Donald Trump na tle mapy Niemiec i Polski.
Trump wycofuje wojska USA, by ukarać Niemcy. Rykoszetem dostała Polska. Fot. YousufDean/Shutterstock, montaż: INNPoland

Konsekwencje decyzji USA ws. stacjonowania wojsk w Europie byłyby mniej irytujące i niepokojące, gdyby Europa wiedziała, co zamierzają zrobić Stany Zjednoczone – pisze "Sueddeutsche Zeitung".

REKLAMA

Chaos i brak komunikacji między USA a Europą w sprawie zapowiadanego wycofania części amerykańskich żołnierzy z Niemiec oraz wstrzymania relokacji do Polski nie wzmacniają poczucia zaufania i przewidywalności USA wobec sojuszu NATO – komentuje w czwartek (21.05.2026) dziennik "Sueddeutsche Zeitung" ("SZ"). Zdaniem gazety niezadowolony prezydent USA Donald Trump, chcąc ukarać kanclerza Friedricha Merza, za jego krytyczne słowa na temat braku strategii Amerykanów w wojnie z Iranem, postanowił wycofać część amerykańskich żołnierzy z Niemiec.

Trump w rzeczywistości uderza w Polskę

Jak pisze dziennik, powołując się na zapowiedzi przedstawicieli Pentagonu, miało to nastąpić szybko: od sześciu do dwunastu miesięcy. Jednak przeniesienie stacjonującej na stałe jednostki wraz z rodzinami żołnierzy, jest kosztowne i zajmuje dużo czasu – podkreśla "SZ".

"Dlatego też, ze względów praktycznych, trwający obecnie proces rozmieszczania brygady z Teksasu do Polski, gdzie i tak miała pozostać tylko przez dziewięć miesięcy, został odwołany. Kara Trumpa nie dotyka zatem Niemiec i ich krytycznego kanclerza, lecz Polskę, której prawicowo-populistyczny prezydent Karol Nawrocki jest zadeklarowanym zwolennikiem Trumpa" – czytamy.

Według dziennika Waszyngton najwyraźniej zdał sobie już sprawę, jak bardzo ten "nieobliczalny kurs" obciąża NATO. Świadczyć mają o tym słowa płynące zza oceanu, że "Polska jest wzorowym sojusznikiem", a Ameryka zamierza utrzymywać tam silny kontyngent wojsk – pisze "Sueddeutsche Zeitung". "Brygada pancerna pozostanie jednak w Teksasie. Być może jednak, jak spekulują obserwatorzy, amerykański pułk kawalerii z Vilseck w Bawarii zostanie wkrótce przeniesiony do Polski w ramach rekompensaty. Nikt jednak nie wie tego na pewno" – stwierdza gazeta.

Problem w komunikacji

Zdaniem dziennika, powołującego się na przedstawicieli NATO, "wszystko byłoby o połowę mniej irytujące i niepokojące", gdyby sojusznicy w Europie wiedzieli, co i kiedy Amerykanie zamierzają zrobić. "W sojuszu istnieje świadomość, że USA chcą nałożyć na Europejczyków większą odpowiedzialność za obronę konwencjonalną, czyli: w najbliższych latach znacznie zmniejszą liczbę swoich żołnierzy w Europie. A Europejczycy są gotowi przejąć tę odpowiedzialność" – uważa "SZ".

Dziennik ocenia, że właściwe zaplanowanie takiej transformacji, aby nie powstała "luka w odstraszaniu" z powodu braku amerykańskich żołnierzy lub pocisków, jest "praktycznie niemożliwe", jeżeli USA nie komunikuje swoich zamiarów z sojusznikami. Tymczasem wśród cytowanych przez gazetę przedstawicieli NATO nikt dokładnie nie wie, co oznaczają liczby przedstawiane przez Donalda Trumpa i Peta Hegsetha, sekretarza obrony USA: "5 tysięcy żołnierzy z Niemiec, 4 tysiące żołnierzy z Polski – i czy należy je zsumować, czy też mniejszy kontyngent jest w rzeczywistości częścią większego" – konstatuje "SZ".

Opracowanie: Monika Stefanek