azotu i siarki.

Według prezentowanych przez nią danych jedna płachta wywieszona w centrum stolicy miała pochłaniać zanieczyszczenia produkowane przez 90 tys. samochodów rocznie.
Stety albo niestety portal "Noizz" zapytał wtedy eksperta o wiarygodność tych wyliczeń. Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego szybko przeliczył, że jeden billboard powinien w takim razie pochłaniać... 900 ton pyłu rocznie. – Wystarczy wywiesić 10-12 takich billboardów i mamy zanieczyszczenie komunikacyjne z głowy – ironizował.


Ta reklama to jednak i tak mały pikuś w porównaniu z tym, co wymyślił pewien deweloper. Firma Capital Park reklamowała się w ubiegłym roku tworzeniem zespołu biurowców o nazwie ArtN, który ma filtrować nawet do 90 proc. pyłu zawieszonego.

Nazbyt dociekliwi internauci szybko wychwycili jednak pewna niespójność. Budowie towarzyszyło bowiem uruchomienie wielopoziomowego parkingu na 750 samochodów. A że w Warszawie większość smogu jest wytworem silników spalinowych konkluzja mogła być jedna – deweloper rozwiązuje problem, do którego powstania sam się przyczynia.

Antysmogowa infrastruktura
Na prywatnych firmach historia się nie kończy, bo w antysmogowe instalacje inwestują też miasta. W ten sposób w „nowym Mordorze” przy rondzie Daszyńskiego w Warszawie pojawił się chodnik, który pożera smog.

Wcześniej, były kandydat na prezydenta stolicy z ramienia PSL, Jakub Stefaniak, rzucił pomysł, by Pałac Kultury i Nauki obłożyć mchem, który miał „pochłaniać ten cały syf”.
W rozmowie z naTemat jeden ze stołecznych dziennikarzy nie zostawił jednak na tej idei suchej nitki.
– To tylko gadżety – rozwiewa wątpliwość w rozmowie z INNPoland.pl Emilia Piotrowska z Warszawskiego Alarmu Smogowego. – Co prawda bardzo fajne, bo przyczyniają się do wzrostu świadomości w społeczeństwie, ale to nie jest realna walka ze smogiem – zastrzega.

Ekspertka przytacza tutaj przykład wież antysmogowych. Jedna z nich stanęła np. w Krakowie. – Ona oczywiście oczyszcza powietrze, ale tylko w najbliższym otoczeniu. Nie stanowi rozwiązania problemu – zastrzega.

Na szczęście włodarze miast zdają się rozumieć powagę sytuacji. Gminy dają wysokie dofinansowania do wymiany wysokoemisyjnych pieców, Rafał Trzaskowski dał niedawno do zrozumienia, że w Warszawie mają one sięgnąć nawet 100 proc. Oby na samych słowach się nie skończyło.

– Lepiej zapobiegać niż leczyć. Nigdy nie będziemy w stanie wychwycić całego zanieczyszczonego powietrza dlatego w pierwszym rzędzie nakłady finansowe powinny iść na ograniczenie samej emisji – puentuje Piotrowska.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Aaron Sorkin – amerykański dramaturg, scenarzysta, reżyser i producent filmowy i telewizyjny – przekonuje, że jeśli nie masz w swojej opowieści takich słów jak „ale”, „jednak”, „z wyjątkiem”, „poza”, „tymczasem”, to nie stworzysz dobrej historii. Jeśli nie masz właśnie takich słów funkcyjnych, to nie masz też dobrej narracji do swojej prezentacji.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Całkiem niedawno rozpoczął się nowy rok 2019. Jaki był poprzedni dla mnie i mojej firmy? Odpowiem obiektywnie i szczerze. Dobry. Z dumą mogę powiedzieć, że cały czas rośniemy, notujemy zyski, a pracy nie brakuje. Jest to zasługa kilku składowych. Po pierwsze wzrastającej świadomości co do sektora odnawialnych źródeł energii.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.