
10 lutego 1987 r. po raz pierwszy zagrała w naszym kraju Metallica. Dzień później zrzuciła na polskich fanów tony metalowych riffów po raz drugi. Już w maju wielbiciele twórczości Amerykanów będą mogli zobaczyć ich na żywo kolejny raz. Ponownie na Śląsku, choć tym razem na Stadionie Śląskim. My z kolei zastanowimy się, jak przez ostatnie 39 lat zmienił się rynek koncertowy w Polsce.
Czasy PRL-u to okres, w którym zagraniczne gwiazdy rzadko przyjeżdżały do Polski. Nie mówiąc już o żywych legendach ciężkiego rocka i metalu. Przełom nastąpił dopiero w 1984 r., gdy polskich fanów odwiedzili Brytyjczycy z Iron Maiden. Do dziś fani z największą ekscytacją wspominają jednak 10 i 11 lutego 1987 r. kiedy to po raz pierwszy zagrała u nas Metallica, dwukrotnie wyprzedając Spodek.
Ciężkie metale w realiach PRL-u
Smutne życie w PRL-u rzadko było umilane tak wielkimi wydarzeniami, jak przyjazd zagranicznej gwiazdy. Tym większy szacunek należy się Andrzejowi Marcowi, który w latach 80. był promotorem w Agencji Artystycznej Pagart. Dzięki kontaktom z jego zagranicznym odpowiednikiem, Johnem Jacksonem, udało mu się sprowadzić do Polski Metallikę.
– Pozostawaliśmy w bliskim kontakcie. Gdy wyłoniła się szansa sprowadzenia zespołu, było to najprostsze dojście. Muzycy Metalliki byli zresztą ciekawi Polski, chcieli tu przyjechać, a ja miałem rekomendację jako dobry organizator – powiedział Marzec magazynowi "Teraz Muzyka".
Warto przypomnieć, że niewiele brakowało, a do historycznego koncertu w ogóle by nie doszło. Powód? Kilka miesięcy wcześniej grupa niemal się... rozpadła. 27 września 1986 r., w czasie trasy promującej kultowy dziś album "Master of Puppets", bus zespołu wpadł w poślizg na jednej ze szwedzkich dróg. W wyniku wypadku zginął basista Cliff Burton, muzyk, który stanowił ważny fundament Metalliki.
Pozostała trójka – wokalista/gitarzysta James Hetfield, perkusista Lars Ulrich i gitarzysta Kirk Hammett – postanowiła jednak kontynuować działalność i po znalezieniu nowego basisty, Jasona Newsteda, powróciła na trasę, by m.in. odwiedzić polskich fanów.
Ceny biletów były wtedy tanie, gdyż za pojedynczą wejściówkę płacono 1800 zł. Średnie zarobki w Polsce w tym czasie wynosiły ok. 30 000 zł.
Większym problemem okazał się wielki popyt i działalność koników, którzy wykupili część biletów i potem sprzedawali je z 2-3-krotnym przebiciem.
Rynek koncertowy w Polsce. Lata 80. a dziś
Od tych wydarzeń minęło blisko 40 lat. Jak przez ten czas zmienił się rynek koncertowy w Polsce?
Przede wszystkim koncert Metalliki nie jest już aż tak wielkim wydarzeniem jak w 1987 r. Tylko w tym roku zagrają u nas takie gwiazdy spod znaku nisko nastrojonych gitar jak System of a Down, Megadeth, Machine Head, In Flames czy Satabon. Nie wspominając o drugoligowych zespołach, które wypełniają kluby lub pojawią się choćby na tegorocznym Mystic Festival.
Skoro większa jest podaż, ceny są znacznie niższe, prawda? Nie! Przypomnijmy jeszcze raz: bilet na koncert Metalliki pod koniec lat 80. kosztował 1800 zł przy średnich zarobkach ok. 30 000 zł. Średnie wynagrodzenie w Polsce w 2025 r. wynosiło 8903,56 zł brutto (dane GUS). Za miejsce siedzące na Stadionie Śląskim fani musieli zapłacić od 299 zł do 819 zł. Za wejściówkę na płytę (miejsce stojące) trzeba było uiścić 660 zł. Nie wspominajmy już o biletach Platinum, które kosztowały od 593 zł do... 1627 zł.
W przypadku tańszych biletów, koszt zakupu wejściówki jest procentowo tylko nieco wyższy niż w latach 80., ale pakiety Premium to już kwestia jednej piątej wynagrodzenia. Nie wspominając o kosztach dojazdu i noclegu w mieście, w którym odbywa się impreza.
Metallica na koncertach zarabia krocie
Przez dekady zmienił się jednak też status Metalliki. Choć, zdaniem wielu fanów, muzycy artystycznie nie przebili już wspomnianego "Master of Puppets", przez kolejne lata sprzedali niemal 200 milionów płyt i ani myślą ponownie grać w Spodku. Większe obiekty to przecież sporo wyższe gaże. Nie wiemy ile zainkasowali za historyczny występ, ale znane są ich zarobki związane z koncertem z 2024 roku.
Jak podał serwis "Billboard", oba koncerty grupy na PGE Narodowym w ramach trasy "M72 World Tour" przyniosły zespołowi największy dochód spośród wszystkich koncertów, jaki zagrał on w tamtym sezonie.
5 i 7 lipca 2024 r. na warszawskim stadionie stawiło się ponad 154 tysiące fanów, którzy przynieśli ze sobą łącznie ok. 25 milionów USD. Dla porównania: dwa kolejne koncerty, jakie Metallica zagrała wtedy w Madrycie, pozwoliły muzykom i ich współpracownikom zainkasować tylko ok. 12,7 milionów USD.
Nie do końca wiemy, co składa się na tę kwoty, ale zespoły zarabiają dziś nie tylko na sprzedaży biletów. Do tego dochodzą gadżety, przede wszystkim trasowe koszulki z charakterystycznym logo zespołu. Niektóre gwiazdy formatu Metalliki każą sobie wręcz płacić za to, że pozwalają zagrać przed sobą mniej znanym grupom (nie wiadomo, czy tak było tym razem)!
Mimo wysokich cen, jak pisaliśmy na InnPoland, fani walą jednak na koncerty drzwiami i oknami. Jak wyliczył magazyn "Noise Magazine", średnia cena biletów na występy topowych artystów oscylowała w 2024 r. na poziomie 500-600 zł. To 19 proc. więcej niż rok wcześniej i aż 23 proc. więcej niż w okresie przed pandemią COVID-19. Mimo tego wejściówki sprzedają się jak świeże bułeczki.
Tyle że są i dane, które sugerują, że rynek jest bliski przegrzania. Portal "Koncerty w Polsce" podał w 2025 r., że połowa ankietowanych zrezygnowała z pojawienia się na danym koncercie w ciągu ostatnich pięciu lat z powodu cen biletów. Możliwe więc, że tytani rocka będą musieli wkrótce obniżyć swoje oczekiwania finansowe – oczywiście o ile nie chcą, by spadła liczba ludzi na widowni.
Zobacz także
