
Jeśli boisz się jeździć autem elektrycznym z powodu pożaru, to do auta spalinowego nie powinieneś wsiadać nawet w azbestowym skafandrze. Nowe dane o szkodowości obnażają wielkie kłamstwo, którym karmieni jesteśmy w social mediach. Elektryki nie chcą się palić, a ubezpieczyciele zacierają ręce.
Mieliśmy spłonąć żywcem. Garaże miały wybuchać, a autostrady zamienić się w rzeki ognia. Tymczasem wjechał najnowszy "Raport bezpieczeństwa pożarowego EV za rok 2025" i cóż... mamy przykrą wiadomość dla domorosłych ekspertów z Facebooka. Wasz "chłopski rozum" właśnie przegrał z matematyką. Okazuje się, że łatwiej wygrać w lotto, niż trafić na płonącego elektryka. A auta spalinowe? Cóż, te to dopiero palą się aż miło. Ze wstydu (i nie tylko).
Jeśli masz w rodzinie wujka, który przy każdym niedzielnym obiedzie opowiada, że "te elektryki to trumny na kółkach", wyślij mu ten tekst. Choć pewnie i tak nie uwierzy, bo przecież widział filmik na TikToku, jak jakaś Tesla dymiła.
Nieważne, że filmik był z 2018 roku, a Tesla była podpalona celowo, żeby można było to nagrać. Fakty są dla nudziarzy. A liczby za rok 2025 są dla przeciwników elektromobilności bezlitosne.
Płonące samochody elektryczne. Gdzie te pochodnie?
Raport podsumowujący ubiegły rok potwierdza trend, który widzieliśmy już wcześniej, ale teraz jest on nie do podważenia: auta elektryczne palą się radykalnie rzadziej niż ich spalinowe odpowiedniki.
W 2025 roku liczba pożarów EV w przeliczeniu na 100 tysięcy pojazdów była ułamkiem tego, co dzieje się w świecie benzyny i diesla. Dlaczego? To proste. W "spalinówce" masz bak pełen łatwopalnej cieczy, rozgrzany do czerwoności kolektor wydechowy, tysiące wybuchów na minutę w cylindrach i kapiący olej. W elektryku masz baterię i silnik wielkości arbuza.
Z twardych danych wynika, że pożary pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) w 2025 r. stanowiły marginalną część wszystkich zdarzeń pożarowych w Polsce. W całym roku odpowiadały za 0,46 proc. pożarów samochodów, podczas gdy niemal 98,5 proc. dotyczyło pojazdów spalinowych.
Z danych Państwowej Straży Pożarnej przeanalizowanych przez F5A New Mobility Research & Consulting w ramach "Raportu Bezpieczeństwa Pożarowego EV" wynika, że w 2025 r. w Polsce doszło do 44 pożarów pojazdów całkowicie elektrycznych, 105 pożarów pojazdów hybrydowych oraz 1 pożaru pojazdu wodorowego.
Całoroczne dane za 2025 r. pokazują, że wskaźnik pożarów pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) wyniósł 0,362 na 1000 zarejestrowanych pojazdów i był niższy niż w przypadku samochodów spalinowych, dla których wskaźnik osiągnął poziom 0,415.
Dla pojazdów hybrydowych wskaźnik ten wyniósł 0,082 na 1000 zarejestrowanych pojazdów. W 2025 r. odnotowano pierwszy pożar pojazdu wodorowego (FCEV) w Polsce. Przy czym zdarzenie to dotyczyło autobusu wodorowego, a nie pojazdu osobowego ani dostawczego.
Ale narracja "elektryk = pożar" trzyma się mocno. Dlaczego? Bo pożar samochodu spalinowego nikogo nie obchodzi. To "normalka". Pożar elektryka to wydarzenie, news dnia i powód do zwołania sztabu kryzysowego w sekcji komentarzy.
Technologia gasi strach
Rok 2025 pokazał też coś jeszcze. Nowe generacje baterii (LFP, solid-state), które weszły do masowej produkcji, są niemal ognioodporne. Systemy zarządzania temperaturą (BMS) są dziś tak zaawansowane, że wyłapują problem zanim kierowca zdąży pomyśleć o kawie.
Raport wskazuje na rekordowo niską szkodowość. Ubezpieczyciele, którzy przecież nie są instytucjami charytatywnymi i potrafią liczyć ryzyko co do grosza, przestają traktować EV jako grupę podwyższonego ryzyka pożarowego. Wręcz przeciwnie – w wielu krajach składki za ryzyko pożaru dla elektryków spadają, bo dane historyczne pokazują, że te auta są po prostu bezpieczniejsze niż tradycyjne.
Mit "zapalniczki na parkingu"
Ulubiony argument sceptyków: "Ale one same się zapalają na parkingu!". Raport za 2025 rok pokazuje, że odsetek tzw. samozapłonów w nowoczesnych elektrykach jest na granicy błędu statystycznego.
Tymczasem stare diesle z wyciętym DPF-em i nieszczelnym układem paliwowym płoną na polskich parkingach każdego dnia. Ale o tym wujek przy obiedzie nie wspomni, bo to nie pasuje do tezy, że "Unia chce nas zabić prądem".
Gaśnica na hejterów
Podsumowując: w 2026 roku strach przed pożarem auta elektrycznego jest tak samo racjonalny, jak lęk przed tym, że porwie nas UFO. Możliwe? Teoretycznie tak. Prawdopodobne? Nie bardzo.
Raport bezpieczeństwa za 2025 rok to kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy internetowych trolli. Auta na prąd są bezpieczne, nudne i nie chcą płonąć. Przykro nam, że psujemy wam zabawę, ale musicie znaleźć sobie nowego wroga. Może hulajnogi?
Zobacz także
