Skąd ta nagła troska rządu o młodych? Zerowy PIT to wylęgarnia problemów

Zerowy PIT dla osób do 26. roku życia to jeden z elementów planu Kaczyńskiego, realizowany przez rząd.
Zerowy PIT dla osób do 26. roku życia to jeden z elementów planu Kaczyńskiego, realizowany przez rząd. Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Brak racjonalnych argumentów, projekt pisany na polityczne zamówienie, łamiący Konstytucję, wylęgarnia problemów – tak można podsumować projekt ustawy o zerowym podatku dla osób, które nie ukończyły 26. roku życia. To słowa ekspertów, zdumionych nagłą troską rządu o tzw. młodych.


Jak pisaliśmy w INNPoland.pl, rząd chce, aby roczny dochód młodej osoby nieprzekraczający rocznie 85,5 tys. zł brutto nie był opodatkowany stawką PIT. Ustawa ma wejść w życie 1 sierpnia tego roku. Z tego projektu mogą się cieszyć tylko osoby, które nie przekroczyły jeszcze granicy ustalonej w przyjętym przez rząd projekcie. Przypomnijmy, że owe 85,5 tysiąca rocznie to regularny dochód w wysokości netto do ponad 7,1 tysiąca złotych miesięcznie.


Przed ustawą jest jeszcze droga przez Sejm, Senat i biurko prezydenta, ale PiS nieraz pokazał, że ekspresowy tryb stanowienia prawa nie jest dla partii obecnie rządzącej żadnym problemem. Możemy więc założyć, że wejdzie w życie i stanie się to szybko.


Jakie są minusy zerowego PIT-u dla młodych?
Zacznijmy od uzasadnienia – projekt ustawy nie precyzuje dlaczego te przepisy miałyby być wprowadzone, jakie korzyści mogłyby przynieść gospodarce i krajowi. Nie można uciec od wrażenia, że ma to być przedwyborczy prezent dla młodszych wyborców.


Mnóstwo osób przypomina, że ten projekt wprowadza de facto dyskryminację ze względu na wiek. Nie wiadomo, dlaczego osoba po przekroczeniu pewnego wieku miałaby płacić podatek.

– To dla mnie kompletne nieporozumienie. Dlaczego osoby miałyby płacić podatek po przekroczeniu jakiegoś wieku? To dyskryminacyjne traktowanie, dojdzie do sytuacji, gdy młody człowiek z małego miasteczka z małymi dochodami będzie płacił podatek tylko dlatego, że ma 28 lat, a mieszkaniec Warszawy mający dużo lepsze możliwości pracy i często mający wyższe dochody, nie będzie płacił podatku. Nie rozumiem tego, to moim zdaniem działalność nieracjonalna, ekonomicznie nieuzasadniona i głęboko niesprawiedliwa – mówi w rozmowie z INNPoland.pl Jeremi Mordasewicz, doradca Konfederacji Lewiatan.

Prawnicy wskazują, że taka dyskryminacja może być wprost niezgodna z ustawą zasadniczą, czyli Konstytucją. Dla partii rządzącej to również nie jest problem, co wielokrotnie pokazała.

Na dodatek może rodzić patologie. W ustawie nie ma ani słowa o tym, że rodzic nie może zatrudniać swoich krewnych albo dzieci i że wynagrodzenie trzeba przelewać na konto – można się rozliczać gotówką.

To wręcz gotowy przepis pozwalający na zatrudnianie młodych ludzi jako słupów do pobierania fikcyjnych i nieopodatkowanych wynagrodzeń. Wystarczy, że ojciec zatrudni w swojej firmie syna lub córkę za 7,1 tysiąca złotych netto miesięcznie, a rodzina nie będzie musiała od tej sumy płacić ani gorsza podatku dochodowego. Firmy mogą też polować na studentów, którzy nie wymagają odprowadzania składek ZUS.

Młody jest słaby w negocjacjach
Da się też usłyszeć głosy mówiące o tym, że zerowy PIT będzie także mało korzystny dla młodych ludzi. Pracodawca nie będzie widział powodu, dla którego ma płacić młodemu pracownikowi więcej pieniędzy – interesuje go bowiem to, co musi na niego wydać. Jak to działa? Załóżmy, że pracodawca chce płacić pracownikowi 3500 zł brutto. Z tego pracownik dostanie 2505 złotych wypłaty, zaś pracodawca wyda 4 221 zł.

Co się dzieje z sumą ponad 1700 zł? Jest zabierana przez państwo na ubezpieczenia i podatki. W tym jest suma 243 złotych pobieranych jako zaliczka na podatek dochodowy. Mało który pracodawca będzie chciał płacić 4221 zł za pracownika, skoro może zmniejszyć sumę obciążeń o kilkaset złotych. Bo za młodego, który dostanie te same 2500 zł na rękę, zapłaci ok. 3800 złotych, licząc wszystkie koszty. 400 złotych piechotą nie chodzi.

Na dodatek straci na tym budżet centralny i samorządy. W ciągu 10 lat działania programu jego koszty mają wynieść łącznie ok. 25,5 mld zł (13,6 mld zł straci Skarb Państwa, 11,8 mld zł mniej –samorządy). Tymczasem dla sfinansowania zwiększonych wydatków socjalnych trzeba ściągnąć więcej podatków, a nie mniej. Być może właśnie dlatego składki ZUS dla przedsiębiorców wzrosną do rekordowego poziomu 1500 zł.