Mr Złotówa doradza Polakom, jak zarabiać na... bankach. Sam potrafił zaoszczędzić 15 tysięcy złotych

Mr Złotówa - bloger, który mówi nam jak zarobić na bankach
Mr Złotówa - bloger, który mówi nam jak zarobić na bankach bankobranie.blogspot.com
Na założeniu konta w banku można zarobić nawet 300 - 400 złotych. Na kupowaniu określonych produktów i płaceniu kartą - kilka procent wartości zakupów. Za skorzystanie z promocji można dostać voucher, gotówkę lub prezent. Rekordziści zarabiają nawet ponad 1000 zł miesięcznie. Rozmawiamy z Mr Złotówą, który zna każdy sposób, jak zarobić na banku.

Kim w ogóle jest Mr Złotówa?
Lepszego określenia niż Mr Złotówa w obliczu tematyki, którą podejmuję na blogu Bankobranie, nie ma. Co by w tym przypadku dało moje imię i nazwisko? Zupełnie nic. Prowadząc bloga skupiam się przede wszystkim na bankowych promocjach, na prześwietlaniu najlepszych produktów bankowych. Promuję tematykę, nie siebie. Także pewną filozofię życiową, która za tym pseudonimem się kryje.

Jestem Złotówą z jeszcze jednego powodu. Ja nie tylko opisuję i teoretyzuję na temat promocji, ale też aktywnie z nich korzystam. Na blogu opisuję swoje własne doświadczenia. Dla swoich czytelników jestem Mr Złotówą, ale banki znają tylko moje imię i nazwisko bez pseudonimu.

W przypadku jakichkolwiek komplikacji na linii bank – klient nie mogę więc liczyć na żadną taryfę ulgową, wyjątkowe traktowanie. Nikt nie wie, że może potraktować mnie inaczej, niż zwykłego Kowalskiego, bo mogę napisać na przykład coś negatywnego o danym banku. Albo bardziej pozytywnego, niż należy. Prowadząc bloga jestem jednocześnie jednym z wielu, którzy aktywnie korzystają z promocji bankowych.

To jest w zasadzie blog amatorski?
Prowadzę go sam od A do Z, nie mam sztabu pracowników, współpracowników, wszystko przygotowuję samodzielnie. Skupiam się na treści, na przekazie merytorycznym. Być może brakuje nieco lepszej grafiki, takiej otoczki profesjonalizmu serwisu, ale nie to jest moim celem. Najważniejsza jest tematyka i to się sprawdza.


Skąd się wziął Mr Złotówa i pomysł na Bankobranie?
Zostałem wychowany w takich ideałach, że do pieniędzy podchodzi się z szacunkiem. Zawsze uważałem na to ile wydaję i w jaki sposób. Kiedy rozpoczynałem studia, założyłem sobie konto bankowe, byłem zadowolony. Zapewniono mnie, że konto będzie prowadzone na zero złotych, bez kosztów. Po mniej więcej roku dostałem telefon od mamy, że przyszło pismo z banku odnośnie windykacji zadłużenia, mocno niezrozumiałe. Trochę się wystraszyłem, że może ktoś wziął na mnie kredyt, różne sytuacje się zdarzają.

Okazało się, że została pobrana opłata roczna za użytkowanie karty i powstało na nim zadłużenie. Nieduże, ale jednak. To mi dało do myślenia, bo podszedłem do tematu nieodpowiedzialnie, nie wczytując się w regulamin i tabelę opłat i prowizji, wierząc na słowo doradcy w oddziale. W tym momencie postanowiłem, że z umowami będę postępował tak, jak należy – szczegółowo je czytał i weryfikował. Potem pojawiła się jakaś promocja bankowa, z której skorzystałem już w pełni świadomie. Dla studenckiego budżetu te kilkadziesiąt czy sto złotych było fajnym wsparciem.

Skończyłem studia, założyłem rodzinę, gospodarstwo domowe, pojawiły się większe przychody i większe wydatki. Pojawiały się też kolejne okazje. Na przykład w jednym z banków miałem 10 proc. zwrotu pieniędzy za wydatki na paliwo. Dzięki temu oszczędzaliśmy kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Kiedy zwroty za różne wydatki doszły do poziomu 200 zł miesięcznie powiedziałem sobie „dlaczego by się tą wiedzą nie podzielić z innymi”? Opowiadałem o tym znajomym i rodzinie, niektórzy łapali się za głowę, dziwiąc się, że w taki sposób można zarabiać.

Założyłem więc bloga i okazało się, że nie jestem sam, że czytelnicy napływają, dzielą się informacjami i też zarabiają. Wokół bloga zbudowała się społeczność, służąca wymianie opinii i doświadczeń między „bankobiorcami”.

Jakie studia skończył Mr Złotówa?
Zupełnie niezwiązane z ekonomią czy bankowością. Politologię.

Czy Mr Złotówa zarabia też na promowaniu produktów bankowych wśród swoim czytelników?
Przy niektórych produktach jest możliwość ich polecania – powszechna i znana, nie jest to wiedza dostępna na przykład tylko dla blogerów. W jednym z banków pojawił się ostatnio taki program, polecającym może być każdy, kto posiada w nim konto. I ja również w tego korzystam, polecając konto czytelnikom, dzieląc się kodem, który jest niezbędny do skorzystania z promocji. Działa to w dwie strony, bo osoba zakładająca konto w tym banku również zarobi, korzyści są więc obopólne.

Na czym zarabia Mr Złotówa?
Po pierwsze – ja normalnie pracuję. Po drugie, korzystam z promocji bankowych i na nich zarabiam. A po trzecie, faktycznie mogę polecać niektóre usługi i to jest dodatkowy dochód, generowany bezpośrednio przez blog. Ale co ważne – raportując swoje wyniki zarabiania na bankach, nie uwzględniam w nich dochodów z bloga.

Pisząc o bankobraniu przedstawiam sytuację taką, jaka ona jest, z punktu widzenia najnormalniejszej rodziny, gospodarstwa domowego, w którym jest dwoje dorosłych i jedno dziecko. Koszty utrzymania tego gospodarstwa i jego przychody są pewnie takie same jak w większości polskich domów. I tak samo jest z profitami, które można uzyskać z promocji bankowych.

Czy banki nienawidzą Mr Złotówy? A może Mr Złotówa nienawidzi banków?
Absolutnie nie! Nie ma takiej możliwości. Ja wychodzę z założenia – i to jest też podstawa bankobrania – że w relacji między bankiem a klientem musi być równowaga. Obie strony są takimi samymi podmiotami w umowie i zarówno na banku, jak i kliencie ciążą pewne prawa i obowiązki. Kluczowe jest to, by te dwie strony akceptowały się wzajemnie i respektowały umowy. Klient nie może bezrefleksyjnie akceptować tego, że bank naliczył mu jakąś opłatę, musi się odwoływać i reklamować w sytuacjach spornych.

A samo bankobranie jest pozytywnym przykładem dobrej współpracy. Jeśli Mr Złotówa albo jakikolwiek inny klient spełni warunki promocji, to dostaje prezent.

Bankom zależy na pozytywnym wizerunku. Mi z kolei zależy na tym, żeby pokazywać Polakom, że banki nie są takie złe, że nie muszą z każdej strony próbować nas podskubać. Ale też musimy być czujni, banki zmieniają tabele opłat i prowizji, wprowadzają nowe regulaminy. A najgorsze co my możemy zrobić, to machnięcie ręką na te zmiany, obojętność. Nie, trzeba to śledzić i bazie tej świadomości podejmować odpowiednie decyzje.

Dlaczego banki robią takie promocje?
Bo dla nich jest to najlepszy i najbardziej efektywny sposób dotarcia do klientów. Banki wydają olbrzymie pieniądze na marketing, różnego rodzaju reklamy. To są bardzo duże kwoty, ale trudno zmierzyć efekty na przykład reklamy telewizyjnej. Nie wiadomo ilu klientów, którzy przyszli do oddziału zostało zachęconych reklamą czy billboardem. A może ktoś wszedł, bo ma blisko? Komuś innemu polecił go ktoś z rodziny czy przyjaciół.

Jak znajduje się takie atrakcyjne oferty?
Promocje bankowe w większości przypadków nie są reklamowane, nie ma drogich spotów w telewizji, nie ma billboardów czy reklam w prasie. Informacje docierają do zainteresowanych przez rekomendacje albo za pośrednictwem takich mediów jak Bankobranie. W ten sposób bank ponosi koszt dopiero wtedy, gdy pozyska klienta. Gdy założy konto albo podejmie określoną aktywność – zapłaci kartą, na konto wpłyną środki etc. – dostaje gratyfikację. Co więcej – dzięki tej nagrodzie bank ma zadowolonego i pozytywnie nastawionego klienta. Konto każdy musi mieć, ale fajniej jest dostać na początek 100 czy 200 zł albo jakiś prezent.

Zdarza się, że klienci przychodzą tylko po nagrody a potem opuszczają dany bank?
Nie, w wielu przypadkach banki potrafią tych klientów zatrzymywać. Oferują kolejne atrakcyjne produkty – lokaty dla mających oszczędności, może wygodna bankowość mobilna. Klienci mają bardzo różne oczekiwania i potrzeby, więc i tych „zakotwiczeń” może być sporo. Zwłaszcza teraz, gdy wiele banków wprowadza podwyżki, wielu klientów szuka nowego banku i jest spora szansa, że skusi ich miły gest.

W ilu bankach Mr Złotówa ma konta?
Bardzo trudne pytanie. Rok temu, na drugą rocznicę bloga podsumowywałem w ilu bankach te konta posiadam bądź posiadałem. Wyszło ponad 20. Teraz razem z żoną mamy kilka kont w różnych bankach.

Czy to nie wymaga sporej ekwilibrystyki, żeby pamiętać, że tu trzeba spłacić kartę, tu zrobić przelew, tam zrobić zakupy na określoną sumę?
W komentarzach moich czytelników często pojawia się ten wątek, zwłaszcza u tych, którzy zaglądają do mnie po raz pierwszy. Jak w tym wszystkim się połapać i jak tym zarządzać? To przychodzi z czasem i każdy ma własny sposób na zarządzanie portfelem. Jeden rozpisuje sobie wszystko na kartce i co jakiś czas siada i odhacza to, co zrobił i co zostało do zrobienia. Inni prowadzą specjalny arkusz w Excelu, inni ustawiają sobie przypomnienia w kalendarzu w telefonie.
Ja pochwaliłem się tym, że w trzy lata zarobiłem w ten sposób prawie 15 tysięcy złotych. Mogłoby się wydawać, że to jakaś niesamowita machina, codziennie otwieram i zakładam konta. Tak nie jest. W listopadzie i grudniu założyłem po jednym koncie, w styczniu i lutym żadnego.

Wiele z tych promocji nie polega na tym, że nagroda jest wypłacana jednorazowo, ale jest rozłożona na jakiś czas, kilka miesięcy. Jeśli założone konto owocuje zwrotami po kilkadziesiąt złotych miesięcznie, to jest to fajne wsparcie dla domowego budżetu. I nie jest skomplikowane. Na przykład – żeby mieć zysk z jednej karty, muszę wydać za jej pomocą min. 500 zł miesięcznie. Przelewam na nią tę sumę z lekką górką, wkładam do portfela i normalnie z niej korzystam. Dzięki bankowej aplikacji na bieżąco wiem, ile wydałem i jaki jest stan konta. Jak wydam te 500 zł, to odkładam kartę do szuflady i korzystam z kolejnej, która owocuje jakimiś gratyfikacjami.

Bardzo ważne jest to, by podczas korzystania z tych promocji nie rzucić się na zbyt dużą ich liczbę. Ja zaczynałem od jednego konta, ich później przybywało, dopasowywałem liczbę kont i kart do potrzeb swoich i rodziny. Im więcej zarabialiśmy i wydawaliśmy, tym na większą liczbę tych produktów mogłem sobie pozwolić a to z kolei przełożyło się na większe zyski. I nie jest to specjalnie trudne do ogarnięcia.

Czy taka zabawa z kontami jest dla każdego, przeciętnego Polaka, czy trzeba zarabiać naprawdę sporo, by móc żonglować produktami?
Bankobranie jest dla każdego. To nie jest tak, że może sobie na nie pozwolić tylko ktoś, kto ma dużo pieniędzy. jeśłi ktoś ma mało pieniędzy, to te dodatkowe sto złotych będzie dla niego dużym wsparciem. Do każdej sytuacji należy podejść indywidualnie. Oczywiście ten, kto obraca większymi pieniędzmi, uzyska więcej, ale nie ma też jakiegoś minimalnego limitu, który pozwalałby na efektywne i aktywne korzystanie z promocji.

Spotykam się często na moim blogu z takimi sytuacjami, że ktoś zarobił kilkaset czy nawet tysiąc złotych na promocjach bankowych. Pojawia się komentarz „o, duża kwota, w moim przypadku było to zaledwie 100 złotych”. Nie ma czegoś takiego, że tysiąc to dużo a sto to mało! Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji, od danego gospodarstwa domowego. Jeśli ktoś ma małe dochody, to jest jasne, że będzie miał mniejsze wydatki i mniej otrzyma na przykład z promocji typu moneyback. Ale zyska te kilkadziesiąt złotych miesięcznie, które w jego skromniejszym budżecie będzie bardzo fajnym zastrzykiem finansowym.

Bankobranie jest więc naprawdę dla każdego. W większości przypadków warunki do spełnienia nie są wyśrubowane, nie ma wymogu wpływu na konto wynagrodzenia od pracodawcy, za wyjątkiem takich produktów jak karta kredytowa. Można sobie przelewać pieniądze między własnymi kontami w różnych bankach, tej kwoty też nie zamrażamy na cały miesiąc, aktywnie z nich korzystamy.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...