Przetrwał Niemców i Stalina, nie wytrzymał gierek inwestorów. Piwa z tego browaru się nie napijesz

Browar w Połczynie od pół roku nie warzy piwa. Jego prezes, Jaromir Kaczanowski tłumaczy, że to przez przedłużające się negocjacje inwestorów
Browar w Połczynie od pół roku nie warzy piwa. Jego prezes, Jaromir Kaczanowski tłumaczy, że to przez przedłużające się negocjacje inwestorów mat. prasowe
Podczas gdy cała Polska zachwyca się piwami z lokalnych browarów, połczyńscy piwowarzy od pół roku są na przymusowym urlopie. Dlaczego? Bo z inwestycji wycofał się brytyjski inwestor, a nowi (tym razem Czesi) składają obietnice, ale nie palą się do przejęcia firmy. Browar w Połczynie-Zdroju znajduje się w coraz gorszych tarapatach.

Z rynku powoli znika znakomite piwo „Połczyńskie Zdrojowe” i „Słodowe”. Zdaniem wielu osób ich siłą była przede wszystkim świetna woda, na której warzone było piwo w Połczynie-Zdroju. Ponurym paradoksem jest fakt, że Połczyn zawdzięcza ją właśnie browarowi. Pod koniec XIX wieku jego ówczesny właściciel zbudował wodociąg na potrzeby zakładu i użyczył go również miastu.



Po 1989 roku browar w Połczynie radził sobie różnie. Na początku lat 90. stał się częścią firmy warzelniczej Brok, która powstała na bazie Koszalińskich Zakładów Piwowarskich. Brok miał pod swoją pieczą browary w Koszalinie, Słupsku i Połczynie. Ale i on sam stał się łakomym kąskiem dla zachodnich inwestorów i na początku XXI wieku trafił na krótko do spółki Holsten, która sprzedała go browarowi Strzelec.
Inwestorzy przestali przerzucać połczyński browar z rąk do rąk w roku 2004, ale wtedy był mało wart. Dlaczego? Bo przez 5 lat nie mógł produkować piwa – tak stanowiły umowy. Stał się więc rozlewnią wody mineralnej. A potem znów ruszyła karuzela. W roku 2007 dzięki czeskim inwestorom w browarze ruszyło warzenie, ale wytrwali oni jedynie do 2010 roku.

Wtedy z pomocą przyszedł brytyjski fundusz Chilton Investment Company, który według zapowiedzi zainwestował środki na okres kilku lat. Czas minął i przyszłość Połczyńskiego znowu stanęła pod znakiem zapytania.

– Sytuacja browaru skomplikowała się w momencie planowanych wcześniej zmian na poziomie głównego akcjonariusza. Obecny właściciel, czyli fundusz inwestycyjny, z góry zakładał wyjście z tego biznesu po pięciu, maksymalnie sześciu, latach i poczynił ku temu stosowne kroki. Czeski nabywca, który nie chce ujawniać się publicznie, mimo podpisanych umów nie dokonał ich rozliczenia, za główny powód podając przedłużające się bankowe procedury KYC (know your customer) – mówi w rozmowie z INN:Poland Jaromir Kaczanowski, prezes połczyńskiego browaru.
Wszystko to nie byłoby wielkim problemem, gdyby nie blokada środków obrotowych firmy.

– Kredyt obrotowy i faktoring dla browaru wspierany był gwarancją i niestety po braku jej wznowienia obie usługi nie zostały przedłużone, co było bezpośrednią przyczyną konieczności wstrzymania produkcji – dodaje Kaczanowski. Zabezpieczanie kredytu obrotowego gwarancją de minimis jest popularną procedurą wśród wielu firm. W przypadku browaru została cofnięta, dzieje się tak m.in. w przypadku zmiany właściciela, gdyż gwarant (Bank Gospodarstwa Krajowego) musi w takim przypadku ponownie rozważyć jej udzielenie.

Z kolei procedury KYC to po prostu konieczność dobrego poznania klienta przez bank. Z jednej strony chodzi o zrozumienie jego potrzeb, z drugiej zaś o sprawdzenie, czy klient nie pierze brudnych pieniędzy bądź nie finansuje podejrzanej działalności.

Mimo wszystko brytyjscy inwestorzy zrobili w połczyńskim browarze sporo dobrego. Fundusz inwestycyjny najpierw był pożyczkodawcą firmy, potem stał się jej właścicielem. Dzięki niemu browar stał się znowu cenioną marką na krajowym rynku i stopniowo zwiększał produkcję. Nie jest to łatwe w sytuacji, gdy prawie cały tort dzielą między siebie wielkie koncerny piwowarskie. Jeszcze w 2106 r. produkował ok. pół miliona hektolitrów w skali roku.

Piwo trafiało na sklepowe półki pod różnymi nazwami, bo połczyński browar zajmował się również warzeniem tzw. marek własnych. To niedrogie piwa, które nie mają silnych brandów, kuszą za to ceną i dostępnością w supermarketach czy dyskontach. Mimo to browar coraz silniej zaznaczał swoją pozycję, głównie dzięki markom Połczyńskie Zdrojowe i Słodowe, które trafiały na ogół na półki z piwami regionalnymi i rzemieślniczymi.Co ciekawe, ok. 10 proc. produkcji browaru szło na eksport, głównie do Skandynawii, Wielkiej Brytanii czy Litwy a nawet do Emiratów Arabskich i na rynki Afryki.

Z Połczyna co jakiś czas docierają informacje o planowanym wznowieniu produkcji piwa. Było ich już w tym roku kilka, ale tak naprawdę wszystko zależy od Czechów.
– Na dzień dzisiejszy wznowienie warzenia planowane jest przed 10 lipca, zaś sam czas procesu wyjścia funduszu pozostaje kwestią otwartą… – mówi nam prezes.

Niestety sytuacja browaru jest również obciążeniem dla połczyńskiej społeczności. W miasteczku mieszka niewiele ponad 8 tysięcy mieszkańców, każde miejsce pracy jest na wagę złota a browar do tej pory był dobrym pracodawcą.

– Na koniec roku zatrudnialiśmy około 130 osób, dziś na etatach jest nadal ponad 70. Jest grupa osób: zarząd, dyrekcja, księgowość, kadry, główni mechanicy, kierownicy działów, ochrona, którzy pracują mimo przestoju, gdyż wynika to z naturalnych potrzeb egzystencji firmy. Pozostali pracownicy przebywają na różnego rodzaju formach urlopów, bądź nie zostały przedłużone im umowy terminowe. Oczywiści po wznowieniu produkcji jak najbardziej zwrócimy się do nich z zapytaniem o chęć powrotu – zapewnia Kaczanowski.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...