Paweł Zalewski, sekretarz stanu w MON, na tle kołowego transportera opancerzonego Rosomak i niemieckiej flagi.
Wojciech Szymański z DW rozmawia z Pawłem Zalewskim, sekretarzem stanu w MON, o SAFE i oczekiwaniach Niemców wobec roli Polski w obronności. Fot. gov.pl/Wojciech Wrzesień/Shutterstock/kompozycja SLL

Jest naturalną rzeczą, że musimy rozwijać nasz polski przemysł obronny – mówi DW wiceszef MON Paweł Zalewski, który w czwartek był z oficjalną wizytą w Berlinie.

REKLAMA

DW: Na niedawnym spotkaniu ministrów obrony grupy E5 w Krakowie minister Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że Europa się obudziła i że jest zdeterminowana, żeby zwiększać swoje zdolności bojowe. Jak ta pobudka może się przełożyć na współpracę Polski i Niemiec w dziedzinie obronności?

Paweł Zalewski, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, poseł na Sejm I, V, VI, IX i X kadencji: W sytuacji, w której Stany Zjednoczone zadeklarowały, iż ograniczają swoje zaangażowanie w konwencjonalną obronę Europy, ważne jest, aby państwa, które mają i rozbudowują swój potencjał w tym zakresie, wypełniły powstającą lukę. Tak, żeby zdolności obronne i europejskie zdolności odstraszania były silne. Europa ma potencjał, aby wziąć ten ciężar na siebie i odstraszyć Rosję. Oznacza to w praktyce potrzebę bardzo bliskiej współpracy w zakresie zadań, które przewiduje NATO.

Co konkretnie oznacza to dla współpracy polsko-niemieckiej? Regularnie słyszymy zapowiedzi jej pogłębiania. Wyraźnie wybrzmiało to po ostatnich polsko-niemieckich konsultacjach rządowych, ale nie widać na razie żadnych ambitnych dwustronnych projektów. Niemcy pomagają strzec polskiego nieba, pomagają budować Tarczę Wschód, ale to wygląda bardziej na wsparcie sojusznicze niż na współpracę działającą w obie strony.

Polska jest krajem frontowym, Polska graniczy z Rosją i z Białorusią. Tworzy wschodnią flankę NATO, która jest wschodnią linią obrony Niemiec. Niemcy to rozumieją. A więc to nie jest jakiś rodzaj gestu. To jest współpraca, która odpowiada bardzo twardemu rozumieniu interesów niemieckich. I nic dziwnego, że to NATO, ale także Unia Europejska, tworzą kontekst do tej współpracy. Wszystkie działania, które realizujemy dwustronnie, ale także w ramach takich instytucji jak UE, służą realizacji planów operacyjnych NATO. Oczywiście jest szereg projektów, w ramach których działamy razem z Niemcami. Chodzi przede wszystkim o sprawę mobilności wojskowej i korytarza tranzytowego głównie przez Niemcy do Polski. Chodzi też o współpracę wewnątrz Unii Europejskiej na rzecz tworzenia instrumentów wzmacniających europejski przemysł obronny. I chociaż Niemcy nie biorą udziału w programie SAFE, to dzięki temu, że uczestniczą w gwarancjach dla tego instrumentu, my bardzo na tym korzystamy, bo oprocentowanie jest dla Polski i innych krajów bardzo korzystne.

To, że Niemcy byli zaangażowani przez 11 miesięcy w obronę powietrzną głównego hubu logistycznego, czyli Rzeszowa, a dzisiaj są zaangażowani w powietrzną ochronę wschodniej flanki, i że w Malborku stacjonują niemieckie Eurofightery, to wszystko są zadania sojusznicze, które razem realizujemy. Niemcy są dla nas bardzo dobrym partnerem w takich aktywnościach jak Baltic Sentry czy Eastern Sentry. Ta współpraca nie może być jednak symetryczna, bo nie ma symetrycznego zagrożenia Niemiec i Polski. To zagrożenie jest przede wszystkim po stronie polskiej. To, że Niemcy angażują się w projekty, które mają na celu zwiększenie naszego wspólnego bezpieczeństwa, jest rzeczą pożądaną i my się z tej współpracy cieszymy.

Rozmawiamy podczas pańskiej wizyty w Berlinie, przed chwilą odbył Pan spotkanie ze swoim odpowiednikiem w niemieckim ministerstwie obrony. Czy w Niemczech da się wyczuć jakieś oczekiwania wobec Polski dotyczące wykorzystywania środków z programu SAFE, że powinny być one wydawane na niemiecki sprzęt wojskowy?

Nie ma żadnego takiego oczekiwania. Na Polsce ciąży główny obowiązek obrony wschodniej flanki, w tym Niemiec. Zatem jest naturalną rzeczą, że musimy rozwijać nasz, polski przemysł obronny. Jeśli większość projektów z programu SAFE będzie realizowana w Polsce, to będzie to w interesie całej Europy. I nie chodzi tylko o to, aby produkować uzbrojenie, które będzie wykorzystywane do odstraszania Rosji i ewentualnej obrony, ale także o to, że musimy mieć zdolności do utrzymania, serwisu i naprawy sprzętu z linii frontu. Dlatego powtórzę, wzmocnienie polskich zdolności obronnych oznacza wzmocnienie obrony całej Europy.

Podczas konsultacji rządowych zapowiedziano utworzenie grupy roboczej, która ma ocenić obszary współpracy polsko-niemieckiej w dziedzinie bezpieczeństwa i zidentyfikowanie dwustronnych konkretnych projektów. Czy grupa już coś zidentyfikowała?

Tak, ta grupa pracuje i przygotowuje umowę, którą podpiszą ministrowie obrony. Planujemy zrobić to w czerwcu. I w tej umowie będą wymienione konkretne obszary współpracy.

Jakie?

Po pierwsze współpraca sił zbrojnych, wymiana doświadczeń z wykorzystania konkretnych typów uzbrojenia, współpraca logistyczna. Nie chcę teraz mówić o o konkretach, ale to współpraca w wielu obszarach działania sił zbrojnych i szeroko rozumianej logistyki.

Jednym ze słabych punktów Europy jest wielorakość systemów obronnych wykorzystywanych przez poszczególne armie. W ostatnich latach Polska przyłożyła rękę do powiększania tej różnorodności kupując koreańskie i amerykańskie czołgi. Nie zdecydowano się na na czołgi niemieckie. Niedawno zapadła decyzja, żeby kupić szwedzkie łodzie podwodne, a nie niemieckie. Jakie wobec tego są perspektywy dla zacieśniania współpracy w dziedzinie przemysłów obronnych Polski i Niemiec do czego – przynajmniej w oficjalnych zapowiedziach – oba kraje chcą dążyć.

Czy pan redaktor wie, jak długo mielibyśmy czekać na niemieckie czołgi – Leopardy?

Długo.

Tak długo, że to nie miało żadnego sensu. W sytuacji, w której przekazaliśmy większość zdolności obronnych polskiej armii Ukrainie, aby ta mogła się bronić i między innymi dzięki temu się obroniła, musieliśmy szybko szukać rozwiązania, a nie czekać kilka lat na realizację zamówienia. Bo niestety właśnie tak było z Leopardami. Fakt, że kupowaliśmy sprzęt w Korei Południowej jest najlepszym dowodem niezdolności europejskiego przemysłu, w tamtym okresie, do realizacji naszych potrzeb. Dzisiaj jest szereg obszarów, w których widzimy możliwą współpracę. Jednym z nich są zdolności do dalekiego, precyzyjnego uderzenia. I tutaj bierzemy udział razem z Niemcami w programie ELSA. I bardzo liczymy, że ta współpraca technologiczna doprowadzi do sytuacji, w której będziemy mogli takie zdolności w dużej liczbie szybko posiąść

Wróćmy jeszcze do potrzeby rozbudowy infrastruktury, czy to drogowej i kolejowej, czy rurociągowej, które są niezbędne do transportu sprzętu czy paliwa na wschodnią flankę. Czy w tej sprawie coś się dzieje?

Tak, rozmawiamy o tym. Niemcy mają doskonałą świadomość potrzeby inwestycji logistycznych. My z kolei mamy świadomość, że to wymaga środków po stronie niemieckiej, i to bardzo dużych. Rozmawiałem w niemieckim ministerstwie obrony o tym, aby tak zaprojektować środki z Unii Europejskiej z budżetu po 2028 roku, aby można było finansować z nich infrastrukturę podwójnego zastosowania, również rurociągową. Szukamy na to środków zarówno w NATO jak i UE. To bardzo poważna inwestycja, ale jest konieczna, bo zaopatrzenie sił zbrojnych w paliwo jest kluczowym elementem odstraszania.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Paweł Zalewski sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, poseł na Sejm I, V, VI, IX i X kadencji. W przeszłości członek m.in PiS i PO. Ostatnio związany z partią Polska 2050, z której wystąpił w lutym 2026.