
Najpierw było jedno z najgłośniejszych rozstań w historii polskiego rocka. Teraz jest próba zarobienia pieniędzy na "relikwiach". Sidney Polak nie bębni już w T.Love. Rozpoczyna za to wyprzedaż pamiątek i gadżetów związanych z tym legendarnym zespołem. Czyżby jako jeden z pierwszych w naszym kraju dostrzegł trend, który na Zachodzie pozwolił wielu zbić fortunę?
Pod koniec 2025 r. Sidney Polak dowiedział się, że nie gra już w T.Love. Na fanów padł blady strach: w końcu mowa o perkusiście, który wystukiwał w zespole rytm przez 35 lat, a do tego był współtwórcą największych jego hitów. Teraz muzyk ma na siebie nowy, lukratywny pomysł, wpisujący się w szerszy trend widoczny na Zachodzie.
Sidney Polak odchodzi z T.Love i wkracza na nowy rynek
Rozstanie w T.Love z pewnością nie należało do jednych z najkulturalniejszych: Polak dowiedział się o swoim zwolnieniu przez SMS-a. Nie tak się załatwia takie sprawy, panie Muniek!
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło: niesmak, jaki poczuć musiał wtedy Sidney Polak, zainspirował go do odpalenia nowego biznesu. Jak napisał na Facebooku, postanowił sprzedać różne gadżety związane z T.Love.
I tak fani zespołu mogą kupić teraz rzadkie wydawnictwa grupy (m.in. winylowe single "Moje pieniądze", "Jazda" oraz "Gnijący świat"). Ceny zaczynają się od ok. 200 zł, a kończą na blisko 300 zł. Są jednak i droższe rarytasy: DVD z 2006 r. kosztuje 317 zł, winyl z końca lat 80. aż 842 zł, a koszulki z autografem od 100 do 234 zł.
Wszystkie produkty można kupić na Vinted.
Włosy lidera Nirvany i gitary legend rocka
Ceny, jakie chce za swoje pamiątki Polak, to jednak grosze przy tym, ile od fanów potrafią wyciągnąć posiadacze rockowych "relikwi" za granicą. Wkroczmy na ten specyficzny rynek. Ale ostrzegam: momentami będzie makabrycznie.
Najpierw typowe przykłady. W czerwcu 2004 r. gitara Erica Claptona – Fender Stratocaster "Blackie" – została sprzedana na aukcji w prestiżowym domu aukcyjnym Christie’s za 959,5 tys. dolarów.
Rok później rodzina królewska Kataru zainwestowała 3,7 mln dol. w białego Fendera Stratocastera, na którym swoje podpisy złożyli członkowie rockowego panteonu: Paul McCartney, Mick Jagger, Keith Richards, Jeff Beck, Jimmy Page, David Gilmour, Mark Knopfler i Sting.
W porządku, gitary to jednak coś praktycznego: można wieczorem na nich poplumkać. Po co jednak komuś zadrukowana kartka papieru? W 2008 r. jakiś fan The Beatles kupił za 426 tys. USD czterostronicowy kontrakt, jaki legendarny zespół z Liverpoolu podpisał z menedżerem Brianem Epsteinem.
Jednak dopiero teraz wchodzimy w prawdziwe inwestycyjne ekscesy. Za 2,5 tys. dol. sprzedano fiolkę po pigułkach, która należała do Elvisa Presley'a. W 2001 r. stanik Madonny, jaki piosenkarka nosiła na trasie "Blonde Ambition", znalazł nabywcę za 14 tys. funtów. Ponownie organizatorem aukcji był dom Christie’s.
Zobacz także
W 2009 roku na aukcji w Melbourne ktoś został szczęśliwym właścicielem ozdobionej szlachetnymi kamieniami rękawiczki, którą Michael Jackson założył na ślub z Debbie Rowe. Przyjemność posiadania takiej pamiątki kosztowała 49 tys. dolarów.
Wspomniałem jednak, że będzie też makabrycznie. Historia rocka zna bowiem przykłady licytacji... włosów. I tak np. pozłacany medalion z puklem włosów Leonarda Cohena został sprzedany za 5080 dolarów.
Pamiątki zawierające DNA Kurta Cobaina z Nirvany pod koniec lat 80. zdobyła fryzjerka Tessa Osbourne, która obcinała muzyka w czasie trasy promującej debiut zespołu. Później przekazała włosy piosenkarza koleżance, Nicole DePolo, która przechowała je przez lata i nieźle na tym wyszła. W 2021 roku sprzedała je za ponad 14 tysięcy funtów.
Koneserom mocniejszych wrażeń można polecić majtki legendy punk rocka GG Allina z jego autografem wykonanym krwią. Na tej niezwykle pożądanej przez fanów bieliźnie znajduje się napis: "Ssij. Mój tyłek śmierdzi". "Gadżet" znalazł nowego nabywcę za 425 dolarów.
Pamiątki po muzykach. Po co kupować takie rzeczy?
Nim jednak odeślecie nabywców takich przedmiotów do lekarza, warto dodać, że kupowanie takich pamiątek (nierzadko specyficznych) po muzykach to intratny biznes.
Przykładowo, firma Anchorage Capital Partners posiada swój "fundusz gitarowy" z docelową kapitalizacją na poziomie 100 mln dolarów. Kupuje gitary popularnych muzyków.
Tego typu instrumenty mogą potem na siebie zarabiać: są wystawiane w muzeach rocka czy popularnych pubach.
W Barcelonie znajduje się Rock Museum Barcelona, w którym można zobaczyć gitary muzyków m.in. Led Zeppelin, Soundgarden, Bon Jovi, Metalliki, Megadeth, AC/DC czy Scorpions.
Także w Polsce nie brakuje inwestorów, którzy lokują kapitał w tego typu aktywa. Promotor rocka Franciszek Walicki posiada np. gitary Bogusława Wyrobka i Krzysztofa Klenczona, pierwszą perkusję Czerwonych Gitar czy stroje, w których na scenę wchodziła Ada Rusowicz.
Kupowanie takich pamiątek to inwestycja. Podaż tego typu przedmiotów, takich jak instrumenty znanych artystów czy specjalne wydania płyt (np. z autografami), jest mocno ograniczona, więc ich cena powinna zachować wartość. A zakładając wzrost popytu (np. wraz ze wzrostem legendy danego muzyka), wartość inwestycji będzie rosła.
