
Gospodarka hamuje – czytamy w czwartkowym "Dzienniku Gazecie Prawnej". Spadki w porównaniu do poprzedniego miesiąca notuje m.in. przemysł. Nastroje konsumentów są słabsze niż rok temu, co przekłada się też na niechęć do wydatków.
Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
Tak złych danych analitycy się nie spodziewali. Tymczasem wielu z nich ostrzega, że szczyt inflacji dopiero przed nami.
Pierwszy spadek od początku pandemii
W czwartkowym wydaniu "DGP" wskazuje, że realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw (firmy niefinansowe zatrudniające przynajmniej 10 osób), minimalnie zmniejszył się w czerwcu w porównaniu z tym samym miesiącem w roku ubiegłym. Co ważne, jest to pierwszy spadek od prawie dwóch lat, gdy w Polsce zaczęła się pandemia COVID-19.
Gazeta przypomina, że wcześniej obniżki funduszu miały miejsce na przełomie 2012 r. i 2013 r. Co to oznacza? Osoby zatrudnione w sektorze przedsiębiorstw, których jest około 6,5 mln, po uwzględnieniu inflacji zarobiły mniej niż w tym samym okresie w 2021 r. Nie pomógł nawet wzrost zatrudnienia (rzędu 2,2 proc.) i nominalne podwyżki wynagrodzeń (średnio 13 proc.). "DGP" twierdzi, że zostało to "skonsumowane" z nadwyżką przez inflację.
Analitycy zaskoczeni. Słabe wyniki przemysłu
Wyliczenia dotyczące wynagrodzeń i zatrudnienia wypadają gorzej, niż prognozowali analitycy. Zdaniem niektórych ekspertów wzrost płac mógł być hamowany przez oczekiwanie na obniżkę podatku dochodowego. Nowe zasady obowiązują od 1 lipca.
Poza tym, nastroje konsumentów poprawiły się, ale tylko nieznacznie. Wskaźniki ufności nadal utrzymują się na poziomie niższym niż tuż po nadejściu koronawirusa. Z prognoz ekonomistów Banku Ochrony Środowiska (BOŚ) wynika, że "dynamika realnych dochodów obniży się jeszcze w drugiej połowie roku". Ich zdaniem w połączeniu z "wygasaniem nadwyżkowych oszczędności po pandemii wyraźnie obniży tempo wzrostu spożycia w gospodarstwach domowych".
Słabsze od prognoz są także czerwcowe wyniki przemysłu. Choć sprzedaż była o 10,4 proc. wyższa niż rok temu, to po raz kolejny doszło do spadku w porównaniu do poprzedniego miesiąca. W rezultacie wiosna prezentuje się gorzej niż zima. Oznacza to, że już w II kwartale mogło dojść do spadku PKB w odniesieniu do poprzedniego okresu.
Zdaniem ekonomistów Santander Bank Polska wyniki gorsze od prognoz to dowód na to, że "sektor wchodzi w fazę korekty, w obliczu pogarszającego się globalnego popytu, utrzymywania się niedoborów komponentów i możliwych deficytów energii".
Za dwucyfrowy wynik odpowiada przede wszystkim górnictwo — tam sprzedaż wzrosła o 25,4 proc. w porównaniu do zeszłego roku. Ma to związek z brakami węgla na rynku. Wydobycie w krajowych kopalniach wzrosło po tym, jak wprowadzono zakaz importu z Rosji.
Co z inflacją? Niepokojące prognozy
Wzrost cen rzędu kilkunastu procent to zmora każdego Polaka. Jednak z najnowszych analiz ekonomistów wynika, że wbrew prognozom prezesa NBP Adama Glapińskiego szczyt inflacji wcale nie przypadnie pod koniec wakacji.
Analitycy wskazują, że wzrost cen może ponownie przyspieszyć pod koniec roku. Ich zdaniem dokładny moment zdecydowanego przyrostu inflacji zależy od tego, kiedy rząd zrezygnuje z tarczy antyinflacyjnej.
