
Choć analizowanie kursu złotego nie wydaje się szczególnie ekscytującym zajęciem, efekty słabnięcia lub wzmacniania waluty mogą przyprawić nas o gęsią skórkę lub wręcz przeciwnie: wywołać wielki uśmiech na twarzy. Kiedy złoty się umacnia, cieszymy się z taniego paliwa i elektroniki. Kiedy słabnie – narzekamy na drożyznę w sklepach. Ale kij ma dwa końce. W 2026 roku "nuda" na wykresach może być dla Twojego bezpieczeństwa finansowego najlepszą wiadomością.
W roku 2025 średni kurs złotego w parze z euro znalazł się na poziomie 4,24 złotego. Eksperci wskazują na to, że w ciągu 12 miesięcy to się nie zmieni. Czy ma to jednak znaczenie? Ma: słaby złoty napędza eksport i inwestycje (więcej pracy), ale drenuje portfele w sklepach. Silny złoty daje nam siłę nabywczą, ale podcina skrzydła polskim fabrykom. W 2026 roku rynek zaserwuje nam jednak coś pośrodku – bezpieczny kompromis.
Kurs złotego w 2026 r.
– Rok 2026 jawi się jako rok kontynuacji nudnego trendu bocznego. Sądzę, że kurs złotego pozostanie stabilny i niewiele wskazuje, żeby sytuacja miała się zmienić - tłumaczył niedawno PAP strateg z banku PKO BP Mirosław Budzicki. – Mijający rok 2025 przyniósł średni kurs złotego euro na poziomie 4,24 złotego i w roku 2026 może być podobnie, choć widziałbym przestrzeń do niewielkiego umocnienia złotego.
Niektóre instytucje wskazują z kolei, że umacniać względem polskiej waluty będzie się dolar. I tak np. ekonomiści Crédit Agricole Corporate and Investment Bank prognozują, że w połowie 2026 rok kurs podniesie się do poziomu 3,68 zł. Z kolei analitycy Wells Fargo wskazują na potencjalny dalszy trend wzrostowy. W ciągu półtora roku za jednego dolara należało będzie uiścić 3,87 zł.
Kowalski i Nowak mogą to zignorować?
Wszystko powyższe wydaje się czymś ekscytującym, ale tylko dla nudziarzy z działów ekonomicznych i księgowych. Tyle że w praktyce takie nie jest! Kurs naszej waluty ma realny wpływ na to, na co nas stać.
Gdy Polacy słyszą, że złoty się umacnia, od razu odczuwają ulgę. Tanieje paliwo, bo ropa rozliczana jest w dolarach, za importowane towary – od elektroniki po sprzęt AGD – też płacimy mniej. Nie wspominając już o tym, że tańsze stają się także zagraniczne wakacje i zakupy w sklepach internetowych spoza Polski.
Powyższy opis jest spłyceniem tematu. Mocna waluta szybko staje się problemem dla polskich firm eksportowych. Po prostu ich produkty stają się mniej konkurencyjne. Cóż, to problem właściciela takiego przedsiębiorstwa, wzruszy ramionami niejeden. Ale to nie do końca prawda. W praktyce oznacza to brak podwyżek, mniejszą liczbę nowych miejsc pracy, a czasem nawet redukcję zatrudnienia.
Słaby złoty powoduje, że zaczynają działać odwrotne procesy. Import drożeje, więc ceny w sklepach rosną szybciej, co szczególnie odczuwają zwykli Polacy. Droższe staje się paliwo, leki i elektronika, właściwie wszystko, co sprowadzamy z innych krajów. Nie wspominając o wyjazdach zagranicznych. W skrajnym przypadku Nowak i Kowalski będą musieli ponownie przywitać się z Bałtykiem.
Z drugiej jednak strony słaby złoty wzmacnia eksport. Polskie towary ponownie są tanie dla zagranicznych klientów, co zwiększa liczbę zamówień w przemyśle. Firmy chętniej inwestują, zwiększają zatrudnienie, wyrzucają węża z kieszeni i decydują się na podwyżki.
Jak widać, nie istnieje coś takiego jak idealny kurs złotego. Przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego Polaka. Zbyt silna waluta może szkodzić gospodarce, a zbyt słaba uderza po kieszeni Kowalskich i Nowaków.
Optymalnym rozwiązaniem jest stabilny, a przynajmniej przewidywalny kurs. To właśnie stabilność waluty daje ludziom poczucie bezpieczeństwa – a gospodarce szansę na spokojny rozwój.
Zobacz także