PGE Narodowy, Metallica, Iron Maiden
Polskie stadiony nie nadają się koncerty? Sprawa jest bardziej skomplikowana. Foto: A.PAES, Cristina Massei, Artur Bogacki/Shutterstock

Stadion Narodowy dorobił się wśród fanów muzyki własnej legendy. Niestety nie tej o koncertach życia, tylko o dźwięku, po którym trzeba zgadywać tytuły piosenek. Czy polskie stadiony w ogóle nadają się do organizacji koncertów? Metallica w Chorzowie pokazała, że taki obiekt wcale nie musi brzmieć jak betonowa studnia.

REKLAMA

Słynne dudniące brzmienie na koncertach organizowanych na Stadionie Narodowym w Warszawie jest wręcz memiczne. Wtorkowe show Metalliki na Stadionie Śląskim pokazało jednak, że sound na takim dużym obiekcie wcale nie musi być tak męczący dla ucha i sprawiać, że fani muszą zgadywać, jaki utwór w danym momencie gra zespół. Na czym więc polega problem?

"Co oni grają?", czyli koncert na Stadionie Narodowym

"O nie, tylko nie Narodowy", wzdycha każdy fan muzyki, który dowiaduje się, że jego ulubiony artysta zagra na największym warszawskim stadionie. Skąd jednak wzięła się tak fatalna opinia tego obiektu? To oczywiste: z relacji z koncertów każdego śmiałka, który odważył się kupić bilet i udać na muzyczne misterium do najsłynniejszej polskiej "studni narodowej".

Porównanie ze studnią pojawia się w komentarzach zawiedzionych melomanów nie bez powodu. Brzmienie na stadionie jest bowiem najczęściej fatalne. Choć nie zawsze i nie wszędzie. W tej części muszę opisać własne doświadczenia z PGE Narodowym. Przed długi czas nie rozumiałem hejtu, jaki spadał na ten obiekt i jego konstruktorów. Przez lata widziałem tam wiele zespołów i za każdym razem było dobrze, czasami nawet bardzo.

O co chodzi wszystkim malkontentom, pojąłem dopiero, gdy na ubiegłorocznym koncercie Iron Maiden stanąłem nie jak mam w zwyczaju, blisko sceny, ale wiele metrów od niej. I muszę przyznać: gdyby nie całkiem dobra znajomość twórczości Brytyjczyków, tytuły poszczególnych utworów musiałbym zgadywać po partiach perkusji i basu. Ot, taka dziwna wariacja na temat "Jaka to melodia?".

Klapa na koncertach Metalliki

Najgłośniej o fatalnej akustyce Narodowego było po dwóch koncertach Metalliki w 2024 roku. Komentarze w social mediach zaroiły się wtedy od gorzkich słów fanów.

"Byłem gdzieś na dwudziestu koncertach na Narodowym, może z dwa były w miarę dobrze nagłośnione. [W czasie występu] Guns N' Roses dwa lata temu nie można było rozpoznać jaki numer grają" – twierdził pan Krzysztof.

"Zależy, gdzie się stało. Na płycie blisko sceny raczej w porządku było i chyba protip to ustawiać się na wprost kolumn, żeby łapać bardziej bezpośrednio dźwięk. Na pewno lepiej brzmiało niż w 2014 roku, gdy dudniło mi dość mocno od basu i perkusji w szybszych partiach (...) Od tamtego czasu unikam Narodowego jak ognia, uciekając w alternatywie do Czech lub gdzie indziej (...) Potencjalnie otwarty dach też mógł pomagać z dźwiękiem" – twierdził autor fanpage'a Postkulturowy.

"Byłem na czterech koncertach na Narodowym i ten był najgorzej nagłośniony. (...) Metallica w 2024 r. była bardzo kiepska, a Ironi [wypadli] w tym roku [2025] niewiele lepiej (non stop pogłos na wokalu, chwilami kakofonia dźwięku)" – wspominał po kilku miesiącach pan Wojciech.

O sprawie zrobiło się wtedy tak głośno, że wszystko skomentował nawet Greg Price, szef nagłośnienia zespołu. W rozmowie z Meyer Sound Polska powiedział, że grupa wozi ze sobą "najlepszy sprzęt, jaki dotychczas stworzono", ale został on użyty "na chyba najgorszym stadionie", na jakim miał on okazję pracować.

Skąd zła akustyka na Narodowym?

Eksperci wskazują, że błędy popełniono już na etapie projektu i samej budowy: użyto zbyt wiele betonu, szkła i plastiku – zupełnie jakby obiekt powstał jedynie z myślą o meczach piłkarskich, a nie dywersyfikacji w postaci organizacji wydarzeń muzycznych.

Słynne "studniowe" brzmienie to efekt tego, że fale dźwięków odbijają się od powierzchni i nakładają na siebie.

To jednak nie kończy tematu. Jak w rozmowie z portalem Stadiony.net tłumaczył realizator dźwięku, Krzysztof Polesiński, „Narodowy to jedno wielkie odbicie". Chodzi o to, że "każdy schodek, każda kondygnacja – wszystko odbija dźwięk". Im więcej takich "odbić", tym akustyka staje się gorsza. I mamy efekt.

Warto dodać, że problem dotyczy głównie koncertów z "większą mocą" – rockowych i metalowych. Samotny Ed Sheeran z gitarą mógłby tu zabrzmieć całkiem, całkiem.

Zaklinanie realiów

W przypadku Narodowego problemem jest też podejście osób, które zarządzają obiektem. Gdy portal eBilet zapytał o "sound gate" Adama Soroko, członka Zarządu Operatora PGE Narodowego, usłyszał, że "koncert Metalliki w ubiegłym roku [tj. 2024] był dobrze nagłośniony, świetny sprzęt wjechał".

– Za akustykę w czasie koncertu odpowiedzialny jest zespół produkcyjny danego artysty. Tak, to on decyduje o tym, jakie nagłośnienie jest na koncercie, jak jest rozstawione. Jakiego sprzętu używa. My możemy pewne rozwiązania sugerować, bo wiemy na przykład, że trzeba górę dogłaśniać, lepiej górę, czyli górne trybuny i tak dalej – bronił obiektu.

Tłumaczył, że na warszawskim stadionie dobrze zabrzmieli tacy artyści jak zespół Imagine Dragons, Jennifer Lopez, Quebo czy Kendrick Lamar.

To jednak zaklinanie realiów. O tym, jak dobrze może zabrzmieć zespół metalowy na żywo, fani dowiedzieli się 19 maja na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Metallica, która "dudniła" na Narodowym, tym razem zabrzmiała potężnie i selektywnie.

Tu ponownie powrócę do własnych doświadczeń. Podobnie jak w czasie koncertu Iron Maiden, przez sporą część metallikowego show stałem blisko sceny, ale pod koniec cofnąłem się bliżej wyjścia. W obu przypadkach zespół brzmiał bardzo dobrze.

Polskie stadiony nie nadają się na organizację koncertów?

Nie, nie jest tak, że stadiony w naszym kraju nie nadają się na organizację wielkich wydarzeń muzycznych. Widać to na przykładzie Stadionu Śląskiego lub wrocławskiego Stadionu Miejskiego, gdzie w 2016 r. swoje show zaprezentował jeszcze bardziej "zbasowany" Rammstein. Mimo specyficznej muzyki Niemców, dźwięk był tego dnia selektywny. Problemem pozostaje więc akustyka Narodowego.

Warto zresztą dodać, że w Polsce brakuje obiektów takich jak londyńskie Hammersmith Apollo. To obiekt z lat 30. XX wieku, ale do dziś świetnie spełniający swoją funkcję. Nie tylko zapewnia bardzo dobrą akustykę, ale jeszcze płyta na nim została zaprojektowana w taki sposób, by każdy, nawet stojący kilkanaście metrów od sceny, wszystko dobrze widział. Wystarczyło stworzenie płyty w formie rampy, która wraz z oddalaniem się od barierek przy scenie znajduje się coraz wyżej.

Dla porównania krakowska Tauron Arena i inne podobne hale posiadają zwykłą, płaską płytę, która utrudnia widok z dalszych miejsc. Nie wspominając już o tym, że i w tych obiektach z brzmieniem bywa... różnie. Choć nie tak tragicznie, jak w "warszawskiej studni".

Dlaczego artyści grają na Narodowym?

Dlaczego jednak artyści w ogóle decydują się na granie na Narodowym? Przykładowo, swoją nową stadionowo-halową mini-trasę to właśnie tam rozpoczyna Taco Hemignway. Powód jest oczywisty: chodzi o pojemność obiektu i to, że w Warszawie trudno byłoby zorganizować tego typu koncert gdzie indziej. Jak już pisaliśmy na InnPoland, na PGE Narodowym odbędą się największe koncerty w 2026 roku.

Dodajmy jednak, że wiele zależy tu też od gatunku muzyki: przykładowo, raper może na tym stadionie zabrzmieć lepie niż zrzucająca na fanów kaskady ciężkich riffów Metallica.

Fanom pozostaje więc narzekać i pisać petycje do zespołów, by omijały warszawski stadion szerokim łukiem.

Tymczasem już latem przed obiektem i dźwiękowcami ciężka próba: 18 i 19 lipca zagra tam metalowa formacja System of a Down. Czy fani ponownie będą musieli zagrać w "W co oni, do cholery, grają?". Na Śląsku swoje już przeszli – wyjazd na koncert Metalliki pokazał inny problem koncertowego turysty: nawet dobre brzmienie nie chroni przed komunikacyjnym chaosem i rekordowo drogimi przekąskami.