
Propozycja prezydenta Emmanuela Macrona oddania francuskiej broni atomowej do dyspozycji dla obrony wschodniej flanki NATO jest wiarygodna – ocenia "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS).
W przemówieniu o nuklearnej strategii, prezydent Francji Emmanuel Macron złożył swoim partnerom "dużą ofertę" – w formie uzupełnienia uczestnictwa w programie atomowym USA, Paryż zaproponował "strategiczny podział pracy" – pisze Konrad Schuller w opublikowanym w niedzielę komentarzu.
Francja chce co prawda zachować wyłączność na decyzję o użyciu bomby, kierując się "witalnymi interesami" swojego kraju. Nowe jest to, że w zamian za zwiększenie wkładu partnerów w konwencjonalną obronę, Francja mogłaby w ramach wspólnej obrony wystawić swoją broń atomową na wschodniej flance NATO. Poprzez "odstraszanie z przodu" interesy mocarstwa udzielającego ochrony (atomowej) i partnerów uległyby stopieniu. Putin musiałby się liczyć z tym, że Francja rzeczywiście chroniłaby Niemcy lub Polskę.
Strategiczny podział pracy: Francja, Niemcy i Polska
Macron nie udzielił co prawda gwarancji w ścisłym znaczeniu tego słowa, jednak z dwóch powodów jego oferta wydaje się wiarygodna. Francja musi z powodu swojego położenia geograficznego bronić swoich wschodnich sąsiadów. Nuklearna ochrona partnerów oznacza co prawda ryzyko kontruderzenia na własny kraj. Gdyby jednak Polska czy Niemcy znalazły się pod wpływem Rosji, zagrożenie dla Francji stałoby się jeszcze poważniejsze – tłumaczy autor. Francja jest zainteresowana w utrzymaniu "strategicznej głębokości" wobec Rosji.
Nie bez znaczenia jest także fakt, że Francja potrzebuje pieniędzy – zadłużenie kraju sięga 117 proc. PKB, jest dwukrotnie wyższe niż w Niemczech. Utrzymywanie potencjału nuklearnego jest drogie, być może za drogie dla kraju z pustą kasą. Podział kosztów na zasadzie – my płacimy za obronę nuklearną, wy za konwencjonalną – może być dla Francji interesujący i to niezależnie od tego, kto po 2027 roku będzie rządził w Pałacu Elizejskim.
Zobacz także
Czy za słowami pójdą czyny?
Czy francuska propozycja zrobi wrażenie na Putinie? – zastanawia się komentator "FAS". Jego zdaniem zależy to od broni i sposobu komunikacji. W sprawie broni, Macron zapowiedział zwiększenie liczby bomb, nowe łodzie podwodne i samoloty.
Równie ważna jest "nuclear signaling" – sygnały wysyłane przeciwnikowi będące realnym elementem odstraszania. Ten, kto obiecuje partnerowi ochronę, a następnie rzeczywiście rozlokowuje żołnierzy na jego terytorium, wysyła sygnał, że traktuje to poważnie i jest gotowy podjąć ryzyko. W ten sposób powstaje wiarygodność.
Natomiast ten, kto, jak NATO w 2008 r. które obiecało Gruzji oraz Ukrainie przyjęcie do Sojuszu, a potem nic nie zrobiło, ten zaprasza do ataku. Zgodnie z tą zasadą, Putin wszedł do obu tych krajów.
Francuskie głowice nuklearne w Polsce?
Przemówienie Macrona zawierało ważne sygnały. Prezydent Franji powiązał francuską broń atomową z gwarancjami sojuszniczymi niemiecko-francuskiego traktatu z Akwizgranu, a kilku innym krajom zaproponował "strategiczną konwergencję".
Równocześnie zaproponował krajom partnerskim udział ich sił konwencjonalnych w ćwiczeniach francuskich sił nuklearnych. Na końcu tego procesu francuska broń atomowa mogłaby zostać rozmieszczona na terytorium sojuszników. Tego faktu Putin nie mógłby nie zauważyć – kto zostawia ważne fanty u sojuszników, ten daje powody, aby ich chronić.
Jeżeli Niemcy czy Polska będą uzależnione od francuskiego parasola atomowego, to nie zaszkodzi, jeśli ich siły konwencjonalne staną się tak silne, że Francja z kolei będzie od nich uzależniona. Niemiecki wkład mógłby polegać na wspólnym z Francją udziale w zabezpieczeniu rozejmu w Ukrainie – czytamy w konkluzji komentarza w "FAS".
Autor: Jacek Lepiarz.
