Fot. Michael Mulkens/shutterstock

Czworo kandydatów z polskimi korzeniami zasiądzie w berlińskiej Izbie Deputowanych.

REKLAMA

Po raz drugi w parlamencie Berlina, czyli Izbie Deputowanych, zasiądzie Aldona Niemczyk z chadeckiej partii CDU. Polityczka otrzymała 24,5 proc. głosów i zdobyła bezpośredni mandat, startując w dzielnicy Charlottenburg. W upływającej kadencji 2023-2026 Niemczyk sprawowała w berlińskim oddziale partii stanowisko rzeczniczki ds. kobiet i równouprawnienia.

Niemczyk przyjechała do Niemiec w 1990 roku jako 20-latka. Pochodzi z Katowic, przez wiele lat pracowała w Berlinie jako pedagog socjalny. W swojej pracy poselskiej zajmuje się m.in. problemami mieszkaniowymi i bezdomnością wśród Polaków. Po tym, jak niedzielne wybory do Izby Deputowanych zdecydowanie wygrała partia Lewica (25,7 proc.), współrządząca obecnie w stolicy Niemiec partia CDU prawdopodobnie przejdzie do opozycji. Najbardziej możliwa jest bowiem koalicja Lewicy, Zielonych i SPD. Teoretycznie możliwy jest również sojusz rządowy w składzie CDU-SPD-Zieloni. Taka konstelacja miałaby jednak tylko dwa głosy więcej od wymaganej większości. 

Z ramienia CDU po raz pierwszy do Izby Deputowanych dostał się Tomasz Klon. W dzielnicy Reinickendorf otrzymał 26,6 proc. głosów. Bezpośredni mandat wygrał, zdecydowanie pokonując przedstawiciela partii AfD. Klon ma 40 lat, w Berlinie mieszka od drugiego roku życia. Z zawodu jest ekonomistą, znany jest również ze swojej działalności na rzecz berlińskiej Polonii. Dotychczas był radnym w radzie dzielnicy Reinickendorf. Jest również rzecznikiem frakcji ds. polityki młodzieżowej oraz gospodarki i turystyki.

Czynsze i uznawanie kwalifikacji imigrantów

Również z dzielnicy Reinickendorf, ale z innego okręgu, do Izby Deputowanych dostał się Bogusz Schmidt z Zielonych. 26-letni prawnik już podczas kampanii wyborczej zwracał uwagę na swoje polskie pochodzenie. Urodził się w Berlinie, jego mama jest Polką. Schmidt świetnie mówi też w języku polskim.

Wśród zadań, jakimi chciałby zająć się w Izbie Deputowanych, Schmidt wymienia przede wszystkim ułatwienie uznawania kwalifikacji zawodowych imigrantów. To także wynika z jego rodzinnej historii. – Moja mama wychowywała mnie i moją siostrę sama. W Polsce była nauczycielką, miała dobre wykształcenie i doświadczenie w pracy. Ale w Niemczech nic nie zostało jej uznane – mówił niedawno Schmidt w rozmowie z DW. – Miało to ogromny, wręcz egzystencjalny wpływ na naszą rodzinę. Mama musiała wykonywać ciężkie prace, mieliśmy finansowe problemy. Na koniec musieliśmy korzystać z zasiłków socjalnych.

Polityk Zielonych zamierza również angażować się na rzecz lepszej dostępności tańszych mieszkań oraz pomocy rodzicom samotnie wychowującym dzieci.

Berlin na każdą kieszeń

Natomiast w dzielnicy Pankow pierwsze miejsce w swoim okręgu zdobyła Maria Bigos, polityczka partii Lewica. Otrzymała ona 32,4 proc. głosów.

Bigos do Niemiec przyjechała w 1989 roku jako czterolatka. W berlińskiej polityce angażuje się na rzecz dzieci i młodzieży, w tym z rodzin imigranckich. W rozmowie z DW przyznała, że jej imigranckie pochodzenie miało duży wpływ na jej życie. W polityce 41-latka chce zająć się m.in. problemem braku mieszkań i wysokich czynszów, aby – jak mówi w swoim spocie wyborczym – Berlin stał się miastem „przystępnym cenowo”.

Izba Deputowanych w Berlinie wybierana jest co pięć lat. Ostatnie wybory z 2021 roku trzeba było powtórzyć w 2023 roku, po tym, jak stwierdzono poważne nieprawidłowości w pierwszym głosowaniu.

Opracowanie: Monika Stefanek