Polskie lobby węglowe już nie powoła się na Niemców. Oni nie chcą już u siebie kominów

Niemcy pod wodzą Angeli Merkel odchodzą nie tylko od węgla kamiennego, rozprawią się też z brunatnym
Niemcy pod wodzą Angeli Merkel odchodzą nie tylko od węgla kamiennego, rozprawią się też z brunatnym Fot. Andrzej Hrechorowicz / Kancelaria Prezydenta
W ciągu ostatnich miesięcy i lat wiele osób z satysfakcją donosiło, że u nich też wycina się lasy i pali węglem. A nas się czepiają, hipokryci! Coś w tym jest, bo takie "zielone" Niemcy jedną czwartą energii produkują ze spalania własnego węgla brunatnego. Ale już nie chcą i stoją przed piekielnie trudnym wyborem.

Węgiel kamienny i brunatny były podwalinami niemieckiej gospodarki po wojnie. Podobnie było w Polsce – czarne złoto zapewniało prąd i ciepło dla ludzi i zakładów pracy. To kopalne paliwo, tanie w wydobyciu i wybitnie niedobre dla środowiska naturalnego. Podczas jego spalania uwalnia się 3 razy więcej dwutlenku węgla oraz mnóstwo różnych pyłów.

W Polsce ministrowie podejmują niesamowity wysiłek, by było tak, jak było. Niemieccy pracują nad wprowadzaniem zmian. Nasi zachodni sąsiedzi zaczęli od rozwijania zielonych źródeł energii, potem postawili na rezygnację z atomu i węgla.

I gdzieś w tym wszystkim zagubił się węgiel brunatny. We wschodniej części Niemiec, na Łużycach, ciągle wydobywa się go metodą odkrywkową, pozostawiając na powierzchni ziemi wielką bliznę. A obok stoją dwie elektrownie zasilane tym paliwem.

Węgiel brunatny to jedyny surowiec energetyczny, w którym Niemcy są samowystarczalne. Są też światowym liderem w wydobyciu węgla brunatnego – przebijając USA, Chiny i Polskę (prawie trzykrotnie). Z tego brudnego źródła ciągną jedną czwartą swojej energii.

Czemu Niemcy w końcu zobaczyli kominy?
Języczkiem u wagi mógł stać się las. Stało się o nim głośno mniej więcej wtedy, gdy w Puszczy Białowieskiej szalały pilarki i harvestery. Mający 12 tysięcy lat las Hambach od lat był sukcesywnie wycinany – bo pod nim znajdują się bogate złoża węgla brunatnego. Obecnie zostało mniej więcej 10 proc. powierzchni owego lasu a i ta jedna dziesiąta miała zniknąć.


Nie jest zresztą prawdą – jak podkreślały niektóre media – że Niemcy wycinają swój las i nikt przeciw temu nie protestuje. Las Hambach był w Niemczech tak samo głośną sprawą, jak Puszcza Białowieska w Polsce. Przeciw jego wycince protestowały dziesiątki tysięcy ludzi, a obrońcy założyli w lesie obóz. Sytuacja różniła się o tyle, że zaplanowana wycinka niemieckiego lasu była legalna, co potwierdził sąd. Nie oceniał on oczywiście wymiaru środowiskowego.

W obronie lasu stanęli aktywiści z całej Europy. I być może skutecznie, bo po ogłoszeniu rezygnacji z wydobycia węgla kamiennego, Angela Merkel zapowiedziała, że w Niemczech nie będzie się już wykopywać węgla brunatnego.
Koncern RWE wycinający Hambacher Forst chyba zbyt mocno chciał wygrać tę sprawę i w efekcie zwrócił na siebie oczy wielu Niemców, a politykom powiązanym z tą firmą trudno było już wspierać jej decyzje biznesowe.

Drugim zarzutem w stronę Niemców było "a im wolno truć". Faktycznie, kopalnie i elektrownie na węgiel brunatny w kraju określanym jako europejskie zagłębie odnawialnych źródeł energii zdecydowanie psują wizerunek.

Ale Niemcy zaczęli dyskutować o swoich kopalniach i elektrowniach jeszcze przed szczytem ekologicznym COP 24. Tym samym szczytem, na którym polski minister energii, Krzysztof Tchórzewski twardo deklarował, iż nie wyobraża sobie braku kopcących kominów w polskim krajobrazie.

– To jest propozycja odchodzącej Komisji Europejskiej. W warunkach polskich nie przewiduję, że w 2050 r. nie będzie elektrowni węglowej w Polsce. Nie przewiduję, żeby dobre instalacje mogły być zamknięte – powiedział Tchórzewski cytowany przez PAP, komentując unijną strategię neutralności klimatycznej do 2050 r.

Po likwidacji kopalni węgla kamiennego, kanclerz Angela Merkel chce jak najszybszego uchwalenia planu zamknięcia kopalni węgla brunatnego i elektrowni nim opalanych. Zwołała więc konferencję, na której ustali się plan zakończenia wydobycia węgla brunatnego. W zebraniu wezmą udział m. in. premierzy niemieckich landów, w których znajdują się kopalnie węgla brunatnego.

Deklarują oni pomoc, ale nie za darmo – w węglu brunatnym pracuje w Niemczech kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Bez znalezienia dla nich innego, perspektywicznego zajęcia, premierzy landów nie kiwną palcem w sprawie elektrowni, bo mają zbyt dużo głosów do stracenia.

To właśnie warto obserwować – może Niemcy nie są tak zielone, jak chciałyby być. Ale robią w tych sprawach dużo i warto brać z nich przykład. To, jak poradzą sobie z likwidacją energetyki opartej na węglu brunatnym może być świetną nauką dla polskich ministrów. O ile ci zdecydują się coś zrobić a nie trwać w swoim węglowym pancerzyku.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Aaron Sorkin – amerykański dramaturg, scenarzysta, reżyser i producent filmowy i telewizyjny – przekonuje, że jeśli nie masz w swojej opowieści takich słów jak „ale”, „jednak”, „z wyjątkiem”, „poza”, „tymczasem”, to nie stworzysz dobrej historii. Jeśli nie masz właśnie takich słów funkcyjnych, to nie masz też dobrej narracji do swojej prezentacji.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.