Morawiecki zarzeka się, że firmy same chcą płacić wyższe podatki. Nic dziwnego, po takim zachowaniu urzędników

Fiskus chciałby znaleźć każdą niezarejestrowaną na kasie fiskalnej transakcję.
Fiskus chciałby znaleźć każdą niezarejestrowaną na kasie fiskalnej transakcję. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
„Duże przedsiębiorstwa same się zgłaszają, że chcą zapłacić więcej podatku” – dowodził wicepremier Mateusz Morawiecki na antenie TVP. „Las rąk”, „znajomi pytają: kiedy podwyżka podatków, bo chcieliby płacić więcej”, „przy płaceniu VAT zaokrąglam w górę do pełnych setek, by było na reformy” – odpowiedzieli mu internauci na Twitterze. Można się przerzucać argumentami i kąśliwymi uwagami bez końca, ale jedno nie ulega wątpliwości: inspektorzy fiskusa wzięli się ostro do roboty, a wkrótce za dyscyplinę podatkową będą też odpowiadać... policjanci i strażnicy miejscy.

Śruba dokręcona, kości zatrzeszczały. Według danych, jakie ministerstwo finansów przekazało dziennikowi „Rzeczpospolita”, w pierwszym półroczu 2017 roku fiskus zakwestionował straty podatkowe „wykreowane przez podatników za pomocą cen transferowych” na kwotę 917 mln złotych. Potężny skok, zwłaszcza, że w całym 2016 roku było to 458,6 mln złotych.



Rzecz jasna, chodzi o tzw. optymalizację podatkową: przez długie lata był to sposób na takie zwiększanie kosztów, by ostateczny podatek do zapłaty był minimalny. Służyły do tego m.in. transakcje między powiązanymi podmiotami w grupie kapitałowej, dzięki którym np. jedna spółka mogła „kupić” u drugiej usługi doradcze czy choćby licencję na użytkowanie brandu. Koszty rosły, podstawa opodatkowania spadała, w efekcie globalne korporacje płaciły nad Wisłą po kilka milionów podatku.
Gdzie drwa rąbią...
Tyle że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy inspektorzy podatkowi „weszli” w temat i to, najwyraźniej, na całego. Na ich celowniku znalazły się właśnie wspomniane transakcje między powiązanymi spółkami i to, czy ich koszty odpowiadają rynkowej średniej, czy też nie. Kilka lat temu zobowiązania nakładane na firmy, wynikające z zakwestionowania kosztów transakcji, sięgały w najlepszym przypadku kilkunastu milionów złotych. W zeszłym roku kwota ta była... dziesięciokrotnie wyższa, sięgnęła 166 mln złotych. Jednocześnie nastąpiło znaczne zwiększenie kwot doszacowań dochodu i zmniejszenie strat wykazywanych przez podatników.

Stopniowe zmiany w podejściu fiskusa do tego typu praktyk zaczęły się najprawdopodobniej jeszcze w 2014 roku. „Organy podległe Ministrowi Finansów nie przeprowadziły wystarczających i skutecznych działań mających na celu zapobieganie uchylaniu się od opodatkowania przez podmioty z udziałem kapitały zagranicznego, poprzez transferowanie dochodów poza polski system podatkowy” – wytykała wówczas inspektorom fiskusa Najwyższa Izba Kontroli.

Ostatnie lata to jednak czas daleko idących zmian. – Praktycznie od początku 2015 roku obserwujemy wyraźną intensyfikację działań kontroli skarbowej – opowiadał INN:Poland Przemysław Antas, radca prawny i doradca podatkowy. – Zresztą wystarczy sprawdzić statystyki, dotyczące średniego okresu trwania postępowania skarbowego. Z mojego doświadczenia wynika, że postępowania kontrolne może teraz trwać od sześciu miesięcy do nawet dwóch lat – kwitował. Nic więc dziwnego, jeżeli w niektórych przypadkach firmy rezygnują z dochodzenia swego przed sądami.
Przy okazji, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Fiskus, ścigając oszustów podatkowych, np. uczestniczących w karuzelach VAT-owskich, potrafią dopaść też firmy, które w karuzeli znalazły się – mniej lub bardziej – przypadkowo. – Jest w branży takie przeświadczenie, że organy skarbowe idą tu po najmniejszej linii oporu i przychodzą do uczciwych firm, które mają pieniądze i nigdzie nie uciekną – kwitował Antas.

Krok za krokiem wojna o niezapłacone podatki schodzi pod strzechy. Kilkutysięcznymi karami skończył się tegoroczny Festiwal Smaku, na który nalot zrobili wysłannicy ministerstwa finansów – w sumie trzy „lotne brygady” z Warszawy, Łodzi i Bydgoszczy. Kilka dni później sytuacja powtórzyła się na innej regionalnej imprezie dla smakoszy domowej kuchni. Wkrótce takie naloty staną się polską codziennością: ministerstwo finansów chce nadać kompetencje urzędników skarbowych również policjantom, strażnikom miejskim oraz inspektorom handlowym.

Fiskus 24/7
Zgodnie z projektem, sprzedawcy „notorycznie” – cokolwiek miałoby to znaczyć, bo dokładnej definicji tego pojęcia resort nie przedstawił – nie wydający klientom paragonów, poświadczających legalną sprzedaż towarów akcyzowych, a także firmy kupujące paliwo w szarej strefie mogą stracić koncesję na sprzedaż alkoholu czy, odpowiednio, licencję transportową. Można się tylko domyślać, że policjanci czy strażnicy miejscy, chcąc dopaść delikwenta, będą urządzać prowokacje incognito.
Do tego dorzućmy jeszcze „miękką egzekucję” zaległych podatków i specjalne komando inspektorów analizujących przelewy bankowe. Jak ujawnił kilka tygodni temu resort – dzięki sms-om czy e-mailom wysyłanym do podatników udało się wyegzekwować 2,28 mld złotych zaległych podatków. Napomnienia, wysyłane przed rozpoczęciem formalnej egzekucji podatków, okazały się wyjątkowo skuteczne. Również i ten przyrost miał miejsce na przełomie 2014 i 2015 roku – w pierwszym przypadku zebrano w ten sposób 1,4 mld złotych, rok później już 2,68 mld złotych.

Wraz z początkiem przyszłego roku ruszy też specjalna komórka w ministerstwie, w której zatrudnionych będzie czterdziestu inspektorów na bieżąco – przez całą dobę, siedem dni w tygodniu – będzie przeczesywać system bankowy, monitorując historię firmowych rachunków w poszukiwaniu podejrzanych transferów. Podejrzane konta mają być blokowane na żądanie szefa Krajowej administracji Skarbowej i wiceministra finansów.

Trudno się tym wszystkim wysiłkom dziwić: wicepremier Morawiecki obiecał, że w przyszłym roku tylko wpływy z tytułu podatku VAT – a co za tym idzie, uszczelnienia systemu VAT-owskiego – mają sięgnąć 20 mld złotych. Bez sprawnego aparatu urzędniczego te obietnice to gruszki na wierzbie. O ironio jednak, to wzmożenie może też napotkać nieoczekiwaną przeszkodę: są nią oczekiwania wszystkich zainteresowanych. – Jak prosimy, by straż otrzymała dodatkowe kompetencje, np. w zakresie kontroli emisji spalin, jakości powietrza, to rząd milczy. Ale jak trzeba ściągnąć dodatkowe pieniądze do budżetu państwa, to rząd sam wręcz wychodzi z inicjatywą – kwitował wiceprezydent Warszawy, Michał Olszewski. Zainteresowani, od celników po strażników miejskich, nie ukrywają, że za nowymi obowiązkami powinny tez pójść podwyżki wynagrodzeń.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...