Obiecywali tani węgiel, ale w ustawie są pułapki. Niektórzy zapłacą więcej

Maria Glinka
13 listopada 2022, 14:35 • 1 minuta czytania
Tani węgiel wcale nie będzie aż taki korzystny cenowo. W ustawie, która wprowadza możliwość dystrybucji surowca przez samorządy, jest bowiem kilka haczyków. Okazuje się, że niektóre koszty obywatele muszą ponieść sami. Niektórzy zapłacą za surowiec do ogrzania domu więcej niż 2 tys. zł, które obiecywał rząd.
Tani węgiel od samorządów może być droższy Fot. Jacek Dominski/REPORTER
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Węgiel od samorządów za 2 tys. zł? Niekoniecznie

Choć sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami, to nadal wiele osób nie ma czym ogrzewać się zimą. Na mocy ustawy węglowej w proces dystrybucji surowca do mieszkańców mają zaangażować się samorządy.

Zasady wskazują, że gminy, spółki gminne i związki gminne będą kupowały węgiel za maksymalnie 1,5 tys. zł. Mają go nabywać od dwóch spółek – PGE Paliwa i Węglokoksu.

Następnie samorządy mają umożliwić zakup węgla mieszkańcom. Przepisy wskazują, że obywatele będą kupowali surowiec od gmin za nie więcej niż 2 tys. zł. Jednak okazuje się, że jest kilka haczyków w ustawie węglowej, które sprawiają, że niektórzy zapłacą więcej, niż obiecywał rząd.

Niektórzy muszą ponieść dodatkowe koszty

Jeśli dany samorząd nie będzie chciał zaangażować się w sprzedaż węgla, to tym zadaniem może zająć się podmiot pośredniczący. Jednak wówczas mieszkańcy kupią węgiel za cenę maksymalną w wysokości 2,2 tys. zł za tonę.

To nie wszystko. Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) otwarcie wskazuje w instrukcji dla samorządów, że cena maksymalna nie zawiera jednej, bardzo ważnej opłaty. Chodzi o koszty transportu.

Jak tłumaczy resort, do ceny 2,2 tys. zł samorząd nie może doliczać dodatkowych kosztów, z wyjątkiem transportu. Urzędnicy wskazują, że skorzystanie z transportu nie może być warunkiem sprzedaży surowca po niższej cenie.

W praktyce oznacza to, że gmina lub pośrednik będą mogli zażądać dodatkowych pieniędzy za dowóz węgla do mieszkańca. Przepisy nie wskazują dokładnej kwoty, więc może to być nawet kilkaset złotych. Jak donosi "Fakt", Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Łodzi pobiera za dowóz 100 zł.

Tego typu konstrukcja stoi w sprzeczności z zapewnieniami rządu. Politycy przekonywali, że dzięki zaangażowaniu samorządów mieszkańcy nie będą musieli wydawać dodatkowych pieniędzy, aby dojechać do składów w innych regionach Polski. Jednak trudno wyobrazić sobie, aby mieszkaniec samodzielnie niósł 1,5 tony węgla, nawet jeśli kupi go w miejscu, w którym na co dzień przebywa.

Poza tym ustawa nie określa terminu, w jakim wniosek o preferencyjny zakup węgla ma zostać rozpatrzony. Przyjmuje się, że w trosce o klientów procedura ma być zakończona "niezwłocznie".

Kupiłeś tańszy węgiel od PGG? Z preferencyjnych zakupów nie skorzystasz

Poza tym wniosek o preferencyjny zakup węgla od samorządów będzie zawierał oświadczenie, że ani wnioskodawca, ani członek gospodarstwa domowego nie kupił paliwa stałego na nadchodzący sezon grzewczy w cenie niższej niż 2 tys. zł za tonę w ilości, którą określa rozporządzenie ministra aktywów państwowych.

W praktyce oznacza to, że po surowiec od gmin nie będą mogli zgłaszać się mieszkańcy, którzy wcześniej kupili tańszy węgiel np. od Polskiej Grupy Górniczej (PGG).

1,5 tony węgla w tym roku. Samorządy pospieszyły się z zapisami

Z ogólnych zasad wynika, że w tym roku gospodarstwo domowe będzie mogło zakupić co najwyżej 1,5 tony węgla. Po drugą partię w identycznej wielkości będzie można zgłaszać się dopiero w 2023 r.

Jak już informowaliśmy w INNPoland.pl, niektóre samorządy zaczęły zbierać wnioski od mieszkańców jeszcze przed wejściem w życie ustawy węglowej. Część mieszkańców miała zaledwie kilka dni na podjęcie decyzji, czy chcą kupić węgiel od gminy.

Czytaj także: https://innpoland.pl/186718,jakim-weglem-palic-w-piecu