Uważaj na takie ogłoszenia. Przez ofertę pracy możesz dać się wplątać w pranie pieniędzy

Coraz częściej ofert pracy szukamy na facebooku. To jednak okazja dla oszustów
Coraz częściej ofert pracy szukamy na facebooku. To jednak okazja dla oszustów Michal Walczak / Agencja Gazeta
Aż 3 tys. zł netto za trzy godziny pracy dziennie - wydawałoby się, że ta oferta jest zbyt piękna, by mogła być prawdziwa. I tak prawdopodobnie jest. Oprócz wysłania dokumentów nieznanej osobie, można w ten sposób zostać "słupem" wykorzystanym do prania pieniędzy.


Ogłoszenia pojawiają się na lokalnych grupach facebookowych. Osoba, która je wystawia, oferuje zdalną pracę za 3 tys. zł. Polegać ma ona na pomocy w prowadzeniu sklepu internetowego. Docieram do jednej z osób, która na takie ogłoszenie trafiła i zdecydowała się na nie odpowiedzieć.

Jak się dowiaduję, praca miała polegać na przepisywaniu informacji o klientach sklepu z konta Allegro do osobnego dokumentu i przesyłaniu ich dalej.

Jednak przedsiębiorca obawia się przekazać dane dostępowe do kont na serwisach z ogłoszeniami, takich jak OLX czy Allegro. Dlatego chce najpierw sprawdzić przyszłego pracownika podczas tzw. okresu lojalnościowego, zwłaszcza że jakiś czas temu miał zostać okradziony. Oddając głos rzekomemu pracodawcy:
– Przez 7 dni z różną częstotliwością będziemy wysyłać do Pani przelewy w kwocie 2-4 tys. zł. Może to być jeden przelew w tygodniu, a mogą być np. 4 przelewy, które trzeba będzie odesłać przelewem bankowości online na wybrany przez nas numer konta. W/w okres ma potwierdzić pani rzetelność oraz uczciwość wobec naszej firmy – czytamy w wiadomości wysyłanej do kandydatów.

Oświadczenie RODO uwiarygadnia ogłoszenie
Za każdy przelew pracownik ma dostać 50 złotych. Oprócz tego pracodawca oczekuje zdjęcia dowodu, zdjęcia prawa jazdy (albo innego dokumentu potwierdzającego adres zamieszkania), podania numeru konta oraz napisanie w facebookowej wiadomości… oświadczenia RODO.


Osoba, która podaje się za pracodawcę, publikuje dane konkretnej firmy na północy Polski. Docieram do jej właścicieli.

– Dzwonią do nas osoby poszukujące pracy. Żadnych pracowników nie poszukujemy. Każda osoba jest informowana o tym, że ktoś się podszywa pod naszą firmę. Próbowałam zgłosić to na policji, ale powiedziano mi, że skoro ja nic nie straciłam, to oni zawiadomienia nie mogą przyjąć – wyjaśnia w rozmowie z INNPoland.pl pani Maria, właścicielka firmy, pod którą podszywają się oszuści.

Ile osób skorzysta z oferty?
Trudno powiedzieć, ile osób mogło się nabrać na tę ofertę. Pani Maria szacuje, że kilka, kilkanaście osób zadzwoniło do niej bezpośrednio, by sprawdzić firmę. Żadna z nich nie zdecydowała się po rozmowie na przyjęcie ogłoszenia.

Co może grozić osobom, które zdecydują się przyjąć rzekomą ofertę pracy? Możliwe, że zostaną słupami. Przestępcy przeleją na ich konta pieniądze z przestępstw (na przykład ukradzione firmom, przy pomocy podmiany numeru konta w przelewie). Potem z kont oszukanych osób pieniądze zostaną przeznaczone na zakup kryptowalut. Albo wypłyną one na wschód. A kontakt z pracodawcą się urwie.

A do słupa zgłosi się policja. Skończyły się bowiem czasy, kiedy przestępcy wykorzystywali osoby bezdomne, którym zakładali konta, by później wykorzystywać je do prania pieniędzy. Teraz wykorzystywane są realne osoby. To pozwala spowolnić śledztwo, bo policja skupia się na osobie, która przelała pieniądze, a nie na szukaniu realnych sprawców.

Wszystko wygląda realnie
Zwłaszcza, że nieświadomy słup nie zaciera śladów. Nic przecież nie budzi jego podejrzeń. Firma wysyła umowę, ma realny adres w sieci, a czasem nawet rzeczywiście na początku wysyła zadania do wykonania. Przestępcy coraz rzadziej namawiają do przelewania pieniędzy na nieznane konta przy pomocy Western Union - to budzi podejrzenia.

Za pranie pieniędzy grozi nawet do 10 lat więzienia. Jeśli mamy do czynienia z nieumyślnym paserstwem, kara może wynieść do dwóch lat pozbawienia wolności. Nawet jeśli w sprawie zapadnie wyrok w zawieszeniu, może on zamknąć drogę do wielu zawodów, gdzie wymagana jest niekaralność.

Co więcej, możliwe że konto, z którego były przelewane pieniądze, zostanie zablokowane. Ponadto, jeśli ktoś posiada nasze dokumenty, może na nasze dane próbować wziąć kredyt, o czym dowiemy się, gdy do drzwi zapuka komornik.

A co jeśli ktoś wpadnie na pomysł, by pieniądze przyjąć i nie przesyłać ich dalej? Strategia nieświadomych słupów zapobiega takim pomysłom. Co więcej, jeśli ktoś ma wątpliwości, najczęściej pamięta, że przesłał swoje dane, w tym adres rzekomemu pracodawcy.

Jak uniknąć zostania słupem?
Jak zatem ustrzec się przed tego typu oszustwem? Po pierwsze, jeśli oferty zbyt piękne, by były prawdziwe, najczęściej takie są. Po drugie, warto sprawdzić na stronie firmy, czy rzeczywiście poszukuje ona osób do pracy.

Sygnałem ostrzegawczym jest propozycja wysłania skanu dowodu osobistego. Firmy nie oczekują dokumentów do podpisania umowy, a nasze dane mogą posłużyć do wzięcia na nasze dane kredytu albo założenia konta.

Alarm powinien za to rozdzwonić się w sytuacji, gdy ktoś proponuje nam wykorzystanie naszego konta do przelewania pieniędzy. Generalnie nie jest zabronione, by firmy korzystały z kont osobistych do rozliczeń z kontrahentami, jednak jest to rzadka sytuacja w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych. Nikt nie powierza pracownikom pieniędzy, by przelewali je dalej - po prostu wystarczy dać księgowej odpowiednie dostępy do kont.

Ostanio pisaliśmy w INNPoland.pl o innych nieuczciwych sposobach na wyłudzenie danych i pieniędzy, których próbują oferujący pracę oszuści.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.