
Reklama.
Zarobki w lodziarniach i stoiskach z lodami
– Największe zyski dla przedsiębiorców to nawet 30 tysięcy złotych miesięcznie, ale to są jednostki, punkty, które mają szczęście, bo bardzo dużo zależy od miejsca. Natomiast ktoś, kto ma pecha i nie trafi z punktem, na pewno nie straci, najwyżej wyjdzie na zero. Średnio mówimy, że jest to między 10 a 15 tysięcy złotych miesięcznego zysku na czysto – mówi w programie "Money. To się liczy" Radosław Charubin, właściciel marki Lody Bonano.Chodzi oczywiście o sprzedaż lodów, która wraz z upałami przebiła sufit i dalej pnie się w górę. Na ile mogą liczyć osoby pracujące za ladą, które faktycznie nakładają gałki do rożków? Tu jest nieco mniej wesoło.
– Pracownikom trzeba zapłacić od 15 do 20 złotych netto za godzinę. Z reguły jest to praca po 8 godzin, ale pracuje się również w weekendy, dlatego musi być dwóch lub trzech pracowników. Może nie jest to duży koszt pracowniczy, ale jest dużo wyższy niż był jeszcze rok temu – przypomniał Charubin.
Prezenter zauważył, że pracownicy mogą za godzinę zarabiać sporo mniej, niż wynosi wartość sprzedanych lodów. Charubin wskazał, że przy sporej kolejce pracownik budki z lodami może ich sprzedać "nawet kilka gałek na minutę". Ich stawka godzinowa to zaś równowartość ok. 2-3 gałek lodów.
Właściciel marki Lody Bonano wskazał, że ok. 30-40 proc. utargu pochłaniają koszty produktu, czyli lodów. Czynsz za lokalizację, np. miejsce dla przyczepki z lodami, to ok. 2-4 tys. zł, w zależności od miejsca. W kurortach może być to nawet do 15 tys. zł, lecz miejsca te cieszą się bardzo dużym popytem. Opłacenie rachunków za prąd i wodę to ok. 1-1,5 tys. zł.
Czytaj także:Ile kosztują lody i ryba z frytkami nad morzem?
jak pisaliśmy w INNPoland.pl, prowadzenie biznesu w reżimie sanitarnym balansuje na granicy opłacalności. Lokale usługowe, by przeżyć, muszą więc podnieść ceny.– Entuzjazm z otwarcia gospodarki to jedno, a chłodny rachunek ekonomiczny to drugie. Nie ukrywamy, że wielu przedsiębiorców cieszy się mniej gdy policzy, jakie ryzyka mogą nieść ze sobą najbliższe miesiące – mówi Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.
Eksperci są przekonani, że ci przedsiębiorcy, którzy przetrwali, będą stawiać na wysoką jakość obsług, by zachęcić konsumentów. Co równie pewne, przed nami szybki wzrost cen.
– To już widać w pasie nadmorskim. Pobyty w hotelach są droższe niż przed pandemią. Wzrosły również ceny w restauracjach i kawiarniach. Zaskoczyła mnie w miniony weekend cena lodów nad morzem, gdzie jedna gałka kosztuje 6 złotych, a w ubiegłym roku było to maksymalnie 4,50 – mówi Katarzyna Michalska.
Kilo pieczonej ryby w nadmorskiej restauracji kosztuje już zaś zawrotne 140 złotych. Za zestaw złożony z fileta, frytek i odrobiny surówki trzeba zatem płacić już prawie 80 złotych.
Czytaj także:Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl