W rządzie PiS mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. Ujawniono duże różnice w pensjach

Konrad Bagiński
Wszystkie polskie ministerstwa zapewniają, że kobiety i mężczyźni są równi i nie ma mowy o żadnej dyskryminacji. Tymczasem w całej rządowej administracji – która powinna być wzorem dla innych – panie zarabiają mniej od panów i rzadziej zajmują kierownicze stanowiska.
Rząd Mateusza Morawieckiego dyskryminuje ekonomicznie kobiety. Podobnie zresztą, jak większość świata biznesu. Foto: Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Jeśli chcesz mieć wysokie stanowisko w administracji centralnej powiązane z dobrą pensją, musisz być mężczyzną. Taki wniosek płynie opracowania dziennika Rzeczpospolita, który wziął na warsztat odpowiedzi ministerstw i urzędów na pytania posłów.

W Kancelarii Premiera kobieta zarabia 8,5 tys. zł brutto, mężczyzna – ponad 10 tys. zł. Mężczyźni prawie dwukrotnie częściej zajmują stanowiska kierownicze. W Centrum Obsługi Administracji Rządowej, UOKiK czy Biurze Rzecznika Praw Pacjenta pensje mężczyzn są wyższe o ok. tysiąc złotych.

W Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii średnie wynagrodzenie brutto mężczyzn jest o 5 proc. wyższe niż kobiet. Ta różnica rośnie do 15 proc., gdy weźmie się pod lupę wszystkie podmioty podległe MPiT.


Najlepiej u Tchórzewskiego
Szczególnie dziwnym przykładem jest Główny Urząd Statystyczny, gdzie kobieta może zarobić średnio o 300 złotych więcej, od mężczyzny. To niewiele, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że liczba kobiet na kierowniczych stanowiskach jest w GUS pięciokrotnie wyższa niż mężczyzn.

Kobiety zarabiają więcej jedynie w sfeminizowanych resortach – na przykład w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Mowa tylko o centrali, bo po doliczeniu pracowników podległych MEN instytucji mężczyźni i tak zarabiają lepiej od kobiet.

Najrówniejsze okazuje się Ministerstwo Energii, gdzie średnie zarobki kobiet i mężczyzn oscylują ok. 5,5 tys. zł.