Bez 150 tysięcy do aplikacji mobilnej nie podchodź – radzi ekspert. Oto przewodnik dla tych, którym marzy się drugi Uber

O własnej aplikacji mobilnej marzą przedsiębiorcy i biznesowi debiutanci. Koszty są jednak takie same dla wszystkich.
O własnej aplikacji mobilnej marzą przedsiębiorcy i biznesowi debiutanci. Koszty są jednak takie same dla wszystkich. Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Jednym marzy się aplikacja mobilna dla własnej firmy, drudzy chcą uruchomić dodatkową działalność obok posiadanego biznesu, dla innych jest to debiut w biznesie. Trudno się dziwić: 60 proc. Polaków używa już smartfonów, średnio przeciętny użytkownik urządzenia mobilnego ściągnął 120 aplikacji, z których trzydziestu w miarę regularnie używał. Wiosną ubiegłego roku wartość polskiego rynku m-commerce szacowano już na 2,5 mld złotych. Przy czym wdarcie się na ten rynek również oznacza koszty – i z tygodnia na tydzień jest coraz trudniejsze. Ile przeznaczyć na taki rynkowy debiut i jak dobrze wydać te pieniądze – radzi w rozmowie z INN:Poland Bartosz Pieślak z firmy itCraft.

1. Nie bój się upublicznić pomysłu


Trudny bywa już nawet pierwszy krok. – Bardzo wielu potencjalnych klientów przysyła do firm IT zapytania, które często sprowadzają opis aplikacji do czterech czy sześciu zdań. Nie można w ten sposób opisywać inwestycji, na którą chcemy przeznaczyć kilkadziesiąt – a zazwyczaj znacznie więcej – tysięcy złotych – mówi nam współzałożyciel itCraft. Może obawiają się ujawnienia swoich tajemnic czy świetnego pomysłu? – Wtedy pierwszy krok jest oczywisty: podpisujemy umowę o poufności, to jest standardowa procedura w sektorze IT – ripostuje Bartosz Pieślak.

2. Bądź w 100 proc. przygotowany


Jego zdaniem, ruszając do firm informatycznych z zapytaniem ofertowym, klient powinien włożyć w to zapytanie sporo pracy – zbadać rynek; sprawdzić, czy nie istnieje podobne rozwiązanie; przemyśleć, jaka powinna być główna zaleta i najważniejsza funkcjonalność tej aplikacji; zidentyfikować jej adresatów i model biznesowy, w jakim klient chciałby na aplikacji zarabiać, jeżeli już. – Do takiej inwestycji trzeba się przygotować, jak do prowadzenia każdego przedsiębiorstwa. Nikt za nas nie odwali tej roboty na wstępnym etapie – kwituje lapidarnie.

Brak odpowiedniego przygotowania może się okazać barierą, jeszcze zanim ruszą jakiekolwiek prace. – Firmy IT mają w tej chwili tak wiele zapytań w ciągu miesiąca, że te, które nie wyglądają na przemyślane, są odrzucane na starcie. Na nieprzygotowanych klientów poświęca się mnóstwo czasu, a tak niewiele zazwyczaj z tego wynika. A przecież te pierwsze godziny są z reguły czasem poświęconym bezpłatnie – mówi Pieślak, podkreślając, że w jego przypadku klienci mogą skorzystać z profesjonalnego wzorca do wypełnienia. - Jeżeli oczekujemy od firmy kilku czy kilkunastu godzin na dzień dobry, w ramach analizy zapytania, musimy pokazać, że sami przygotowaliśmy się do tematu – dodaje.
Mało tego, jak twierdzi menedżer itCraft, część firm informatycznych w ogóle odmawia rozpatrywania zapytań od osób prywatnych, a nawet takich, które nie zostały przygotowane przez istniejące już spółki. – Jeżeli ktoś jest na etapie zalążkowym: jestem Kowalski, student bez pracy i działalności gospodarczej – to firma z góry zakłada, że 99 proc. takich zapytań nie ma szans powodzenia. I odpowiada: interesuje nas tylko obsługa spółek – uprzedza.

Jedni chcą rozbudować swoją dotychczasową działalność. Inni mają pomysł na coś dodatkowego, czym się wcześniej nie zajmowali. – Przykładowo, zgłosił się do nas właściciel agencji marketingowo-reklamowej, który miał pomysł na start-up z branży usługowej w sektorze medycznym, czyli temat kompletnie oderwany od wcześniejszej działalności. Albo mamy przedsiębiorcę z branży transportowej z Ameryki, który na co dzień zajmuje się wielkimi truckami i wymyślił aplikację dedykowaną dla kierowców takich wehikułów. I to też nie będzie część jego firmy, to apka adresowana do kierowców na całym świecie. Mamy w końcu inwestorów z Australii: klub biznesowy, który przychodzi do nas z pomysłami swoich członków, nad którymi obejmuje on swój patronat – wymienia Pieślak.

3. Przygotuj 150 tys. zł na start


Bardzo często, mimo różnego charakteru czy przeznaczenia aplikacji, koszty początkowej inwestycji bywają zbliżone. Bartosz Pieślak szacuje je na ok. 150-200 tysięcy złotych netto. Można je jednak kilkakrotnie zbić – do poziomu np. 50 tys. złotych. – W takim budżecie można spróbować coś wyprodukować – zastrzega. – W takim scenariuszu tworzy się MVP, minimum viable product, czyli wersję zaprojektowaną wyłącznie na jedną z dostępnych platform, np. Androida lub iOS. Rezygnuje się wtedy z dodatkowych, generujących koszty funkcjonalności. Chodzi o to, by zbadać przy relatywnie niskim koszcie, czy produkt ma szansę serio chwycić. Lepsze to niż burza mózgów po prezentacji – dorzuca.

Ponadto, zainwestowanie 50 tysięcy złotych w MVP – przy np. 150 tysiącach, jakie trzeba byłoby wyłożyć na całość produktu – wcale nie musi oznaczać, że MVP będzie robić gorsze wrażenie na testujących go użytkownikach niż pełna wersja apki. – Często w fazie MVP okazuje się, że dalszy rozwój powinien być inny niż zaplanowany, bo użytkownicy zgłaszają swoje uwagi i wynika z nich konieczność wprowadzenia nieprzewidzianych zmian – podkreśla.
Ale większość klientów chce mieć funkcjonalną całość, jak najszybciej: klienci chcą produktu „na wczoraj”, żeby ubiec konkurencję. – Wtedy rozsądnym kompromisem między liczbą funkcjonalności, a czasem dotarcia na rynek, są projekty trwające około trzech, do trzech i pół miesiąca. Tyle zajmuje efektywne przepracowanie projektu w kilkuosobowym zespole, przy udziale programistów tworzących aplikacje pod platformy Android, iOS czy www. W takich warunkach koszt stworzenia aplikacji lokuje się na poziomie 150-200 tysięcy złotych – szacuje Pieślak.

4. Rozsądnie podziel wydatki


W tej cenie są najważniejsze nakreślone przez klienta scenariusze. Pieniądze dzieli się wówczas mniej więcej w następujący sposób: 20-30 proc. całego budżetu jest przeznaczone na elementy takie, jak mapy UX, motywy graficzne oraz rozrysowanie i opisanie wszystkich ekranów apki. Połowę budżetu pochłania produkcja, wreszcie 15 do 20 proc. – kompleksowe testy.

"Chcę własnego Ubera"
Drogo? Tanio? Zależy jak porównywać. Zdaniem współzałożyciela itCraft, to budżet dostosowany do potrzeb profesjonalnego start-upu działającego na polskim rynku. Jednocześnie to kilkakrotnie mniej niż np. za Atlantykiem – tam widełki są podobne: 150-200 tysięcy, tyle że w dolarach. – Jeżeli na rynku amerykańskim chcesz zrobić start-up w modelu społecznościowym, przygotuj 150 tysięcy dolarów. Jeżeli myślisz już o modelu biznesowym, gdzie w rachubę wchodzą płatności elektroniczne, fakturowanie i rozliczenia, pomyśl o przygotowaniu 250 tysięcy dolarów – wylicza.

Przy czym, koszty rzędu 150-200 tysięcy złotych to budżet w fazie seed, a więc pierwotnej wersji aplikacji. Jeżeli pomysł „chwyta” – wymaga dopalacza, pozwalającego np. na skalowanie, a więc przygotowanie nowych funkcjonalności lub wersji językowych na kolejne rynki. – Bardzo często klienci deklarują: „chcę zrobić aplikację podobną do Ubera, ile to będzie kosztować?” – opowiada Pieślak. – Tak bogato robionych inwestycji, z wielkim rozmachem, jest w Polsce stosunkowo niewiele. Wystarczy spojrzeć choćby na Ubera, ten projekt był „dopalany” wielomilionowymi kwotami, z implementacją np. modelu popyt-podaż, kiedy cena przejazdu może się różnić w zależności od stopnia popytu na usługę. To projekt liczony w milionach dolarów – studzi zapał menedżer itCraft.


5. Przeprowadź solidne testy


Tymczasem żaden mobilny start-up nie jest na początku realizowany w takim budżecie, wyjąwszy może gry mobilne – zastrzega. – Musimy brać pod uwagę, że obecnie użytkownicy mają dostęp do wielu fajnych aplikacji, stają się wymagający i krytyczni w stosunku do produktu, który nie jest odpowiedniej jakości. Jeżeli aplikacja mu się zawiesi, wywali czy rozjedzie się jej wygląd, od razu w AppStore czy Google Play pojawi się komentarz: to jest do bani – mówi Pieślak. – A to zniechęci kolejnych użytkowników, zaś aplikacja, mająca mało pobrań, zostanie przez algorytm zepchnięta na koniec listy najciekawszych sugestii dla poszukujących czegoś takiego użytkowników. Kto szuka aplikacji po słowach kluczowych, dostaje na początek aplikacje wysokiej jakości – z dużą ilością pobrań, niską ilością odinstalowań. Warto dbać o to, by nawet MVP było na wysokim poziomie – wyjaśnia.

Testy obejmują różne platformy i technologie, prowadzone są na fizycznych urządzeniach (w itCraft np. na kilkunastu modelach rozmaitych urządzeń mobilnych). Trzeba sprawdzić apkę przy rozmaitych rozdzielczościach i systemach operacyjnych, na różnej jakości sprzęcie, również przy utracie sygnału internetowego. Trzeba sprawdzić, jak przenoszą się dane przy przenoszeniu ich na inne urządzenie, czy system płatności wszędzie działa prawidłowo. Automatycznie testują programy, manualnie – testerzy.

Do tego dochodzą stress-testy, testy wydajnościowe: na zachowanie aplikacji, gdyby nagle zaczęło z niej korzystać milion użytkowników. Wreszcie, na ostatnim etapie, apkę testuje sam klient – a jego uwagi są na bieżąco wprowadzane. W pozytywnym scenariuszu aplikacja podbija rynek – mogą pojawić się inwestorzy, nowe funkcjonalności, wersje na nowe rynki. Ale to już kolejna historia, z zupełnie innymi liczbami.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...