
Niedawno wybiła dyskusja o zasadności posiadania broni jądrowej w Polsce. W tym kontekście przypomniano o tym, że za PiS wywieziono z Polski do Rosji wzbogacony uran, który rzekomo mógł posłużyć do budowy bomby atomowej. Wydarzenia sprzed dekady głośno skrytykował m.in. wicepremier Radosław Sikorski. Polityk KO dodał, że uran miał być produkowany w Polsce. Co dokładnie przetransportowano do Rosjan, dlaczego i czy da się z tego zrobić bombę, wyjaśniają eksperci. Przy okazji: nie zostawiają na wicepremierze suchej nitki.
W wywiadzie dla Polsat News prezydent Karol Nawrocki stwierdził, że popiera dołączenie Polski do grona krajów posiadających broń atomową. Dyskusja wzrasta w mediach społecznościowych niczym ognisty grzyb i trudno się dziwić. Za granicą mamy wojnę, a dla wielu silny kraj to kraj posiadający broń jądrową.
Krytycy pomysłu wysuwają różne argumenty, ale w tym tekście pochylimy się tylko nad jednym, jaki obalają eksperci: że prawica, która głośno mówi o potrzebie atomówki, sama rzekomo uzbroiła Rosję we wzbogacony uran wytwarzany w Polsce.
Czy Polska wywoziła do Rosji wzbogacony uran?
Mogliście natknąć się na nagłówki, że w 2016 roku Polska przekazała Rosji wzbogacony uran. W związku z tym wicepremier Radosław Sikorski publicznie zażądał wyjaśnień od Prawa i Sprawiedliwości, które było wówczas u władzy.
"Skoro nasza prawica podpala się publicznie tematem broni atomowej, co uważam za niepoważne i szkodliwe, to niech wyjaśni, dlaczego rząd PiS, w dniu 26 września 2016 roku, oddał Rosji cały zasób wytworzonego w Polsce wzbogaconego uranu" – czytamy we wpisie Sikorskiego na X. Wicepremier powołał się przy tym na podsumowanie od Grok AI z X. Trochę wstyd.
Wypowiedź wicepremiera szybko skontrowali eksperci prowadzący profil Zielony Atom. Słowa Sikorskiego nazwali "bzdurą". Dlaczego? Bo paliwo do reaktorów Ewa i Maria pochodziło z ZSRR i Rosji. Zgodnie z umową, po zużyciu miało zostać odesłane do kraju producenta. Warto przypomnieć, że w Polsce do dziś mamy ograniczone możliwości przechowywania odpadów promieniotwórczych. Nie produkujemy też wzbogaconego uranu.
"Po pierwsze, Polska nie wytwarzała wzbogaconego uranu. To o czym mowa, to wypalone paliwo atomowe z polskich reaktorów. Reaktory Ewa i Maria wykorzystywały paliwo z ZSRR i z Rosji. Po zużyciu to paliwo było przechowywane w Polsce przez pewien czas. Docelowo zużyte paliwo miało zostać odesłane do kraju producenta dlatego, że taka była umowa. Gdybyśmy zużytego paliwa nie odesłali, to byśmy złamali umowę, a antyatomowcy mogliby wtedy gadać, że "nie wiadomo, co robić z odpadami promieniotwórczymi" – czytamy wyjaśnienia specjalistów.
Transport zużytego paliwo był organizowany w latach 2009-2016 i wykonano łącznie osiem takich przewozów. A więc działo się to nie tylko za PiS, ale i za rządów PO-PSL.
"Po drugie, to nie 'PiS oddał', jakby to był jakiś prezent, tylko ZUOP, który organizował akcję wywiezienia zużytego paliwa z NCBJ. Obojętnie kto w tamtych czasach by rządził, to zużyte paliwo i tak zostałoby wywiezione" – czytamy na Zielonym Atomie.
Czy z polskich odpadów da się zrobić bombę atomową?
W nagłówkach opisujących tą sprawę da się czasem znaleźć wzmiankę, że wywiezionych materiałów starczyłoby na 28 bomb. Jak zaznaczyłem wcześniej, wywożono odpady. Dałoby się zrobić z nich tzw. uran odzyskany, czyli rodzaj nieznacznie wzbogaconego uranu, uzyskanego w wyniku przetwarzania wypalonego paliwa.
Eksperci przypominają jednak, że oficjalnie Rosja ma 5459 głowic jądrowych. Ma dostęp do takich zasobów, że oczyszczanie zużytego paliwa z Polski, aby zrobić nowe bomby, byłoby desperackie.
"Czy z tego materiału da się zrobić bomby atomowe? I tak, i nie. To paliwo zawiera dużo uranu-235, ponieważ reaktor MARIA początkowo stosował paliwo o wzbogaceniu 80 proc., później 36 proc., a jeszcze później 19,75 proc.. Jakaś część tego uranu została zużyta, a jakaś część została. Można odseparować pozostały uran-235 i wykorzystać go, np. jako paliwo do elektrowni atomowej, ponieważ reaktory w elektrowniach wykorzystują wzbogacenie rzędu 3-5 proc. Gdyby ktoś chciał z niego zrobić bombę to musiałby to paliwo nie tylko oczyścić i odseparować uran, ale też wzbogacić go do odpowiedniego poziomu" – tłumaczą eksperci.
Nawet jeśli uznamy, że Rosjanie byliby gotowi to zrobić (mamy przecież dość dowodów na to, że na front zaciągają złom jak z demobilu), te 28 bomb nie zrobiłoby dużej różnicy przy skali zniszczenia, do jakiej zdolny jest arsenał Rosji.
Zobacz także
Złoża uranu w Polsce
Polska nie produkuje wysoce wzbogaconego uranu. Dla przypomnienia: uzyskuje się go w procesie rozdzielania izotopów, dzięki czemu uran zawiera większą ilość izotopu 235U niż występujący naturalnie.
Uran wysoce wzbogacony używany jest do celów militarnych. Da się wywołać eksplozję jądrową, używając mniej wzbogaconego uranu, ale prościej jest to zrobić z dedykowanym materiałem. Ze względu na zastosowania militarne proces jest ściśle kontrolowany przez międzynarodowe instytucje, np. IAEA (Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej).
W Polsce mamy złoża uranu. Wszystko jest ładnie opisane na stronie rządowej.
"Zawartość uranu w rudzie uranowej w polskich złożach mieści się w przedziale od 250 do 1100 ppm (parts per milion, czyli "części na milion" – w tym przypadku gramów na tonę). Dla porównania bardzo dochodowe kopalnie wykorzystują rudę o zawartości uranu 300 ppm (np. Rossing w Namibii), a nawet 126 ppm (Trekkopje w Namibii). Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej szacuje, że Polska dysponuje łącznie ok. 100 tys. ton uranu naturalnego (tzw. zasoby prognozowane). To ilość niebagatelna, gdy rozważa się budowę elektrowni jądrowych w naszym kraju".
Zasoby zidentyfikowane są mniejsze i mówi się o ok. 7 tys. ton uranu. Po 1989 roku nie prowadzono poszukiwań nowych złóż w Polsce, a sytuacja zmieniła się dopiero niedawno. Możemy prowadzić odzysk uranu występującego jako domieszka do pokładów miedzi w rejonie Lubina - Sieroszowic.
Obecnie wydobycie uranu nie jest specjalnie opłacalne, bo wzbogacony uran można kupić za granicą i to taniej. Polska nie ma infrastruktury i nie zajmowała się samodzielnym wzbogacaniem uranu, bo bardziej opłaca się go importować.
W latach 1947-1967 w Polsce wydobywano uran, a w latach 1967-71 produkowano koncentrat uranowy (tzw. yellow cake). Poszukiwaniami i wydobyciem zajmowały się tzw. Zakłady Przemysłowe R-1 działające w Kowarach na Dolnym Śląsku i w Kletnie w pobliżu Stronia Śląskiego i Kłodzka. Wydobycie uranu w Polsce znajdowało się pod kontrolą Związku Radzieckiego i ruda była wysyłana do ZSRR, gdzie przechodziła proces przeróbki i wzbogacania do różnych celów.
Broń atomowa w Polsce
Dodajmy, że dyskusja o posiadaniu polskiego arsenału nuklearnego trwa od dawna. Jak pisaliśmy, już w latach 70. nad bronią neutronową pracował wojskowy i naukowiec prof. Sylwester Kaliski. Prace przerwała jego tragiczna (zdaniem niektórych: zagadkowa) śmierć. A od kilku lat nasz kraj stara się też o dołączenie do programu nuclear sharing.
W praktyce to tylko mechanizm w ramach NATO: państwa posiadające broń jądrową dzielą się z nią z wybranymi sojusznikami, którzy jej nie mają. Nie da nam to jednak pełnej kontroli nad bombą. Nadal będziemy zależni od decyzji naszych sojuszników.
Źródło: gov.pl
