
Miasto, które nie miało już sztywnych granic, stało się miejscem zaostrzonej niemieckiej polityki migracyjnej – pisze "Tagesspiegel" o Frankfurcie nad Odrą i Słubicach.
"Tam, gdzie kiedyś otwarte granice wyznaczały codzienne życie, policjanci znów stoją na ulicach na straży. We Frankfurcie nad Odrą narasta niezadowolenie z powodu ciągłych kontroli – wielu czuje się niesprawiedliwie atakowanych" – pisze w poniedziałek, 16 marca, berliński dziennik "Der Tagesspiegel".
Gazeta opisuje, jak wprowadzenie kontroli granicznych najpierw przez Niemcy, potem także przez Polskę, utrudnia życie mieszkańców pogranicza. Co więcej, końca kontroli nie widać, ponieważ są one co kilka miesięcy przedłużane.
Nieuzasadniona liczba policjantów
"Tagesspiegel" przytacza dane, według których we Frankfurcie nad Odrą policja federalna nie pozwoliła na wjazd 2596 osobom. To nieco ponad siedem osób dziennie, w tym były 92 osoby ubiegające się o azyl, którym odmówiono wjazdu od 7 maja ub.r.
"Liczba zatrzymań związanych z nielegalnym wjazdem nie uzasadnia już tak dużej liczby funkcjonariuszy" – mówi dziennikowi Andreas Broska z Niemieckiego Związku Zawodowego Policji (GdP). Funkcjonariusz opisuje gazecie nadmierne obciążenie pracą funkcjonariuszy pracujących na granicy każdego dnia po dwanaście godzin. Jak dodaje, ich obecność na granicy oznacza braki w personelu w takich miejscach jak dworce kolejowe czy lotniska – czytamy.
Zobacz także
Gospodarcze szkody
Dziennik cytuje także burmistrza Frankfurtu nad Odrą, Axela Strassera. Nazywa on kontrole "polityką alibi" i wskazuje na ogromne szkody gospodarcze dla regionu wywołane wielogodzinnymi korkami na autostradzie A12. Burmistrz wskazuje też na bliską współpracę ze Słubicami, co jego zdaniem sprawia, że takie "nacjonalistyczne myślenie" jest trudne we Frankfurcie do przyjęcia.
Zdaniem Michaela Kurzwellego, twórcy idei Słubfurtu, czyli koncepcji wspólnego miasta po obu stronach Odry, wprowadzenie kontroli początkowo wywoływało protesty mieszkańców. Jednak teraz już się do nich przyzwyczaili – mówi gazecie.
Na kontrole szczególnie skarżą się studenci Uniwersytetu Viadrina. Jak mówią dziennikowi, "kto ma niewłaściwy kolor włosów, ten jest sprawdzany". Jednak policja federalna odrzuca te zarzuty, twierdząc że nie wybiera do kontroli osób wyłącznie na podstawie cech wewnętrznych – czytamy.
Opracowanie: Monika Stefanek
