
Do niecodziennej dyskusji doszło w Radzie Miasta Dębicy. Tamtejszy burmistrz chciał obniżyć swoje uposażenie. Na drodze stanęli radni PiS, którzy nie zgodzili się na taką uchwałę.
REKLAMA
Obniżka płacy
Nowiny24 podają, że burmistrz Dębicy Mariusz Szewczyk zwrócił się do Rady Miasta o obniżenie swojej pensji o 700 zł. Chodziło o poszukiwanie oszczędności w trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się miasto.Wniosek skomentowała radna Renata Barszcz z Porozumienia. Powiedziała, że ze względu na trudny budżet na 2021 rok, burmistrz zaproponował obniżenie pensji, a przez to konsekwentne działania, które pewnie po tym nastąpią.
– Ktoś zaczyna od siebie, bez względu na to, jakie teorie wokół tego projektu uchwały istnieją. To jest kierunek właściwy, zacznijmy od siebie oszczędzać, czy rada, czy burmistrz. A dalej będziemy konsekwentnie szukać pieniędzy, by ten budżet zrównoważyć – portal cytuje jej słowa.
Radni PiS uznali, że działanie burmistrza to populizm, wyjawiają Nowiny24. Samorządowcy uznali, że taka oszczędność w kontekście finansów miasta niewiele znaczy. Ponadto zauważono, że redukcja pensji burmistrza może być furtką do obniżania pensji w urzędzie i jednostkach miejskich.
Po burzliwej dyskusji i wymianie argumentów wniosek burmistrza odrzucono. Wiceburmistrz Dębicy Jerzy Sieradzki, który pełni teraz funkcje pierwszego burmistrza wyjawił, że nie ma planów obniżki pensji urzędników w ratuszu. Sam burmistrz nie brał udziału w dyskusji, ponieważ przebywa na zwolnieniu lekarskim.
2021 r. może być chudy dla budżetówki
Choć burmistrzowi Dębicy nie udało się obniżenie pensji, to niektórych urzędników i tak może czekać niższa płaca albo redukcja etatu. Obawiali się tego na przykład pracownicy skarbówki, którzy we wrześniu przeciwko zwolnieniom organizowali protest.Wcześniej mieli usłyszeć, że w przyszłym roku pożegnają się z premiami kwartalnymi. Związkowcy tłumaczyli, że byłby to solidny cios w dochody uprawnionych. Taka premia to kilkaset, a nawet tysiąc złotych brutto przyznawane raz na kwartał.
Czytaj także: Pracownicy skarbówki nie są zadowoleni. Rząd chce im solidnie obciąć wynagrodzenia
W sektorze prywatnym nie jest lepiej
Pandemia i recesja nią wywołana zbiera też żniwo w firmach. Częściowy lockdown i zmniejszony popyt odbijają się też na pracownikach.Business Insider opisał skalę zwolnień, która stała się udziałem wielu z nich. Chodziło nawet o kilkadziesiąt tysięcy osób w całym kraju. Co więcej, wiele firm zgłosiło dodatkowo chęć przeprowadzenia zwolnień grupowych.
Największe cięcia przeprowadzone zostaną w usługach finansowych, handlu detalicznym i produkcji napojów. Z kolei dotychczas najbardziej ucierpieli pracownicy związani z sektorem budownictwa i turystyki. BI informuje, że w samej Warszawie do zwolnień grupowych zgłosiły się 23 firmy, a sprawa dotyczyła ponad 4 tys. zatrudnionych.
