
Wojna na Bliskim Wschodzie bezpośrednio dotyka polską gospodarkę. Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i blokada strategicznej Cieśniny Ormuz oznacza nie tylko droższe paliwo, ale i rekordowe ceny asfaltu. Wzrost kosztów inwestycji drogowych w Polsce może być nieoczywistym, ale bardzo odczuwalnym efektem ataku USA na Iran.
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie to nie tylko problem geopolityczny i humanitarny. Może stać się również problemem dla polskiej gospodarki. Jednym z narażonych sektorów jest budownictwo drogowe, które bezpośrednio zależy od cen ropy.
Polskie drogi. Blokada Cieśtiny Ormuz a światowe ceny ropy
Asfalt jest pochodną rafinacji ropy naftowej. Jak można więc wywnioskować, drożeje wraz z ropą. Jak podaje serwis money.pl, niedługo przed rozpoczęciem ataku USA i Izraela na Iran cena baryłki ropy Brent (będącej kluczowym wyznacznikiem cen surowca na światowych rynkach) oscylowała w granicach 72 dolarów.
Sytuacja uległa jednak drastycznej zmianie w sobotę 28 lutego, kiedy rynki finansowe zostały wstrząśnięte informacją o skoordynowanym uderzeniu sił Izraela i USA na cele w Iranie. To wydarzenie zrealizowało najczarniejszy scenariusz inwestorów, wywołując natychmiastową presję na wzrost cen surowców.
Zgodnie z najgorszymi przewidywaniami, Iran zablokował Cieśninę Ormuz. To właśnie tam transportowane jest nawet 30 proc. globalnego zaplecza ropy, a odcięcie tej drogi oznacza natychmiastowy chaos na rynkach paliwowych.
W czasie pisania tego artykułu cena baryłki ropy Brent wynosi ponad 80 dolarów. Jak podaje money.pl, eksperci twierdzą, że to jeszcze nie koniec wzrostu ceny ropy.
Orlen Asfalt i ryzyko wzrostu kosztów budowy dróg
Dominującą pozycję na polskim rynku komponentów drogowych ma spółka Orlen Asfalt. Przedstawiciele koncernu w rozmowie z portalem podkreślają, że ostateczne koszty tego kluczowego dla infrastruktury budulca zależą od szerokich uwarunkowań makroekonomicznych.
Redakcja money.pl dopytywała o to, kiedy dokładnie drastyczne podwyżki cen surowca dotrą na polskie place budów. W odpowiedzi Orlen Asfalt wskazał na system zabezpieczeń przed wahaniami rynkowymi. O sytuacji cen paliw w Polsce pisaliśmy m.in. tutaj.
– Grupa Orlen posiada zdywersyfikowane źródła dostaw ropy naftowej i nie jest uzależniona od pojedynczych kierunków importu ani newralgicznych szlaków transportowych. Obecnie nie identyfikujemy zagrożeń dla ciągłości produkcji asfaltów ani stabilności dostaw na rynek krajowy – można przeczytać w odpowiedzi koncernu.
Oficjalne zapewnienia giganta nie uśmierzają jednak obaw branży, która pamięta trudne doświadczenia z lat 2021–2022. Dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa zwracał wówczas uwagę na niepokojącą asymetrię w polityce cenowej: o ile ceny polskiego asfaltu rosły niemal identycznie jak notowania ropy Brent, o tyle w przypadku spadków wartości surowca reakcja producenta była znacznie wolniejsza.
Czy wykonawcy dróg w Polsce wytrzymają presję cenową?
O tym, jak dużą rolę w końcowym rachunku za polskie drogi odegra czynnik czasu, mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
– Jeśli konflikt potrwa, jak zakładają niektórzy, od czterech do sześciu tygodni, to przy tak krótkiej perspektywie i wcześniej zamówionych dostawach rynek nie powinien zareagować gwałtownie. Jednak jeśli konflikt będzie się przedłużał, stanowi to realne ryzyko wzrostu kosztów. Na pewno jest to moment dużej niepewności – tłumaczy w rozmowie z money.pl.
