
Unia Europejska stoi u progu ogromnych zmian, które mogą trwale podzielić wspólnotę. Według najnowszych doniesień niemieckiej prasy, w wicekanclerz Niemiec proponuje zacieśnienie współpracy sześciu kluczowych państw UE, które zostawią pozostałe kraje daleko w tyle. W tym gronie znajduje się też Polska.
Przywódcy państw UE spotkają się w czwartek (12.02.2026) na szczycie poświęconym konkurencyjności, "jednak w dziedzinie ważnych zamierzeń reformatorskich od unii rynków kapitałowych po pogłębienie rynku wewnętrznego nie mają jak dotąd wielu osiągnięć" – pisze w środę (11.02.2026) niemiecki dziennik gospodarczy "Handelsblatt". Wskazuje, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w liście do przywódców zaapelowała o szybsze reformy, a jednocześnie po raz pierwszy zasugerowała, że "ambitniejsze kraje członkowskie mogą się razem pójść naprzód, aby nie były hamowane przez innych".
"Tym samym von der Leyen podejmuje propozycję Berlina i Paryża. Prezydent Francji Emmanuel Macron już od dłuższego czasu ostrzegał, że Europa nie może pozwolić, aby małe kraje, takie jak Węgry, Słowacja czy kraje bałtyckie, blokowały ważne projekty. Również niemiecki rząd wywołał ostatnio poruszenie propozycją Europy ‚dwóch prędkości'" – pisze "Handelsblatt".
Szóstka przodowników
Gazeta wskazuje na inicjatywę wicekanclerza i ministra finansów Niemiec Larsa Klingbeila, który proponuje, by koalicja sześciu największych gospodarek UE "szybciej szła do przodu, zamiast czekać na jednomyślność wszystkich 27 krajów UE". W liście do swoich odpowiedników we Francji, Włoszech, Hiszpanii, Polsce i w Holandii Klingbeil nakreślił czteroczęściowy program: wdrażanie unii rynków kapitałowych, wzmocnienie euro poprzez cyfrowy system płatności, lepsza koordynacja wydatków obronnych i zapewnienie zaopatrzenia w surowce krytyczne – relacjonuje "Handelsblatt".
Na wydarzeniu pod koniec stycznia Klingbeil miał zaapelować: "Czas na Europę dwóch prędkości".
Zobacz także
Według niemieckiej gazety szczególnie w sferze unii rynków kapitałowych największe gospodarki UE mogą iść dalej, bo ważne inicjatywy dotyczące wspólnego nadzoru albo zachęt dla europejskich produktów oszczędnościowych były blokowane przez mniejsze kraje, jak Luksemburg czy państwa bałtyckie.
"Jednak w innych dziedzinach podejście ‚dwóch prędkości' może natrafić na przeszkody. Przed szczytem stało się jasne, że najważniejsze gospodarki UE nadal są podzielone w kwestiach polityki energetycznej, polityki handlowej i zasady "buy European"" – pisze dziennik.
Tarcia francusko-niemieckie
Jak dodaje, Niemcy razem z Włochami opublikowały dokument zawierający propozycje na szczyt ws. konkurencyjności. Domagają się przede wszystkim dalszej redukcji biurokracji i deregulacji. "Tym razem nie ma niemiecko-francuskiego dokumentu przygotowawczego – zauważa gazeta. – Francja chce bowiem wyjść daleko poza kwestię redukcji biurokracji i zasadniczo zmienić model gospodarczy". Już w styczniu Macron dał do zrozumienia, że chodzi mu o "zmniejszenie zależności zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i od Chin".
Paryż i Berlin mają odmienne zdania także w sprawie umowy handlowej UE z krajami Mercosur, a także propozycji stworzenia zasady "europejskiej preferencji" w sektorze przemysłu i zamówieniach publicznych. Inne wizje dotyczą też propozycji "cyfrowego euro" – wylicza "Handelsblatt". I cytuje anonimowego unijnego dyplomatę, który przyznaje, że wszyscy są zgodni co do diagnozy gospodarczej. "Jednak dopóki Berlin i Paryż nie zgodzą się co do terapii, gospodarka raczej nie wyzdrowieje" – dodaje.
Opracowanie Anna Widzyk
