Inflacja wg NBP wspierana Orlenem. Doszło do manipulacji? W sieci oburzenie

Paweł Orlikowski
30 września 2023, 12:03 • 1 minuta czytania
NBP przed wyborami wzmacnia kampanię informacyjną, w której podkreśla, że "od 6 miesięcy ceny nie rosną". W sieci oburzenie: "We wrześniu 2022 r. mieliśmy inflację na poziomie 17,2 proc. W tym roku mamy jeszcze dodatkowe 8,2 proc. Nie miejcie ludzi za idiotów, proszę" – brzmi jeden z komentarzy.
Inflacja według NBP. Doszło do manipulacji danymi? Fot. twitter.com/Jacek Dominski/REPORTER
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Trwa ofensywa Orlenu i Narodowego Banku Polskiego. Ten drugi ostatnio uraczył nas reklamą, która informuje o tym, że w kieszeniach Polaków zostaje coraz więcej. Spot nie wystarczył, teraz NBP publikuje jeszcze komunikat o tym, że ceny w Polsce nie rosną od 6 miesięcy.


W ujęciu miesiąc do miesiąca ceny faktycznie stoją w miejscu (nie wszystkie, to też efekt tzw. sezonowości, część rośnie). Jednak w skali roku właściwie wszystko zdrożało o kolejne 8,2 proc. – to pierwszy fakt. Drugi jest taki, że za zaniżenie inflacji odpowiadają też niższe od rynkowych ceny na stacjach paliw.

O kolejnym cudzie na Orlenie sporo ostatnio piszemy w INNPoland, w najnowszym artykule poruszamy kwestię paliwa brakującego dla karetek oraz tego, że biuro prasowe Orlenu woli zajmować się w tym czasie... Romanem Giertychem.

Wracając do NBP, bank centralny błyskawicznie podchwycił informacje podawane przez Główny Urząd Statystyczny. 8,2 proc. rok do roku – tyle wyniosła inflacja we wrześniu według wstępnego szacunku GUS. Ekonomiści spodziewali się spowolnienia tempa wzrostu cen na poziomie 8,3 – 8,5 proc.

We wrześniu najbardziej drożały żywność i napoje bezalkoholowe, ich ceny poszły w górę o 10, proc. O 9,9 proc. zdrożały nośniki energii. A paliwo staniało o 7 proc., i to ono odpowiada za stosunkowo niski odczyt wrześniowej inflacji.

Duży udział w zbiciu inflacji miał prezes Orlenu, Daniel Obajtek. Kierowany przez niego koncern sztucznie obniżył hurtowe ceny paliw.

NBP w dobrym humorze, Polacy już gorzej

Zdaniem Narodowego Banku Polskiego, w Polsce mamy cenową stagnację, bo od pół roku te się nie zmieniają. Taka "manipulacja" danymi nie umknęła uwadze komentujących na platformie X (wcześniej Twitter).

Bo problem polega na tym, że liczenie inflacji miesiąc do miesiąca jest niemiarodajne, z kolei daje mnóstwo możliwości do politycznego wykorzystywania danych.

Odpowiedzi na taki wpis są jednoznaczne, a poniżej pokazujemy te najbardziej łagodne.

Polsce grozi "scenariusz węgierski"

Niskie ceny, limity tankowania i tajemnicze "awarie" – chaos z paliwami w Polsce trwa w najlepsze. Ekonomista dr Sławomir Dudek ostrzega, że Polsce grozi "scenariusz węgierski". Jeśli się spełni, to po wyborach na stacjach może pojawić się nawet "ósemka" z przodu".

Mówił o tym najpierw w "Rozmowie tygodnia" INNPoland, później rozwinął jeszcze we wpisie na X.

"Zgodnie z oczekiwaniami sztucznie zaniżony, przypudrowany, centralnie sterowany wskaźnik inflacji wyniósł we wrześniu 8,2 proc. r/r. Pełna inflacja jest nadal dwucyfrowa" – przekonuje dr Dudek.

Tłumaczy też, że ukryta inflacja w Polsce to około 5-6 pkt. proc. Na potwierdzenie tej tezy wskazuje, że obowiązuje zawieszony VAT na żywność, a rząd czasowo zamroził ceny gazu i prądu.

Dodatkowo "mamy sztucznie, czasowo zaniżone ceny paliwa", a "premier nakazami centralnie steruje cenami PKP, opłatami na autostradach". Te cztery okoliczności mają sugerować, że oficjalne dane mogą różnić się od tego, ile tak naprawdę wynosi obecnie inflacja.

Ekonomista zwraca uwagę, że sytuacja w Polsce tuż przed październikowymi wyborami parlamentarnymi do złudzenia przypomina wydarzenia na Węgrzech.

"Przed wyborami sztuczna inflacja. Po wyborach wystrzał inflacji. Na Węgrzech przed wyborami ceny oleju napędowego i benzyny był sztucznie zaniżane. Prawda wyszła na jaw po wyborach" – podkreśla.

Jak wylicza po wyborach na Węgrzech ceny oleju napędowego wzrosły o 33 proc., a ceny benzyny – o 24 proc. Najbardziej podskoczyły ceny prądu i gazu, bo aż o ponad 65 proc.

"Żadnego kraju na świecie nie stać na wieczne mrożenie cen. Nie wytrzymał tego PRL, nie wytrzymały tego Węgry w ubiegłym roku i Turcja teraz. Kolejna jest Polska" – przekonuje dr Dudek.

Jego zdaniem w Polsce hipotetycznie może powtórzyć się "scenariusz węgierski". Powołuje się na analizy, które wskazują, że ceny oleju napędowego w Polsce są zaniżone o około 20 proc. "Czyżby po wyborach olej napędowy 7,5-8,5 zł?" – pyta ekonomista, ale odpowiedź poznamy dopiero w drugiej połowie października.