
Tuż po tym, jak media obiegły informacje o rakietach, które spadły na Polsce, złoty osłabił się względem najważniejszych walut. Krajowa waluta dość szybko odrobiła straty, choć nie można mówić o stabilności. Złoty może być najbardziej wrażliwą walutą na eskalację wojny w Ukrainie – wszystko będzie zależało od dwóch czynników.
Chaos wokół złotego. Duże straty i odbicie
We wtorek 15 listopada w godzinach popołudniowych rynek walutowy zareagował na pierwsze doniesienia w sprawie dwóch rakiet, które spadły na terytorium Polski. Początkowo spekulowano, że za tym incydentem może stać Rosja, co zdecydowanie osłabiło złotego.
Jak informowaliśmy w INNPoland.pl tuż po tych wydarzeniach, na wykresach walut widać było dynamiczny skok, który oznaczał, że polska waluta straciła kilkanaście groszy do dolara, euro i franka szwajcarskiego.
We wtorek rano kurs euro oscylował wokół 4,68 zł, a gdy pojawiły się informacje o rakietach, przebił 4,78 zł. Dolar podrożał z 4,47 do 4,62 zł, a frank – z 4,77 do 4,89 zł.
Nad ranem rynki były w dalszym ciągu nieco rozpalone doniesieniami z wtorku. Euro kosztowało 4,76 zł, dolar – 4,60 zł, a frank szwajcarski – 4,86 zł.
Jednak najnowsze doniesienia sugerujące, że pocisk, który spadł w miejscowości Przewodów (woj. lubelskie) to element ukraińskiej obrony przeciwrakietowej, uspokoił nastroje. W okolicy południa złoty odrobił straty. O godz. 12:30 kursy walut prezentują się podobnie, jak we wtorkowy poranek.
Jedno euro kosztuje 4,70 zł. Z kolei za dolara trzeba obecnie zapłacić 4,51 zł. Frank szwajcarski jest wyceniany na 4,80 zł.
Nad polską walutą "wisi ryzyko"
Jednak analitycy przestrzegają przed hurraoptymizmem. Nie można jeszcze mówić o stabilności na rynku walutowym.
– Sytuacja z wielką mocą przypomina jednak międzynarodowym inwestorom o ryzyku wiszącym nad złotym oraz polskimi akcjami i obligacjami. Przypomnijmy, że w końcówce września, gdy dolar i frank kosztowały wyraźnie ponad 5 zł, a EUR/PLN rósł w okolice 4,90, jednym z istotnych powodów odwrotu od złotego stało się ogłoszenie mobilizacji w Rosji – wskazuje w najnowszym komentarzu Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.
Choć ekspert przyznaje, że złoty "błyskawicznie otrząsnął się z szoku", to sam wybuch pod Hrubieszowem "może ograniczać potencjał do kontynuacji umocnienia polskiej waluty". Co więcej, przy założeniu, że na globalne rynki powrócą turbulencje, ostatnie wydarzenia mogą stać się "balastem" dla polskiej waluty.
W końcówce roku znacznie wyraźniejsze umocnienie PLN i spadek notowań euro poniżej 4,60 zł, czyli najniższych pułapów od agresji Rosji na Ukrainę ustanowionych w maju, może okazać się zbyt ambitnym celem. Nie należy się też spodziewać trwałej przeceny na złotym – przewiduje ekspert.
Wszystko zależy od kolejnych doniesień i reakcji NATO
Z kolei ekonomiści Banku Millennium tłumaczą, że pozycja złotego w kolejnych dniach będzie zależała od "reakcji państw NATO na ten incydent".
Analitycy z PKO BP podkreślają, że zdarzenie wywołało "wzrost regionalnej awersji do ryzyka" i przewidują, że czekają nas zawirowania w parach złotowych uzależnione od kolejnych doniesień od wybuchu i reakcji sojuszu.
Co się stało w Przewodowie?
We wtorek 15 listopada, po raz pierwszy od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, rakieta spadła na terytorium Polski. Do incydentu doszło we wsi Przewodów koło Hrubieszowa, kilka kilometrów od polsko-ukraińskiej granicy.
Wybuch, który nastąpił tuż przed godz. 16:00, zabił dwóch mężczyzn. W reakcji na te niepokojące informacje niezwłocznie zwołano spotkanie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) i pilne posiedzenie rządu. Głos zabrał też premier Mateusz Morawiecki, który apelował do Polaków o zachowanie "spokoju".
Z kolei w środę tuż przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem członków rządu prezydent Andrzej Duda oznajmił, że "nic nie wskazuje na to, że została ona wystrzelona przez siły rosyjskie". Jak dodał, był to zapewne nieszczęśliwy wypadek.
