Mężczyzna trzyma piramidę z pieniędzy.
Prokuratura postawiła zarzuty dwóm byłym dyrektorom biura maklerskiego Alior banku. Fot. Melnikov Dmitriy/Shutterstock/kompozycja własna

Klienci zaufali renomowanej instytucji finansowej, a trafili w sam środek mechanizmu przypominającego piramidę finansową. Ponad 1300 poszkodowanych i straty sięgające milionów złotych – prokuratura właśnie skierowała do sądu akt oskarżenia w głośnej sprawie. Zarzuty usłyszeli. byli dyrektorzy z Alior Banku.

REKLAMA

Inwestowanie za pośrednictwem licencjonowanego biura maklerskiego, działającego w ramach rozpoznawalnego banku, wydaje się jednym z najbezpieczniejszych sposobów na pomnażanie kapitału. Sprawa, która właśnie trafiła do warszawskiego sądu, brutalnie weryfikuje to przekonanie. Prokuratura Regionalna w Łodzi poinformowała o skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko dwóm byłym dyrektorom biura maklerskiego Alior Banku. Zarzuty są porażające: oszustwo na kwotę blisko 388 milionów złotych na szkodę 1308 klientów.

Jak ustalił "Puls Biznesu", na ławie oskarżonych zasiądzie m.in. Krzysztof Polak – twórca i pierwszy dyrektor biura maklerskiego tego banku, który wyraził zgodę na publikację swoich pełnych danych osobowych, oraz jeden z jego ówczesnych zastępców.

Kupowanie "w ciemno" i piramida finansowa

Śledztwo prowadzone wspólnie z Delegaturą CBA w Poznaniu ujawnia kulisy bankowych procedur z lat 2012-2015. To właśnie wtedy oskarżeni podjęli decyzję o włączeniu do oferty banku certyfikatów czterech funduszy inwestycyjnych. Jak się okazało – wprowadzono je do sprzedaży praktycznie "w ciemno". W tamtych latach nie był to jedyny przypadek afery z pracownikami banku i piramidą finansową w tle.

Według prokuratury dyrektorzy zignorowali podstawowe obowiązki weryfikacyjne. Nie sprawdzono prawdziwości danych w materiałach promocyjnych, realności polityki inwestycyjnej ani faktycznego stanu aktywów bazowych funduszy. Co gorsza, oskarżeni mieli świadomość, że osoby zarządzające tymi funduszami charakteryzują się słabą wiarygodnością biznesową i po prostu brakiem odpowiedniego doświadczenia.

Dla ponad 1,3 tysiąca klientów ten brak nadzoru okazał się zgubny. Inwestorzy byli przekonani, że bank jako instytucja zaufania publicznego gruntownie sprawdził oferowany produkt. Nie mieli pojęcia, że uwikłali się w mechanizm przypominający klasyczną piramidę finansową. Nikt nie poinformował ich, że możliwość wycofania pieniędzy z funduszu była całkowicie uzależniona od tego, czy bankowi uda się sprzedać certyfikaty kolejnym, nowym naiwnym klientom. Środki na wykup nie pochodziły z realnych zysków inwestycyjnych, ale z kieszeni kolejnych wpłacających.

Kaskada upadku i milionowe straty

W maju 2016 roku, gdy banki ostatecznie zaprzestały sprzedaży tych toksycznych certyfikatów, kurek z nowymi pieniędzmi został zakręcony. Fundusze natychmiast utraciły płynność finansową. Ze względu na dramatyczną sytuację i brak jakichkolwiek perspektyw na rentowność, w 2017 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) nakazała ich przymusową likwidację.

Proces zamykania funduszy ciągnął się latami i zakończył dopiero w sierpniu 2025 roku. Klienci, którzy powierzyli bankowi łącznie setki milionów złotych, zdołali odzyskać zaledwie część swojego kapitału. Bezpowrotne straty, jakie ponieśli oszukani inwestorzy, śledczy wyliczyli ostatecznie na około 136 milionów złotych.

Obaj oskarżeni byli dyrektorzy nie przyznają się do stawianych im zarzutów, na ich majątkach zabezpieczono łącznie ok. 8,6 mln zł. Skala dowodów zgromadzonych przez łódzką prokuraturę jest gigantyczna – akta sprawy, które trafiły już do Sądu Okręgowego w Warszawie, liczą blisko 1800 tomów i 14 segregatorów z załącznikami. Za stworzenie i utrzymywanie tego procederu byłym bankowcom grozi teraz do 10 lat pozbawienia wolności.

Źródło: Puls Biznesu.