Resort energii wpadł we własną pułapkę cen prądu. „Nie zazdroszczę tym, którzy będą to sprzątać”

Minister Krzysztof Tchórzewski podczas debaty nad ustawą zamrażającą ceny za prąd.
Minister Krzysztof Tchórzewski podczas debaty nad ustawą zamrażającą ceny za prąd. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W resorcie energii trwa obecnie gorączka organizacyjna. Ministerstwo stara się zapanować nad chaosem, jaki stworzyła ustawa o cenach prądu. Ma kilka nowych pomysłów w sprawie cen za energię, jednak planowane rozwiązania wydają się niewiele poprawiać.


I tak źle, i tak niedobrze
Jak donosi portal WysokieNapięcie.pl, resort energii próbuje wybrnąć z pułapki, którą sam na siebie zastawił. Aby nie podpaść Brukseli, w ustawie zamrażającej ceny prądu, korzysta z tzw. klauzuli usługi publicznej, by móc wypłacić obiecane sprzedawcom energii rekompensaty.


Dzięki temu ceny dla firm byłyby uwolnione, jednak przedsiębiorstwa energetyczne mogłyby skorzystać z klauzuli pomocy publicznej de minimis. Nie podlega ona zatwierdzeniu, dopóki nie przekracza 200 tys. euro w ciągu trzech lat, zaś wielu firmom nie grozi przekroczenie tego progu w tym roku z powodu podwyżek cen.

Coraz większy bałagan

Jednak jak wskazuje portal, wprowadza to jeszcze więcej chaosu. Bowiem co z firmami, które wyczerpały już limit pomocy de minimis? Co więcej, taka pomoc nie obejmuje przedsiębiorców rolnych i spożywczych.


To wszystko tworzy zamieszanie na rynku konsumentów. Nie chodzi jednak o prywatne gospodarstwa domowe, a o przedsiębiorców i samorządy. Coraz częściej zmagają się oni z brakiem ofert dostawy prądu i z tego powodu muszą korzystać z usług sprzedawców rezerwowych, których ceny są dużo wyższe od standardowych.


Strach i paraliż w spółkach
Jak zauważa w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki (jeszcze przez trzy tygodnie), ustawa zamrażająca ceny prądu to „drzwi, które nigdy powinny zostać otwarte”, a „zostały wyjęte z zawiasów”, która wprowadza w spółkach państwowych strach i paraliż.

– Rozumiem, że ustawa powstała na potrzeby wyborów, ale teraz nikt nie wie, co z nią dalej zrobić. Nie zazdroszczę tym, którzy będą musieli to jakoś posprzątać, a przecież w grudniu znów zrobi się gorąco, bo przed końcem roku trzeba będzie zmierzyć się z cenami prądu na rok kolejny – komentuje.

Feralną ustawę nazywa kiełbasą wyborczą, a rządowi zarzuca odgrywanie roli „dobrego szeryfa” i marginalizację regulatorów.

Jak pisaliśmy w INNPoland.pl, ustawa zamrażająca ceny energii na poziomie z 2018 roku przez ekspertów i opozycję nazywana jest bublem prawnym roku. I to kosztownym - szacuje się, że podatnicy zapłacą za nią aż 9 miliardów złotych.

Inna sprawa, że ustawa ustawą, nie tyle zamroziła podwyżkę, co przesunęła ją na następny rok. Szacuje się, że w 2020 r. ceny prądu będą wyższe o 30-50 proc., o czym pisaliśmy szczegółowo tutaj.