Robot siedzący przed ekranem komputera, na którym wyświetla się CV osoby szukającej pracy.
To ja przeglądałem wasze CV, póki nie weszła AI. Mam ochotę rwać włosy z głowy. Ilustracja: Sylwester Kluszczyński

Szukasz pracy, ale kolejna firma milczy jak zaklęta, choć wydajesz się idealną kandydatką lub kandydatem? To nic osobistego: twoje CV mogła przemielić sztuczna inteligencja. Do redakcji InnPoland odezwał się rekruter, który uważa, że AI zmieniła rynek pracy na gorsze: zarówno dla potencjalnych pracowników, jak i dla firm.

REKLAMA

Sztuczna inteligencja miała ułatwiać pracę, przyspieszać decyzje i zdejmować z ludzi część żmudnych obowiązków. Coraz częściej słyszymy jednak, że zamiast tego dokłada kolejną warstwę niepewności.

Otrzymaliśmy wiadomość od osoby pracującej w agencji rekrutacyjnej. Dzieli się z nami swoimi doświadczeniami. Przedstawia jak po wdrożeniu AI wygląda jej praca. Podzieliła się z nami swoją historią, ale poprosiła o anonimowość. Jak pisze, nie opisuje wyjątku, ale codzienność wielu firm.

Wiadomość do redakcji InnPoland. Rekruter o swojej pracy po wejściu AI

"Od dłuższego czasu noszę w sobie narastającą frustrację. Pracuję w rekrutacji i jeszcze kilka lat temu moja praca wyglądała zupełnie inaczej niż dziś.

To ja przeglądałem CV. Czytałem je uważnie, czasem między wierszami. Widziałem, że ktoś nie ma idealnie 'czystej' ścieżki kariery, ale ma sensowną historię. Że ktoś zmieniał branżę, bo szukał swojego miejsca. Że ktoś ma doświadczenie, którego nie da się opisać jednym kluczowym słowem, a często właśnie te osoby okazywały się najlepszymi kandydatami. Teraz robi to za mnie system AI. Mam ochotę rwać włosy z głowy.

Teoretycznie wszystko wygląda świetnie. AI miało przyspieszyć procesy, pomóc w wyszukiwaniu odpowiednich kandydatów i odciążyć rekruterów. Mam coraz silniejsze poczucie, że zamiast mi pomagać, to utrudnia tę pracę.

System regularnie odrzuca kandydatów, którzy po sprawdzeniu przez człowieka okazują się idealni na dane stanowisko. Mają kompetencje, doświadczenie i rozumieją specyfikę roli. Problem w tym, że ich CV nie pasuje do "niezawodnego algorytmu". Mają przerwy w zatrudnieniu, zmieniali branżę, pracowali projektowo albo po prostu opisali swoje doświadczenie inaczej, niż lubi to system.

AI wyraźnie preferuje proste, liniowe ścieżki kariery i łatwe do sklasyfikowania kompetencje. Tyle że rynek tak wcale nie wygląda.

W teorii sztuczna inteligencja miała skracać proces rekrutacji. W praktyce często go wydłuża. Coraz częściej wracam do CV, które system wcześniej odrzucił. Tylko, że robię to już pod presją czasu, z poczuciem chaosu i zdenerwowaniem, że wierzę w narzędzie, które miało nas wyręczyć.

Mam też coraz większy problem z odpowiedzialnością. Decyzje podejmuje algorytm, ale to ja muszę się potem tłumaczyć: kandydatom, klientom, a czasem przed samym sobą. Coraz częściej mam wrażenie, że więcej czasu poświęcam na sprawdzanie, czy AI się nie pomyliło, niż na realną ocenę kandydatów.

Nie piszę tego, żeby krytykować technologię. Wierzę, że sztuczna inteligencja może być pomocna. Mam jednak poczucie, że w wielu firmach wdraża się ją bardziej po to, żeby móc powiedzieć "Wow, mamy AI", niż po to, żeby realnie ułatwić pracę ludziom. Na prezentacjach wszystko wygląda idealnie. W codziennej pracy już niekoniecznie. Efekt jest taki, że coraz trudniej połączyć pracodawców z dobrymi kandydatami. Jak by na to nie spojrzeć, cierpią ludzie".

Odpowiadamy: To nie jest problem jednej branży

Nie mamy wpływu na to, czy korporacje wdrażają AI i jak szybko to robią. Decyzje zapadają wysoko, często z dala od codziennej pracy zespołów. Możemy jednak przyjrzeć się temu, co dzieje się później, gdy technologia zderza się z rzeczywistością.

W wiadomości rekrutera nie chodzi o bunt wobec sztucznej inteligencji, ale o zmianę odpowiedzialności. System i jego algorytmy decydują i rekomendują, ale to człowiek nadal odpowiada za efekt. Musi tłumaczyć wybory, poprawiać jego błędy i brać na siebie konsekwencje.

Mechanizm nie dotyczy wyłącznie rekrutacji. W wielu miejscach AI pojawia się jako gotowe rozwiązanie zanim zdąży powstać przestrzeń na zrozumienie, naukę i dopasowanie go do realiów firmy. Zamiast upraszczać pracę, powstaje nowy etap. Trzeba sprawdzać, czy system na pewno ma rację. Technologia miała zdejmować ciężar z ludzi, a jedynie go przesunęła. Z decyzji na weryfikację. Z działania na tłumaczenie. Z odpowiedzialności na niepewność.

Między zachwytem AI a rzeczywistością. To nie postęp, tylko imitacja

Nie zatrzymamy marszu sztucznej inteligencji przez korporacje. Możemy jednak zadawać pytania i sugerować, co jest realnie potrzebne, zanim przyzwyczaimy się do niedziałających "rozwiązań". Wiadomość, którą otrzymaliśmy, pokazuje, że problemem nie zawsze jest sama technologia, ale tempo i sposób jej wprowadzania.

Jeśli sztuczna inteligencja ma tylko sprawiać, że łatwiej pochwalić się nowoczesnością niż realnie pomóc ludziom w pracy, to trudno mówić o postępie. Raczej o bardzo drogim, czasochłonnym i nieprzemyślanym eksperymencie.