Oskarżony przechytrzył system. Nie zapłacił za nadajnik GPS, który miał go pilnować

Oskarżony w USA pozbył się elektronicznego dozoru po prostu... nie płacąc za niego rachunku.
Oskarżony w USA pozbył się elektronicznego dozoru po prostu... nie płacąc za niego rachunku. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
Nie zawsze trzeba być genialnym hakerem, aby unieszkodliwić tę czy inną technologię. Udowodnił to oskarżony o morderstwo Amerykanin, Clint Walker. Wypuszczono go z aresztu za kaucją pod warunkiem, że jego położenie będzie stale monitorowane za pomocą nadajnika GPS. Był w tym tylko jeden haczyk: to sam Walker miał płacić za nadajnik.


Jak pisze amerykański "Newsweek", Walker miał co miesiąc opłacać zamontowany u jego kostki nadajnik GPS.

Oskarżony miał sam płacić za nadzór
Okazało się jednak, że cały ten system da się pokonać jedną prostą sztuczką: w pewnym momencie Walker zwyczajnie za GPS nie zapłacił. Zamiast jednak zgłosić to do sądu, który ustalał warunki kaucji, obsługująca system prywatna firma po prostu... wyłączyła nadajnik.

Co najmniej dwa tygodnie minęły zanim ktokolwiek zorientował się, że coś jest nie tak. Jak się łatwo domyślić, odpowiadająca za system firma Guarding Public Safety straciła kontrakt po tej właśnie samodzielnej akcji. Amerykańscy urzędnicy nie potrafią jednak powiedzieć, czy takich przypadków może być więcej.

GPS łapie złoczyńców
Nawigacja satelitarna sprawia, że śmiercionośne rakiety trafiają w cele oddalone o tysiące kilometrów, że dojeżdżamy pod wskazany adres, ale mogą też pomoc w namierzeniu złodziejki kwiatów z cmentarza. Tak stało się w Przybysławicach niedaleko Ostrowa Wielkopolskiego.


Pewna kobieta miała dość tego, że ktoś regularnie kradł kwiaty z grobu bliskiej jej osoby, w związku z czym wiązance kwiatów, którą zostawiła na nagrobku, umieściła miniaturowy nadajnik GPS, raportujący o swoim położeniu. Złodziejka wiązanek została w ten sposób przyłapana.

Z kolei dziennikarze programu Uwaga w TVN, gdy dotarły do nich wieści o tym, że w jednej z podwarszawskich miejscowości do adresatów przestały przychodzić listy i przesyłki. Postanowili wysłać listem poleconym odbiornik GPS do jednego z mieszkańców miejscowości. Według regulaminu, przesyłka powinna dotrzeć do odbiorcy na drugi dzień. I dotarła. Do urzędu pocztowego, gdzie przeleżała kolejne dwa tygodnie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
DZIEJE SIĘ 0 0Chcesz bojkotować Turcję za agresję na Kurdów? "To dla nich bolesne jak ukąszenia komara"
0 0Geniusz czystego zła. Twórcy "Billions" zrobią serial o niesławnym założycielu Ubera
0 0"Prywatne firmy nie powinny cenzurować polityków". Mark Zuckerberg popiera Twittera
0 0Twój szef cię nienawidzi? Nie musisz się zwalniać. Oto co powinieneś zrobić
0 0Ważny rejestr, o którym mało kto mówi. Jeśli się nie wpiszesz, wlepią ci gigantyczną karę
BIZNES 0 0Wymyślił, że będzie przynosił korpoludkom książki. "Znikają w 5 minut. Ludzie się na nie rzucają"
0 0Oto dziejowa sprawiedliwość. Ofiara naciągnęła na kasę internetowego oszusta
0 0Nie obserwujecie nas jeszcze na Instagramie? Będziecie zaskoczeni, co tam się wyprawia
0 0Tak zachowasz produktywność, gdy pracujesz zdalnie (a tak naprawdę wcale tego nie chcesz)