Zgadnijcie, co to jest? To jest panel kobiecy na zakończonym wczoraj ICT Summit w Warszawie - „Girls in tech CEE style”. Nie, to nie jest żart.
REKLAMA
Impreza była ogólnie bardzo dobra. Zakrojona (patrząc na stronę www) na wzór globalnego WebSummit. 50 prelegentów (w tym wielu high profile), 800 uczestników, fajnie zaaranżowana pudłami przestrzeń, tragiczny lunch (bo Stadion tak już, niestety, ma) – wszystko za free (w sensie za pieniądze polskich i unijnych podatników). Focus polożony był na rozwój ekosystemu start-upowego w Europie Środkowo-Wschodniej i innowacyjnych przedsięwzięciach biznesowych z tej części Europy. Haslo brzmiało: "World looks at Poland". Główny organizator: PARP.
I super.
Tylko, że ja piszę o kobietach.
I super.
Tylko, że ja piszę o kobietach.
A z kobietami to było tak.
Drugiego dnia o 15.00 miał się odbyć jedyny na tej konferencji panel stricte kobiecy – tematyzujący specyfikę działalności kobiet w technologiach w Europie Środkowo-Wschodniej - „Girls in tech CEE style”.
Drugiego dnia o 15.00 miał się odbyć jedyny na tej konferencji panel stricte kobiecy – tematyzujący specyfikę działalności kobiet w technologiach w Europie Środkowo-Wschodniej - „Girls in tech CEE style”.
Weszłyśmy na niego z jedną z niedoszłych, jak się potem okazało, prelegentek - Elą Madej (znaną founderką i inwestorką działającą w tej chwili już w USA). A tam na scenie w najlepsze dyskutowalo trzech panów - i nie zamierzało bynajmniej przestać. Pozostałych trzech prelegentek nie zobaczyłyśmy (podobno jedna siedziała na widowni). Organizatorzy nie byli w stanie sytuacji wyjaśnić. Nikt nic nie wiedział. A panelu jak nie było, tak się na niego nie zanosiło. Z Elą i kilkoma rozczarowanymi paniami, które również czekały na to wydarzenie zostałyśmy na korytarzu. Panowie kontynuowali obrady.
I tyle było z „Girls in tech CEE style”.
Metafora porównująca ten znikający panel z sytuacją kobiet w ICT w ogóle narzuca się w sposób wręcz wulgarnie oczywisty.
Puenta jest raczej zbędna.
