
Czego potrzeba, by zostać wiceprezesem Portu Lotniczego Wrocław? Wydawałoby się, że należy mieć jakiekolwiek doświadczenie w biznesie. Tymczasem wystarczy być protegowanym Beaty Kempy, tak jak Przemysław Myszakowski. Rada nadzorcza wrocławskiego lotniska właśnie powiększyła skład zarządu o nowego wiceprezesa sprzyjającego PiS. I wydaje się, że stanowisko zostało stworzone specjalnie z myślą o nim.
REKLAMA
Wiceprezes bez doświadczenia
O sprawie informuje „Gazeta Wyborcza”. Udziałowcami w Porcie Lotniczym Wrocław są Skarb Państwa oraz władze województwa i Wrocławia. Kiedy wczoraj rada nadzorcza państwowej spółki zdecydowała się rozszerzyć skład dwuosobowego zarządu o jeszcze jedną osobę, chwilę później na to miejsce został wybrany Przemysław Myszakowski.
O sprawie informuje „Gazeta Wyborcza”. Udziałowcami w Porcie Lotniczym Wrocław są Skarb Państwa oraz władze województwa i Wrocławia. Kiedy wczoraj rada nadzorcza państwowej spółki zdecydowała się rozszerzyć skład dwuosobowego zarządu o jeszcze jedną osobę, chwilę później na to miejsce został wybrany Przemysław Myszakowski.
Myszakowski, z wykształcenia prawnik, przez kilka kadencji był radnym Oleśnicy. W 2016 r. za sprawą Beaty Kempy, dzisiejszej minister ds. pomocy humanitarnej i uchodźców, przeprowadził się do Warszawy, gdzie zaczął pracę w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako zastępca dyrektora Departamentu Prawnego. Styczności z biznesem dotychczas nie miał.
Władza obsadza stołki
Obsadzanie rządowych stanowisk „swoimi” ludźmi przez partię, która doszła do władzy, nie jest niczym nowym. Wiadomo także, że kiedy zabraknie stołków do obsadzenia w rządzie, w następnej kolejności są spółki Skarbu Państwa. Ludzie związani z obozem władzy mogą liczyć na intratne, często dobrze płatne posadki.
Obsadzanie rządowych stanowisk „swoimi” ludźmi przez partię, która doszła do władzy, nie jest niczym nowym. Wiadomo także, że kiedy zabraknie stołków do obsadzenia w rządzie, w następnej kolejności są spółki Skarbu Państwa. Ludzie związani z obozem władzy mogą liczyć na intratne, często dobrze płatne posadki.
Jednak obecnej partii rządzącej obsadza stołki w rekordowym tempie. Jak informował Puls Biznesu, na liście firm, które PiS obsadził swoimi ludźmi: posłami, rodzinami i kolegami, jest już ponad 1000 osób. Dla porównania - za rządów PO i PSL w 2012 roku obsadzono „tylko” 400 nazwisk.
Jak pisała Katarzyna Zuchowicz z naTemat.pl, w pierwszym roku "dobrej zmiany" non stop byliśmy bombardowani wieściami o kolejnych Misiewiczach. W internecie powstała nawet specjalna lista młodych ludzi, którzy nagle zaczęli robić karierę w różnych państwowych instytucjach i spółkach skarbu państwa. Wielu z nich okazywało się dziećmi polityków związanych z PiS.
