Rheinmetall.
Zbrojeniowy sojusz z Niemcami: Rheinmetall puka do Polski, a politycy drżą. Fot. Filmbildfabrik/Shutterstock

Wspólna produkcja broni z Niemcami pozostaje w Polsce tematem tabu. Jak podkreśla niemiecki dziennik "Die Welt", rynek jest trudny, także ze względu na panujące nad Wisłą resentymenty.

REKLAMA

Niemiecki koncern zbrojeniowy Rheinmetall ekspanduje dynamicznie w krajach Europy Południowo-Wschodniej i Środkowo-Wschodniej – pisze w poniedziałek, 9 lutego, dziennik "Die Welt". Firma działa, zarówno pod kątem produkcji, jak i serwisowania sprzętu, m.in. w RumuniiBułgarii, na WęgrzechLitwie i Łotwie.

"Patrząc na mapę lokalizacji, uderzające jest, że Rheinmetall do tej pory pominął najludniejszy i najbardziej istotny politycznie kraj regionu: Polskę" – pisze warszawski korespondent gazety Philipp Fritz. Dodaje, że teraz może się to zmienić, choć polski rynek pozostaje trudny.

Jak przypomina publicysta, żaden inny członek NATO nie inwestuje tak wiele w zbrojenia, jak Polska. Broń kupowana jest jednak przede wszystkim w USA i Korei Południowej – europejskie firmy są często pomijane – czytamy. Nieprzewidywalność USA pod rządami Donalda Trumpa  może jednak doprowadzić do zmiany tej polityki, twierdzi Fritz. Autor wymienia niedawne decyzje podjęte w Polsce, np. linie lotnicze LOT po raz pierwszy zamierzają zakupić samoloty francuskiego Airbusa, a polska Marynarka Wojenna zamówiła okręty podwodne w Szwecji.

Chęci są, co z realizacją?

W tym kontekście publicysta przypomina podpisane w październiku ub. roku memorandum o porozumieniu między niemieckim koncernem zbrojeniowym Rheinmetall a Polską Grupą Zbrojeniową. Celem jest utworzenie spółki joint venture, która miałaby produkować w Polsce pojazdy opancerzone. Przyniosłoby to korzyści obu stronom i przyczyniłoby się do wzmocnienia zdolności obronnych Europy – uważają eksperci.

Jednak – jak czytamy w dzienniku – istnieją obawy, czy rzeczywiście do tego dojdzie. Cytowany przez "Die Welt" Marek Świerczyński, analityk think tanku Polityka Insight z Warszawy jest sceptyczny: "Jeśli chodzi o Rheinmetall i PGZ, mamy na razie podpisane memorandum o porozumieniu (MoU). Obie firmy chcą więc więcej, ale jak to się potoczy, czas pokaże" – mówi gazecie. Dziennik dodaje, że Świerczyński nie jest w tej opinii odosobniony.

Polskie resentymenty

"Bo choć Rheinmetall i PGZ bardzo chcą nawiązać współpracę, istnieją poważne powody, dla których do tego nie dochodzi" – pisze Fritz. Według publicysty mówią o tym politycy, urzędnicy ministerialni czy menadżerowie branży zbrojeniowej. Ze względu na delikatny temat, żadna z tych osób nie chce jednak być cytowana – czytamy.

"Die Welt” przypomina, że biuro koncernu Rheinmetall od dawna znajduje się w Polsce i stara się o kontrakty. "W Gliwicach na południu Polski firma modernizuje z polskim partnerem czołgi, ale zakłady produkcyjne, montaż, amunicja? Nic z tych rzeczy" – pisze dziennik.

Według osób, z którymi nieoficjalnie rozmawiał korespondent "Die Welt", niechęć Polski w tej kwestii wynika z uprzedzeń wobec Niemiec. "Transakcje zbrojeniowe zawsze mają implikacje polityczne – a żaden polityk nie chce być atakowany przez opozycję za ‘negocjowanie kontraktów zbrojeniowych z Niemcami'" – czytamy. Publicysta przypomina, że antyniemiecką retorykę szerzył PiS, a teraz „kontynuuje ją rząd premiera Donalda Tuska”. Do nieufności Polaków przyczyniły się też wcześniejsza niemiecka polityka wobec Rosji, zwłaszcza budowa Nord Stream, a także początkowe marne wsparcie militarne Ukrainy przez Niemcy.

Zmiana jest możliwa

Według korespondenta rzutuje to również na niemieckie firmy zbrojeniowe. "Jest to godne uwagi, ponieważ Rheinmetall, podobnie jak inne niemieckie firmy, regularnie składa stronie polskiej oferty, które są wyraźnie dopasowane do polskich potrzeb: obejmują one transfer technologii, obietnice produkcji w Polsce i zapewnienie polskich miejsc pracy. Jak dotąd nic z tego nie przyniosło rezultatu" – czytamy.

Publicysta uważa jednak zmianę polskiej polityki zbrojeniowej za prawdopodobną. Może do tego przyczynić się m.in. fakt otrzymania przez Polskę 43 mld euro z unijnego programu Safe. Fundusze muszą jednak zostać wydane w Europie. Według Philippa Fritza, nawet jeśli punkt ciężkości będzie skoncentrowany na polskim przemyśle, skorzystać na tym mogą także firmy z Francji i Niemiec.

Opracowanie: Monika Stefanek