
Masz samochód wyprodukowany w Chinach? Jeżeli tak, nie wjedziesz nim na tereny obiektów wojskowych. Chodzi o bezpieczeństwo narodowe. I nie, to nie przesada. Polska armia wskazuje na dane gromadzone przez pojazdy z Państwa Środka. Wszystko wpisuje się w szerszy trend dotyczący obaw o szpiegowską działalność Chin.
Polskie wojsko wprowadza zakaz, który na pozór brzmi absurdalnie. Armia nie wpuści na tereny chronionych obiektów samochodów, które wyprodukowano w Chinach. Skąd taka decyzja?
Wojsko zdecydowało. Chińskie samochody nie wjadą
Rzecznik Sztabu Generalnego WP, płk Marek Pietrzak, przekazał, że polskie wojsko "w wyniku przeprowadzonej analizy ryzyka związanego z rosnącą integracją systemów cyfrowych w pojazdach" podjęło decyzję o niewpuszczaniu chińskich aut na tereny kluczowe dla armii.
Co ważne, nie chodzi tylko o samochody made in China, ale wszystkie pojazdy "wyposażone w integralne lub dodatkowe urządzenia umożliwiające rejestrację położenia, obrazu lub dźwięku".
Wjazd takich aut będzie możliwy, ale po wyłączeniu określonych, "szpiegowskich" funkcji. Lokalni dowódcy jednostek wojskowych będą musieli też zadbać o zorganizowanie bezpiecznych miejsc postojowych poza chronionym terenem.
Zobacz także
Chińskie auta w Polsce
Czy zakaz mocno utrudni Polakom życie? Jak wynika z danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, w grudniu 2025 roku zarejestrowano u nas 9821 nowych chińskich samochodów. Niby niedużo, ale warto wpisać to w szerszy kontekst: to aż 427 proc. więcej niż w grudniu 2024 roku.
Przez cały poprzedni rok polscy kierowcy kupili 49 161 aut zza Wielkiego Muru.
Ekspansja chińskich szpiegów
Wróćmy jednak do szpiegostwa. Obawy polskiego wojska wpisują się w szerszy kontekst. Już w 2024 r. jedna z europejskich agencji wywiadowczych podawała, że w szpiegowską działalność Chin zaangażowane jest 600 tys. osób. Z kolei szef FBI Christopher Wray ostrzegał, że chińskich hakerów jest 50 razy więcej niż ich amerykańskich odpowiedników.
Wiele wskazuje na to, że dziś Państwo Środka koordynuje prace nawet większej sieci szpiegowskiej niż ZSRR w czasie zimnej wojny.
Wiadomo, że hakerzy z Chin są zdolni uderzać w amerykańskie sieci energetyczne, telekomunikacyjne i kanalizacyjne. Mają posiadać też bazy danych wyborców w Wielkiej Brytanii. FBI podało, że chińscy hakerzy włamali się do 260 tys. kamer, które znajdują się na terenie USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Rumunii.
Wszystko to brzmi bardzo groźnie, gdyż w razie zaostrzenia sytuacji geopolitycznej da to Chinom ogromną przewagę nad swoimi rywalami. Właściwie dadzą radę sparaliżować inne kraje bez jednego wystrzału. Jak pisaliśmy w InnPoland, podobne możliwości ma też Rosja.
