Grupa naTemat
PILNE Pomóż Polakom wygrać 250 tys. USD w międzynarodowym konkursie Chivas The Venture.

Jak szewcy z Wadowic wygrywają z globalizacją. Skórzane buty na zamówienie w cenie tanich sieciówek

Fach szewca przetrwa dzięki ecommerce.
Fach szewca przetrwa dzięki ecommerce. fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Biało czerwona flaga, choć jest wielkości paznokcia, ma krzyczeć, że to w Polsce, a nie w Chinach można produkować porządne skórzane obuwie. – Nie mogłem patrzeć, jak marnuje się ten ludzki potencjał. W Wadowicach i okolicy są tylko dwa rodzaje rodzinnych biznesów: szewcy oraz producenci mebli. Ja pochodzę z rodziny szewców, kiedy skończyłem studia zarządzania wybór mógł być tylko jeden – opowiada Adam Kubarski, założyciel sklepu internetowego Akardo.pl.

Jeśli niedawno szukaliście butów w internetowych sklepach to wyszukiwarka Google lub Facebook wyświetli wam ich reklamę. Tylko tą drogą reklamuje się ten sklep, a właściwie serwis, którym szewcy z Wadowic zbierają zamówienia na produkowane buty. Działa to tak, że wybierasz buty z kilkudziesięciu modeli, podajesz rozmiar, klikasz "zamów", a oni w ciągu 5-10 dni zrobią i dostarczą buty dla ciebie. Nie pasują? Odsyłasz za darmo, uszyją rozmiar większe, albo mniejsze.

Tacy jak oni, nie mają szans z Deichmannem czy CCC, które w Polsce sprzedają 32 mln par butów. Teoretycznie, bo demokratyczny internet szybko te szanse wyrównuje. Właśnie w momencie, gdy najwięksi sprzedawcy obniżają ceny i zbierają krytykę za to, że zlecanie na Dalekim Wschodzie mści się na podłej jakości butów, w Wadowicach postanowili zrobić na odwrót. To znaczy produkować w Polsce przy wciąż niskich cenach. Największy szok, to ten, że skórzane buty uszyte "na zamówienie klienta " mogą kosztować tyle samo lub mniej niż w tanich sieciówkach. Za zimowe trzewiki z prawdziwej skóry zapłacicie 269 zł. To cena porównywalna z CCC czy Deichmannem. Jakim cudem skoro największe firmy opierają niskie ceny o wielką skalę produkcji?
Adam Kubarski, Akardo.pl

Chcemy by nasze produkty były one dostępne dla możliwie dużej liczby osób. Sprzedajemy buty na niższej marży, zachowując bardzo wysoką jakość. Duży wpływ na cenę ma fakt, że nie mamy takich kosztów jak utrzymywanie powierzchni handlowych. Nie produkujemy na magazyn. Buty robimy dla każdego klienta indywidualnie, po złożeniu zamówienia. Czas realizacji jest dłuższy niż w innych sklepach internetowych, ale za to nasi klienci mają pewność, że buty są zrobione porządnie i przez fachowców.

Cena globalizacji
Sporo w tym racji. Buty zrobione w Chinach, a gdy i tam podrożało w Bangladeszu, kosztują u producenta tyle co nic i podobna jest ich wartość. Na ich cenę w złotówkach składają się za to koszt wynajęcia drogich metrów kwadratowych w galeriach handlowych, płace sprzedawców, w dalszej części koszty transportu do Europy, a także magazynowania i rozwożenia po sklepach w Polsce, no i marketing. W finale "butopodobny" produkt z podeszwą z utwardzanej chemicznie tektury i płyty pilśniowej kosztuje 89-120 zł. Oto efekt globalizacji, która pozwala się cieszyć zakupami nowych butów co kilka miesięcy.
Szewcy z Wadowic dobrze znają słowo globalizacja. To ona odebrała im prace na początku lat 90. Kubarski opowiada jak jedna po drugiej upadały największe firmy obuwnicze w Polsce. Każda pociągała za sobą w mrok biedy dziesiątki manufaktur dostarczających półprodukty: skóry, podeszwy i inne komponenty używane do produkcji. Kto miał trochę pieniędzy, odwagi i szczęścia próbował handlu pod własną marką. Tak powstały sklepy Wojas, Kazar czy Badura. Co ciekawe, ten ostatni pochodzi właśnie z Wadowic.

– Wychowałem się w rodzinie z szewskimi tradycjami i od zawsze miałem kontakt z tą branżą. To w połączeniu z moim dotychczasowym doświadczeniem zawodowym i zainteresowaniem tematyką e-commerce zrodziło pomysł stworzenia sklepu internetowego. Internet nie potrzebuje wielkich inwestycji. Zebrałem kilka zakładów szewskich, które robią buty specjalnie dla Akardo – opowiada przedsiębiorca.

Od 8 marca 2013 roku, kiedy ruszył sklep, w Wadowicach sprzedali już tysiące par butów. Kubarski: – Z roku na rok przychody rosną kilkukrotnie, co pomaga nam dotrzeć do coraz większej liczby osób. Najważniejszą reklamą są dla nas zadowoleni klienci, którzy robią zakupy regularnie i polecają nas swoim znajomym. Do ludzi docieramy również na Facebooku, bo tam opinie naszych klientów są najbardziej wiarygodne.

Skąd pomysły na wzory? I tu mądry Polak po szkodzie. Kilka lat temu, w Krakowie zlikwidowano ostatnie państwowe przedsiębiorstwo wzornictwa przemysłu obuwniczego – z braku zamówień, a sama firma nie miała majątku. Okazało się, że na rynku zostało jednak wielu specjalistów potrafiących zaprojektować skórzane buty zgodzie ze sztuką. Kubarski mówi, że sporo wzorów zleca właśnie takim projektantom. Niektóre sam rysuje i zleca do opracowania zgodnie z technologią.
Dobre, bo polskie
Kawiarnia w hotelu Mariott kilka pięter pod biurem prezesa firmy CCC. Dariusz Miłek popijając kawę i przegryzając ciastko udziela szybkiego wykładu o rynku. – A wie pan, że ja często noszę buty z własnej fabryki – miliarder wystawia nogę spod stołu i prezentuje skórzane sztyblety. – Tylko skóry produkowane w Polsce i skórzane podeszwy gwarantują przyzwoitą jakość. To mit, że najlepsze buty produkują Włosi. Kiedyś zamawiałem stamtąd całe kolekcje. Ile pieniędzy na tym straciłem, szkoda gadać – wzdycha. Opowiada jak mimo trendu przenoszenia produkcji na Daleki Wschód – maszyny, know-how produkcji buta, materiały, na przestrzeni lat specjalnie się nie zmieniły. Do tego część rynku przetrwała i świetnie funkcjonuje w Polsce, gdzie setki manufaktur produkują skórzane podeszwy i wyściółki do butów. Dlatego Miłek fabrykę skórzanych butów wciąż ma w Polsce. Produkuje pod przejętą przed laty marką Lasocki.

Kolejny przykład renesansu "made in Poland". Rafał Bauer, jako prezes Vistuli 15 lat temu zwalniał z pracy szwaczki w Łodzi. Wiadomo globalizacja, wszystkie koncerny odzieżowe przekierowały zamówienia na Daleki Wschód. Co z tego, że spod kołnierzyka wystawała nieobrobiona nitka. Że odpruwał się guzik przy mankiecie. Wtedy ważne było, że z ceną garniturowych koszul można było zejść w okolice 100 zł. Minęły lata i swoje menedżerskie winy Bauer odkupuje w Próchniku (producent kurtek, koszul, garniturów). – 100 tys. ludzi w Łodzi przetrwało złe czasy globalizacji i dziś nadal są w stanie podjąć się produkcji świetnych jakościowo wyrobów. Cała kolekcja Próchnika powstaje w Polsce, a doświadczenie pokazuje, że klienci gotowi zapłacić trochę wyższą cenę za to, że ubierają się rzeczy produkowane w Polsce. Uważam, że to świetny pomysł na promocję – mówi dziś Rafał Bauer.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
BiznesFirmyPrzemysł
Skomentuj