
Polscy kierowcy ciężarówek od niedzieli byli uwięzieni w Wielkiej Brytanii. Najpierw Francja - obawiając się nowego, bardziej zaraźliwego szczepu koronawirusa - zamknęła granice na 48 godzin. Teraz droga jest teoretycznie otwarta, ale trzeba okazać negatywny wynik testu na COVID-19. Część kierowców obawia się, że nie zdążą z przebadaniem się przed ponownym zamknięciem promów i Eurotunelu.
REKLAMA
O dramatycznej sytuacji kierowców informował nas pan Łukasz Dudek, który ostatnie kilka dni spędził na parkingu tymczasowym na autostradzie M20. W dwóch rzędach stały tam tysiące samochodów. W skandalicznych warunkach. Toaleta - jeden brudny toi toi na 500 ciężarówek. Nie było też żadnego sklepu, kierowcy nie mogli więc zrobić zakupów ani zaopatrzyć się w żadne potrzebne produkty.
We wtorek wieczorem strony brytyjska i francuska poinformowały o osiągnięciu porozumienia w sprawie przywrócenia ruchu przez kanał La Manche. Zgodnie z nim, Francja pozwala na wjazd na swoje terytorium ale pod warunkiem okazania negatywnego testu na obecność koronawirusa. Badanie powinno być wykonane nie wcześniej, niż przez 72 godzinami od momentu wjazu.
Problem w tym, że na testy ciężko się załapać. Pan Łukasz napisał do redakcji InnPoland, że według jego szacunków wczoraj udało się przebadać około 200 kierowców. Tymczasem na autostradzie, gdzie stoi, ciężarówek jest około 4000.
Ruszyło się dopiero dzisiaj rano, kiedy testy zaczęło przeprowadzać wojsko. Panu Łukaszowi szczęśliwie udało się przebadać. Wynik negatywny. W ogromnym korku jedzie do Eurotunelu. Zostało mu jeszcze 5 kilometrów. Ale ciągle boi się, że wielu kierowców może utknąć w UK. “Pociąg i promy są otwarte tylko do 14, bo do 27 grudnia mają przerwę świąteczną. Więc tysiące aut mogą zostać na święta w Anglii”.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, panu Łukaszowi uda się dojechać do domu na 26 grudnia. Mniej szczęścia ma pan Damian, który cały czas czeka na test. On, razem z tysiącami kierowców, stoi na parkingu tymczasowym na lotnisku.
– Żołnierzy, którzy badają było "aż" 10. Na tyle tysięcy ciężarówek! Wczoraj testów zabrakło. Badali jeszcze w nocy, ale tylko część lotniska. A potem sobie pojechali. Od 6 rano nie ma tu nikogo. Ludziom zaczynają puszczać nerwy – mówi kierowca.
– Nie ma pryszniców, w toi-toiach jest syf, zaczynamy tonąć w śmieciach. Ludzie są na skraju wytrzymałości – mówi pan Damian. W czasie rozmowy jego głos jest zagłuszany przez trąbienie klaksonów setek tirów. Kierowcy są wściekli.
Pomaga emigracja
Z pomocą kierowcom pospieszyli Polacy na emigracji. Na forach internetowych ogłaszają się osoby mieszkające na terenie Wielkiej Brytanii i Niemiec, które zapraszają na Wigilię do siebie lub oferują, że przywiozą kierowcom jedzenie.– To są nasi rodacy którzy stoją bez jedzenia wody na autostradzie. To jest jakiś koszmar! – mówi pani Magda, która zaprasza kierowców do siebie na święta. – Znam osoby, które osobiście rozwożą prowiant, przerzucając go przez bramę na lotnisko! To jest niesamowite, co się tutaj dzieje. Radio polskie PRL organizuje zbiorkę, podobnie prywatne osoby. Piekarnie pieką chleby, ludzie dają pieniądze na zbiorki żywności, zapraszają do domów, oferują pranie oraz prysznic. Jest grupa na fb Polonia w UK pomaga kierowcom. To jest piękne! Serce rośnie - mówi Pani Magda.
