
Polska wchodzi w nową gałąź biznesu, działającego przy wielkich wodnych projektach infrastrukturalnych. Chodzi o monitorowanie morza. Na razie naszego Bałtyku, ale ambitne plany wykraczają daleko poza ten akwen. Potrzebujemy tego ze względu na naszą sytuację geopolityczną, ale przy okazji można sporo zarobić. Zwłaszcza jeśli wykształci się odpowiednio wykwalifikowaną do tego kadrę.
Dwa wydarzenia, dwa duże projekty
W piątek 20 marca w Gdańsku odbyły się dwa teoretycznie niezwiązane ze sobą wydarzenia. Łączyła je co prawda obecna na obu osoba ministra finansów Andrzeja Domańskiego, ale chodziło w nich o dwa zupełnie różne projekty.
Z jednej strony Polska Agencja Kosmiczna zapowiedziała utworzenie Ośrodka Monitorowania Morza Bałtyckiego. Z drugiej Bank Gospodarstwa Krajowego wsparł ponad 60 milionami złotych firmę Mewo, specjalizującą się w badaniu dna Bałtyku, by mogła powiększyć swoją flotę statków.
Obie historie się jednak łączą, bo pokazują, jak szybko zaczęliśmy wykorzystywać nasze morze do celów, jakie nawet nie śniły się nam jeszcze dekadę temu.
POLSA będzie obserwować Bałtyk z kosmosu
Zacznijmy od POLSY czyli Polskiej Agencji Kosmicznej, która coraz intensywniej działa na Pomorzu. Zresztą to w Gdańsku formalnie znajduje się jej siedziba, choć – mimo szumnych zapowiedzi decentralizacji ważnych urzędów – agencja niedługo po jej założeniu w praktyce przeniosła swój środek ciężkości do Warszawy.
Teraz wektor się odwraca, również dlatego że Trójmiasto i jego okolice stają się najważniejszym pod względem dużych projektów energetycznych regionem Polski. A przy nich czasami nieoceniona jest pomoc aż z samego kosmosu.
POLSA zdecydowała o utworzeniu w Gdańsku Ośrodka Monitorowania Morza Bałtyckiego, do którego tworzenia zaprosiła cztery kluczowe podmioty z tego regionu. To Politechnika Gdańska, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Agencja Rozwoju Pomorza i Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego.
Bazą ośrodka ma być wyspecjalizowany w monitorowaniu Bałtyku dział Polskiej Agencji Kosmicznej, bo to tam już teraz pracują najlepsi kraju specjaliści w tej materii. Pomysł jest jednak taki, żeby nabudować to współpracą z biznesem.
Dane satelitarne będą pochodzić z polskich satelitów, coraz liczniej meldujących się na ziemskiej orbicie. Wiedza o tym, co dzieje się na Bałtyku, jest nieoceniona w takich dziedzinach jak monitoring środowiska czy infrastruktury, a także utrzymywanie bezpieczeństwa na tym wewnątrznatowskim akwenie.
Takie dane są niezbędne dla państwa, ale mogą też pozwalać tworzyć polską sort power w świecie biznesu. Stąd zaangażowanie do ośrodka takich podmiotów jak ARP czy GARG, wyspecjalizowanych w przyciąganie firm na Pomorze czy zapewnianie dobrych warunków do rozwoju startupów.
Mewo będzie badać Morze Bałtyckie z wody
W ten sam piątek, kiedy POLSA ogłaszała utworzenie ośrodka monitorowania Bałtyku, kilka kilometrów dalej, przy jednym z nabrzeży Portu Gdańsk, Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosił, że dofinansowuje kwotą 62,5 miliona złotych firmę Mewo (nie mylić z trójmiejskim rowerem miejskim Mevo).
Mewo to największa polska firma prywatna świadcząca usługi badawczo-pomiarowe dla sektora energetycznego na Bałtyku. A ten, za sprawą budowanych równolegle kilku morskich farm wiatrowych, rozrósł się do gigantycznych rozmiarów - wartość polskiego sektora off-shore ma do 2030 roku wynieść około 15 miliardów dolarów.
Mewo wykonuje te badania przy pomocy swojej floty statków badawczych. Największy z nich to Amber Cecilia, oprócz tego dla firmy pływa też Amber Agatha oraz dwie łodzie motorowe do badań przybrzeżnych.
Dofinansowanie z BGK (przy pomocy jego spółki Vinci) ma sprawić, że spółka będzie mogła znacząco, bo aż o trzy jednostki, powiększyć swoją flotę. Stając się dzięki temu poważnym graczem na rynku badań dna morskiego. Okazuje się bowiem, że zdobyte na Bałtyku doświadczenie może pozwolić polskiej firmie stanąć w szranki z międzynarodową konkurencją na innych morzach.
– Mamy ambicje stać się regionalnym liderem usług podmorskich, a także globalnym dostawcą zintegrowanych danych o stanie mórz i oceanów, z przychodami na poziomie 300 mln zł rocznie – mówi prezes Mewo Paweł Gajewski. I dodaje, że na celowniku jego firmy są na razie Morze Północne, Morze Czarne i Morze Śródziemne. A po 2030 roku Mewo chce zacząć działać także na Oceanie Indyjskim. Do tego potrzebne są jednak nie tylko statki, ale też wysoce wykwalifikowani członkowie załóg.
Badanie dna morza. Przyszłościowa branża gospodarki
Trudno się dziwić, że coraz więcej polskich uczelni zaczyna stawiać na kierunki studiów związane między innymi z branżą offshore. W Polsce przez lata istniała ona tylko symbolicznie, tymczasem teraz staje się jedną z najbardziej strategicznych dla państwa pod względem bezpieczeństwa, ale też najbardziej opłacalnych dla osób w nie zaangażowanych.
W czasach walki o suwerenność energetyczną worek z pieniędzmi na morskie inwestycje wydaje się nie mieć dna. Warto więc wskoczyć na tę falę i budować potęgę naszego kraju również w tej materii. Wiele już było przykładów pokazujących, że my, Polacy, jeśli tylko chcemy, potrafimy bardzo szybko się uczyć.
