Defilada wojskowa w Polsce.
SZ: Niemieckie zbrojenia niepokoją Polaków i Francuzów Fot. Łukasz Wójcik/Shutterstock.

Berlin chce uczynić z Bundeswehry najsilniejszą konwencjonalną armię Europy. To budzi obawy w Paryżu i Warszawie – pisze "Sueddeutsche Zeitung".

REKLAMA

Od chwili objęcia władzy rok temu kanclerz Friedrich Merz regularnie podkreśla, że Niemcy uczynią z Bundeswehry najsilniejszą konwencjonalną armię w Europie i przeznaczą na ten cel wszelkie potrzebne środki. "W kwestii zbrojeń Niemcy już wyprzedzają Francję, ale Merz chce czegoś więcej niż tylko wydawać pieniądze; domaga się dla Niemiec kluczowej roli w budowaniu silnego europejskiego filaru w NATO. Ale jak to ma wyglądać i co ta nowa niemiecka siła oznacza dla sąsiadów?" – pyta w piątek (15.05.2026) niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" (SZ).

Wskazuje, że w przedstawionej kilka tygodni temu pierwszej strategii wojskowej Bundeswehry zabrakło zapisów o współpracy z partnerami europejskimi, co wytknęli ministrowi obrony Borisowi Pistoriusowi eksperci z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP). "Również w Bundestagu narasta krytyka: przewodnicząca Partii Zielonych Franziska Brantner domaga się, by zamiast samodzielnych działań na szczeblu krajowym znacznie zwiększyć inwestycje we wspólną europejską zdolność obronną. Podczas gdy Berlin zbroi się i snuje plany, Paryżu z coraz większym niepokojem spogląda na drugą stronę Renu" – dodaje "SZ".

Strach przed utratą znaczenia

"Czy to sceptycyzm? A może wręcz obawa? Trudno tak dokładnie określić nastroje Francuzów wobec niemieckiego zbrojenia. Ale jeśli zsumować wszystkie mniej lub bardziej publiczne wypowiedzi polityków oraz intelektualistów na ten temat, wyłania się ogólne poczucie niepokoju. I nic dziwnego" – dodaje niemiecki dziennik. Wyjaśnia, że właśnie upadają niektóre "pewniki" w duecie francusko-niemieckim.

"Jeden z nich brzmiał tak: Francja, jako mocarstwo atomowe, odgrywa pierwszoplanową rolę geopolityczną i militarną, podczas gdy Niemcy są najważniejszym graczem gospodarczym na kontynencie europejskim (…) Teraz Niemcy szykują się, by konkurować z sąsiadem również w tej dziedzinie. To nie może podobać się Francuzom" – czytamy.

Według dziennika ma to miejsce w niekorzystnej sytuacji dla gospodarki Francji. "Do obaw o upadek gospodarczy i przemysłowy dołącza więc strach przed utratą znaczenia politycznego" – pisze "SZ". "Czasami słyszy się teraz w Paryżu, że silna Bundeswehra budzi niepokój również dlatego, że AfD rośnie w siłę i może nawet kiedyś dojść do władzy ze swoim nacjonalistycznym nastawieniem. Jednak ta obawa ma też swoje odzwierciedlenie: jak czułyby się inne kraje, gdyby w 2027 roku we Francji do władzy doszła skrajna prawica Marine Le Pen i dostała dostęp do przycisku nuklearnego?" – pisze dziennik.

Polska chce być silniejsza

I dodaje, że również Polska obserwuje niemieckie zbrojenia z mieszanymi uczuciami, chociaż w Niemczech ostatnio często cytuje się słowa szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego z 2011 roku: "Bardziej boję się niemieckiej bezczynności niż niemieckiej potęgi". "Wtedy, w 2011 roku, chodziło o ratowanie strefy euro. Od tamtej pory ten cytat jest chętnie powtarzany, także w kontekście niemieckich wydatków na obronę, a przede wszystkim – wsparcia dla Ukrainy. Niemcy są gwarantem bezpieczeństwa Europejczyków, a także Polski, przynajmniej rząd Donalda Tuska ma tego świadomość" – pisze "SZ".

"Ale czy Niemcy muszą przez to od razu dążyć do stworzenia największej armii w UE? Tak naprawdę to Polska miała taki plan" – czytamy. Gazeta wskazuje, że Polska ma o około 40 tysięcy więcej żołnierzy niż Niemcy, które mają dwa razy więcej mieszkańców. "W stosunku do Niemiec zawsze pojawia się duch rywalizacji. Poza tym, biorąc pod uwagę tragiczną historię, w Polsce panuje przekonanie, że ostatecznie zawsze trzeba liczyć tylko na siebie" – dodaje "Sueddeutsche Zeitung".

"I nawet dziś czasem wydaje się, że Polska nie chce też przyjmować pomocy. A już na pewno nie od Niemiec" – pisze dziennik przypominając, że Polska nie zdecydowała się na zakup niemieckich okrętów podwodnych, tylko na szwedzkie. "A z tych 43 miliardów euro z kredytów SAFE od UE nic nie zostanie wydane w Niemczech. Większość trafi do samej Polski. Niemiecko-francuski projekt zbrojeniowy może i się nie powiódł, ale o polsko-niemieckim nie ma mowy" – podkreśla SZ.

Jak dodaje, "prawicowo-nacjonalistyczna partia PiS ciągle podsyca głęboko zakorzeniony strach przed niemiecką dominacją i wykorzystuje go przeciwko rządowi Tuska". "Jednak nawet media raczej niezwiązane z PiS z mieszaniną niepokoju i złośliwej satysfakcji obserwują, gdy Bundeswehra kupuje niewłaściwy sprzęt albo zbyt mało ochotników zgłasza się na misję na Litwę. Jednocześnie premier Donald Tusk i minister spraw zagranicznych Sikorski nieustannie podkreślają, że wróg jest na wschodzie, a nie na zachodzie. Mimo to boją się podjąć jakieś widoczne wspólne działania" – komentuje "SZ".

Opracowanie: Anna Widzyk.