Polacy robią na świecie furorę. W ich wyjątkowych butach chodzą w Japonii, Francji i Stanach

Darek Niedźwiedź i stworzenie Air Force 1. Piotr Kaczor | Kaczy
Człowieka poznaje się po butach. Taką zasadą od lat kierują się chłopaki z firmy Sneaker Boyz. O butach wiedzą dosłownie wszystko, ale przede wszystkim to, że należy je pielęgnować jak najdroższy skarb. Dla nich ten element garderoby jest już nie tylko wizytówką, ale stał się też sposobem na zarobek. W ich customach chodzą ludzie na całym świecie, a każda para jest jedyna w swoim rodzaju.


Jak poznać człowieka po butach?

Mnie nauczył tego tata. To się wzięło od tego, że bardzo duży nacisk kładł na to, że buty zawsze muszą być czyste. Wbił mi to do głowy, ale uważam, że idąc o krok dalej, to buty w tym momencie są bardzo ważne, jeśli chodzi o kulturę streetwear.


Czyli dzisiejszą modę.

Wiąże się z tym cała moda i często ona opiera się na butach. Każdy teraz chce się wyróżniać i idzie w tym kierunku, żeby mieć fajne buty, indywidualne, często spersonalizowane, fajne kolorystycznie itd. i to wszystko się nakręca. Łatwo jest to zauważyć na jakichś fashion weekach, gdzie zawsze fajnemu strojowi towarzyszą buty. Do fajnego stroju są dobrane odpowiednie buty.


Skąd u ciebie takie zamiłowanie do butów?

Cztery lata pracowałem jako kierownik w sklepie z ekskluzywnymi, designerskimi meblami, ale przedtem, jak byłem w wieku gimnazjalnym, grałem długo w koszykówkę, tam zawsze gdzieś były buty. Pamiętam, że w latach gimnazjalnych zacząłem sprowadzać buty ze Stanów i trochę nimi handlowałem. Później przyszły studia, więc odłożyłem to na bok i poszedłem do normalnej pracy. Była fajna, ale nie na tyle, żeby mi sprawiała jakąś ogromną frajdę.



Co cię skłoniło do zmiany?

Zobaczyłem na Instagramie, że w Stanach albo w Japonii jakaś firma zaczęła czyścić i robić renowację sneakersów. Poczytałem na ten temat i zapaliła się zielona lampka. Była w Polsce wtedy bodajże jedna firma, która robiła coś takiego, ale miała bardzo słabe opinie. Zobaczyłem jakieś zdjęcia po renowacji, a ja mając w tamtym momencie już bardzo dużo butów, sam sobie o nie dbałem. Stwierdziłem, że zrobię to lepiej. I tak powstało Sneaker Boyz.

Od pomysłu do czynu minęły może dwa tygodnie. Wynająłem lokal i zaczęliśmy robić stricte renowacje. Kilka par butów – oczywiście swoich – musieliśmy zepsuć, żeby się nauczyć. W pewnym momencie to już poszło tak daleko, że poszerzyliśmy swoją ofertę o customizację, teraz bespoke, czyli buty szyte na miarę. Mamy bardzo dużo kontraktów, współpracujemy z bardzo dużymi brandami, więc poszło w tym kierunku, że sam się nie spodziewałem, że akurat tak dobrze to siądzie.

Szyjecie buty na miarę?

Tak, jako pierwsi w Polsce i są może cztery firmy w Europie, które to robią. To przyszło tak naprawdę ze Stanów, jak większość rzeczy. Taką osobą przodująca w tym i taką najbardziej znaną jest Shoe Surgeon. To jest osoba, która zrobiła kilka par dla zawodników NBA w Stanach. Tak mocno mu to – że tak powiem – pykło, że w tym momencie jest chyba najbardziej rozpoznawalną osobą, która robi bespoke.

Ile to kosztuje?

U niego ceny sięgają od 1,5 do 5,5 tys. dolarów za parę i często to się zdarza, że w 40 minut jest sold out na stronie, więc my poszliśmy w tym kierunku – troszeczkę podpatrywaliśmy.

Sami też pewnie byśmy się nauczyli, ale by to zajęło dobry rok, zanim byśmy zobaczyli, jak to po kolei się składa, więc byliśmy w maju na takim kursie w Holandii. Tam od podstaw szyliśmy AIR MAX'y 1 przez 5-6 dni i nauczyliśmy się tego podczas tego kursu. Z tym, że to nie jest tak, że pojedziesz sobie na kilka dni i nagle umiesz szyć buty, tam często ludzie przyjeżdżają z zajawki, tylko po to, żeby uszyć jedną parę butów dla siebie.


Wam chyba szybko poszło?

Widać było po projektach, które my wykonaliśmy – bo ja byłem wtedy z Dudkiem, czyli moim menedżerem – że my zajmujemy się butami na co dzień, bo u nas w zasadzie wszytko wyszło perfekcyjnie. Stwierdziliśmy, że idziemy w tym kierunku, wróciliśmy do Polski, kupiłem maszyny, włoskie materiały, no i już trzy cholewki mamy gotowe. Czekamy tylko na prasę, żeby przykleić midsole, całą podeszwę do cholewki i możemy działać.

Dobra, wróćmy do początków. Zgaduje, że nazwa wzięła się stąd, że lubicie kicksy i jesteście chłopakami.

Nasza nazwa wzięła się stąd, że przyjaźnię się z chłopakami, którzy są właścicielami Mr. Pancake i Pizza Boyz. Mieliśmy lokal dosłownie obok siebie na Powiślu i stąd też wzięła się nazwa. Stwierdziliśmy, że to będzie bardzo fajny kolektyw i będziemy tworzyć wizerunek tego miejsca na Powiślu.


Poskutkowało?

Od samego początku mieliśmy ogromne wsparcie, bo to są bardzo rozpoznawalne marki, no i oni pomogli nam na początku. Promowali nas i przyszło do tego, że zaczęły do nas przychodzić bardzo znane osoby – zazwyczaj z polecenia – typu Pezet, Onar, Anna Mucha, Malik Montana itd. My nigdy nie robiliśmy tego, że rozdawaliśmy komuś buty za darmo – wszyscy za to płacili.


To się ceni.

Taką obraliśmy politykę firmy. Wyszło na to, że byli na tyle zadowoleni z rezultatów, że udostępniali je u siebie w social mediach. Zasięgi mają ogromne, więc to wszystko poszło bardzo szybko i lawinowo. No i później zaczęły się też do nas odzywać duże brandy, z którymi podejmowaliśmy współpracę.

Jakie?

Na samym początku Adidas został naszym sponsorem. Dostawaliśmy od nich z katalogu 12 par butów na rok. Ta współpraca się skończyła, ale od razu przejął nas Nike. Więc gdzieś zaczęliśmy się już liczyć przez to, że tak duże brandy zechciały z nami współpracować.


Tutaj same pozytywne rzeczy, ale wiem, że na drodze – że tak powiem – zdarliście sobie podeszwy. Rok temu spotkał was jeden kryzys.

Już teraz możemy o tym rozmawiać, wcześniej to były trudne tematy. W zasadzie nie jeden kryzys nas dopadł, a trzy, o których wam powiem jako pierwszym. Mieliśmy sytuację na samym początku, że mój niedoszły wspólnik mnie okradł i to było dosłownie trzy miesiące po otwarciu. Ukradł butów na około 50 tys. zł, na szczęście udało się je odzyskać. Później przez to, że mieliśmy lokal w piwnicy, zalało nam trochę butów, bo była nieszczelna kanalizacja, a na koniec spalono nam lokal.

Słyszałem o tym i aż trudno było mi uwierzyć.

Zaraz minie rok od tego momentu, bo to było 10 września i cała sytuacja wyglądała w ten sposób, że ktoś podłożył nam ładunki pod roletę antywłamaniową, widać to na nagraniach z kamer. Dosłownie na części rozerwało tę całą roletę i naszą witrynę. Mieliśmy lokal na przestrzał, z tyłu wybili szybę, wrzucili coś, co spaliło nam wszystkie rzeczy w środku, dosłownie w jakieś 5 minut.


Podejrzewam, że stary były ogromne.

Ciężka sytuacja... mieliśmy tam około 350-400 par różnych butów, z czego większość należała do klientów. No i wszystko musieliśmy spłacać. Odszkodowania nie dostaliśmy do tego momentu, ponieważ dochodzenie jest w toku. Ta sprawa może trwać nawet do 5 lat, bo cały czas jest w prokuraturze. Może wtedy dostaniemy jakieś pieniądze ze zwrotu z ubezpieczenia, ale wszystko pokrywaliśmy z własnej kieszeni.

Udało się?

Są jednak pozytywne rzeczy w tym wszystkim. Oczywiście to jest ogromna tragedia, ja straciłem prawie wszystko, co miałem i też osoby, które pracują u mnie, straciły dosłownie w jeden dzień, w jedną chwilę, miejsce pracy.

Przez to, że następnego dnia mnóstwo ludzi się w to zaangażowało, kontakty od znajomych przyjaciół, zaprzyjaźnionych firm itd. powstało dużo fajnych inicjatyw. Mieliśmy zbiórkę pieniędzy, gdzie wszystkie grupy streetwearowe w Polsce to udostępniły, wpłacały pieniądze itd. Udało się uzyskać dość sporą kwotę.

A co z lokalem?

Mój przyjaciel, który prowadzi sklep w centrum Warszawy, wyciągnął do nas pomocną dłoń i powiedział, że jeżeli chcemy, to wydzieli nam po prostu kąt, w którym będziemy normalnie pracować do momentu, kiedy nie znajdziemy swojego lokalu.


Siedzieliśmy u niego około cztery miesiące, ale przedtem było tyle fajnych inicjatyw, że nie mieliśmy nawet jednego dnia przerwy od pracy. Już następnego dnia po pożarze, zaczęliśmy wykonywać projekty, bo mieliśmy zamówienia prezentowe. Odkupiliśmy spalone buty i normalnie pracowaliśmy już następnego dnia.

Wyszliście z tej sytuacji zwycięsko.

Powiem szczerze, że udało nam się sporo uzbierać z tych wszystkich akcji charytatywnych, bo jeszcze mieliśmy koncert, gdzie zagrało mnóstwo raperów, którzy korzystają z naszych usług. Jak byłem w newonce radio to Kędzior powiedział, że to nie jest line up Openera, tylko impreza charytatywna Sneaker Boyz, że tyle fajnych osób zagra i zagrało faktycznie.

Łącznie uzbieraliśmy kwotę ponad 60 tys. zł. Natomiast podsumowując, bo chyba trzy miesiące temu spłaciliśmy ostatniego klienta, wyszło 108 tys. tego, co spłaciliśmy. Czyli ogromna kwota.

Klienci spłaceni, ale co dalej?

Oddanie pieniędzy było dla nas priorytetowe. Jednak musieliśmy też wynająć lokal – to nie są małe pieniądze, to jest też dodatkowo czynsz, to jest 3-krotna kaucja, akurat w tym miejscu gdzie jesteśmy. Trochę pieniędzy trzeba było zorganizować na to, ale się udało i jesteśmy teraz w super miejscu przy placu Konstytucji, więc jesteśmy zadowoleni z tego, gdzie jesteśmy.

Czyli możecie spokojnie zająć się pracą. Kto jest teraz w twoim zespole?

Jestem ja, czyli jestem właścicielem, jest u mnie Piotr Dudek, czyli mój menadżer. Oprócz tego mamy jeszcze trzy osoby, które malują. Dudek też maluje, czyli są cztery osoby od malowania, a ja robię wszystko dookoła oprócz malowania – można powiedzieć – bo już totalnie nie mam na to czasu.

Co jeśli przyjdę do was ze zniszczonymi butami?

Usługi mamy tak naprawdę przeróżne, bo mamy dużo źródeł, z których czerpiemy zysk. Mamy oczywiście renowację, czyszczenie, odmalowanie całości buta, robienie customów, robienie bispoke'ów – no jest tego sporo.

Ile butów w skali miesiąca jesteście w stanie wykonać?

Przeliczając ostatnią taką średnią, którą trzymamy już od jakiegoś czasu, to 300 par to jest minimum, które przerabiamy w ciągu miesiąca. Od 300 par się zaczyna, czasem są to większe liczby, ale 300 par to jest minimum, ile robimy w miesiącu.

Jakich produktów używacie?

Jesteśmy brand ambasadorem na polskim rynku marki Tarrago. Przez to, że jesteśmy ambasadorem, to używamy wielu środków tej marki, które są bardzo dobrej jakości. Szczególnie polecam nanoprotector, bo on akurat tworzy powłokę na butach – sprawia, że wszystko z nich spływa, nawet powiedzmy ketchup, czekolada, czy drink jak się wyleje – więc to jest super patent. Bardzo dobre są farby, których też używany i żele do czyszczenia są super.


Właśnie, żel do czyszczenia, cały czas się zastanawiam, jak to działa? Od czasu do czasu też chce wyczyścić swoje buty, a nie będę ich wrzucał do pralki.

Później przyjdziesz do nas, żebyśmy cerowali albo kleili, ale jeśli chodzi o żel, to on jest bardzo fajny, bo mieszasz go od razu z wodą. Lejesz kilka kropel do miseczki z wodą – on jest bardzo wydajny – mieszasz, robi się piana w miseczce, namaczasz tylko szczoteczkę, czyścisz i zgarniasz pianę, to wszystko.

A oprócz butów co robicie?

Projektujemy kolekcje swoich ciuchów, sprzedajemy środki do czyszczenia, robimy ozdobne boxy do butów, malujemy na eventach, także robimy murale. Dużo fajnych źródeł, z których możemy czerpać naprawdę fajny dochód.

Ok, a skąd czerpiecie inspiracje?

Czasem projekty wymyślamy w sekundę. Kiedyś mieliśmy taką sytuację, że pojechaliśmy do Katowic na event, gdzie mieliśmy pokazowo malować buty. Wzięliśmy wszystko oprócz butów. Ja miałem takie skarpetki, na których były donuty, no i na podstawie tych wzorów zrobiliśmy projekt takich donutów, który był wprost hitem. Okazało się, że został też hitem sprzedażowym.


Skoro o hitach mowa, to ile najwięcej zarobiliście na jednej parze?

Najdroższy projekt, jaki wykonaliśmy, to było, jak klient zapłacił bodajże 1500 zł. Miał Nike Uptempo i tam jest napis AIR po całości. Litery były całe białe, a my rozpruliśmy je i obszyliśmy z torby Goyarda. Sama torba kosztowała bodajże 6 tys., ale dostarczył nam ją klient i my pocięliśmy tę torbę, wycięliśmy literki AIR i obszyliśmy całkowicie na nowo. To był duży projekt i też duża odpowiedzialność, stąd też wzięła się cena. Natomiast jeśli chodzi o malowane customy, najwięcej ile nam klient zapłaci to około 1400 zł za malowanie.


To też nie jest mało.

To był taki projekt, nad którym siedzieliśmy tydzień. To też nie jest tak dużo, bo czasami wychodzi lepiej, jeżeli zrobimy powiedzmy trzy customy, gdzie będą jakieś inicjały, czy jakieś proste napisy, a wyjdzie nam tyle samo w krótszym czasie. A tutaj musieliśmy faktycznie tydzień siedzieć nad jednym projektem.

Macie jakąś konkurencję?

Ja szanuję wszystkich, którzy robią podobne rzeczy itd., ale jak obserwuję jakieś inne projekty, to nie jest to taka jakość i skala, na jaką my robimy. Nie wiem, czy ktokolwiek z Polski jest w stanie pochwalić się tym, że np. robi projekty i wysyła je do Japonii, Stanów, Francji, Wielkiej Brytanii itd.


Wysyłamy pojedynczo, jakieś zamówienie i to wszystko spływa nam ze strony, ale przekształcamy teraz naszą stronę internetową. Będzie tłumaczona na wiele nowych języków, łącznie z przewalutowaniem na walutę kraju, z którego chcesz zapłacić. Ceny zagraniczne są zupełnie inne niż ceny polskie.

Zgaduję, że można na tym zarobić.

Nie mogę zdradzić, ile zarabiamy, ale powiem, że starcza nam na to, żeby dobrze żyć, kupować drogie buty i zostaje jeszcze na fajne wakacje.

Drogie buty... ile już w nie zainwestowałeś?

Myślę, że dobry samochód, a nawet połowę dobrego mieszkania. Natomiast tyle, ile ja mam, też nie ma polotu przy pewnych osobach. np. Baks, który w butach ma na pewno mieszkanie.

Człowiek powinien mieć wygodne buty, a w mieszkaniu łóżko.

Właśnie o tym słyszałem, że najwięcej czasu spędzasz albo w łóżku, albo właśnie masz buty na nogach, no i to się zgadza. Ja np. nie jestem takim stricte sneakerheadem, który ma 500 par, bo idę na jakość, a nie na ilość. Ja w swojej kolekcji mam pewnie z 80 par, ale to są praktycznie wszystkie pary kolaboracyjne z butikami, projektantami itd. Więc twierdzę, że nie ilość, a jakość się liczy. A jak wiadomo, takie kolaboracyjne parki są dużo droższe niż zwykłe, które można kupić w sklepie.

Chyba niekiedy szkoda zakładać je na nogi.

Sam mam akurat takie pary i stoją u mnie w gablotce i zakładam je raz w roku. Na jakieś eventy i nigdy więcej. My też sprzedajemy buty, więc wiemy, na jakiej zasadzie to działa. U nas w punkcie możesz przyjść normalnie i kupić Yeezy, limitowane Jordany, albo Airmaxy z Off-Whitem, także to wszystko mamy w swojej ofercie i u nas stoi to wszystko w sklepie.

Czyli buty dodały wam skrzydeł.

Teraz pracujemy nad bardzo dużą inwestycją i dużym projektem. Wychodzimy poza Polskę. Oczywiście wciąż jest dla nas bardzo dobrym rynkiem, ale my mierzymy już troszeczkę wyżej i chcemy być firmą globalną.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Wciąż dość powszechnym jest przeświadczenie o tym, że multitasking przynosi korzyści, szczególnie w zakresie naszej produktywności. Jak natomiast wskazują autorzy książki "Umysł Lidera" jest to przeświadczenie błędne.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Marta KarpińskaMarta Karpińska

Spółka Good Safe otrzymała milion złotych od Funduszu SPINAKER alfa finansującego projekt, którego istotą jest możliwość cyfrowego zapisu postanowień różnego rodzaju dokumentów.