Miliony ludzi bawi się filtrem "Ghibli". Tak OpenAI tuczy się na naszych prywatnych danych

Sebastian Luc-Lepianka
01 kwietnia 2025, 11:46 • 1 minuta czytania
Sieć oszalała na punkcie nowych filtrów graficznych od OpenAI. Szczególną popularność zyskało naśladowanie stylu japońskiego Studia Ghibli. Przerabiane są memy, kadry z filmów, ale również prywatne zdjęcia. W taki sposób OpenAI nie tylko igra z prawami autorskimi, ale obchodzi także zabezpieczenia przed korzystaniem z naszych prywatnych zdjęć.
Świat oszalał na punkcie filtru "Ghibli". OpenAI w ten sposób dostaje nasze prywatne zdjęcia. Fot. Deposit/East News/Sam Altman/X
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Aktualizacja GPT-4o umożliwiająca przetwarzanie obrazów na pewne wybrane style podpaliła sieć.

Obserwowaliśmy dziesiątki przeróbek znanych scen, nawet politycy sięgali po to narzędzie do komentowania bieżących wydarzeń. Wiele osób skorzystało z nowej zabawki do przetwarzania prywatnych zdjęć. Nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób OpenAI zyskuje nasze prywatne dane i obchodzi m.in. europejskie obostrzenia.


OpenAI może obchodzić prawo

Problem z generatywną sztuczną inteligencją polega na potrzebie karmienia jej danymi. W USA panuje duża swoboda, ale w Unii Europejskiej mamy rozporządzenie o danych osobowych RODO.

Ale jeśli sami świadomie oddajemy swoje dane, robimy to na własną odpowiedzialność. To właśnie w ten sposób firmy takie jak OpenAI mogą obchodzić przepisy kusząc byśmy sami oddali im prywatne zdjęcia, bo wyglądały tak uroczo w wersji na japońską animację.

Tak ChatGPT dostaje dostęp do tysięcy ludzkich fotografii i grafik – do dalszej nauki i późniejszego przetwarzania. To metoda idealna – ludzie Sama Altmana nic nie muszą więcej robić, sami przynosimy im niedostępne materiały na tacy.

Na ten problem zwracają uwagę eksperci od cyberbezpieczeństwa.

"Większość osób nie zdaje sobie sprawy, że efekt Ghibli to nie tylko kontrowersja związana z prawami autorskimi, ale też PR-owy trick OpenAI w celu pozyskania tysięcy nowych, prywatnych zdjęć" – napisała na LinkedIn Luiza Javorsky, aktywistka na rzecz cyfrowej prywatności.

Problemy o prawa autorskie

Do tego dochodzą kontrowersje związane z prawami autorskimi. Wielu artystów trzyma kciuki, aby Studio Ghibli (którego założyciel, Hayao Miyazaki, ostro krytykował AI w grafice) wytoczyło prawne działa i wygrało z OpenAI.

"Bo non stop ktoś pozywa OpenAI. I szczerze, mam nadzieję, że ich te procesy dojadą" – napisała Unka Odya, autorka polskiego komiksu "Brom".

Wobec firm produkujących generatywną AI toczy się wiele postępowań sądowych o prawa autorskie. Samo OpenAI, według danych sprzed pół roku, ma tracić na tej technologii 5 mld dolarów. Procesy trwają zarówno przeciw mniejszym startupom (Cohere, Suno), jak i gigantom takim jak Meta, Google, i Apple.

Filtry a problem prywatności

Sytuacja to praktycznie deja vu z 2019 roku, gdy świat zachwycił się FaceApp do przerabiania naszych zdjęć na starsze osoby. Albo filtr "Barbie", naśladujący plakaty filmowe, okazał się zagrożeniem, przed którym ostrzegało nawet Ministerstwo Cyfryzacji.

Czytaj także: https://innpoland.pl/196751,ministerstwo-cyfryzacji-ostrzega-przed-barbie-te-aplikacje-sa-grozne